Samotny Sylwester

Ostatni raz sam siedziałem w Sylwestra roku 2012… kilka dni później zmiany w moim życiu przyspieszyły tak, że nie wiedziałem na co się decydować.
To był wspaniały czas.
I choć pisałem na tym blogu o tym, że pomyślałem wówczas trzy życzenia, dwa się spełniły a trzecie miało się spełniać.
Dziś wiem, że trzecie się jeszcze nie spełniło, a jedno z tych spełnionych „odpełniło się” kilka miesięcy później.
No cóż… dziś znów sam siedzę w Sylwestra… znów popełniłem noworoczne życzenia… i czekamy kiedy znów zacznie się w moim życiu dużo dziać.

Wszystkim czytelnikom życzę dobrego Nowego 2016 Roku.

Listopadowy Londyn

Drugi raz w tym roku… ale tym razem wypad koncertowy.
No i zakupowy też.
Na początek wizyty Pam Ann… a na koniec jedna z wokalistek mojego życia czyli Beverley Craven.
Nie dość, że byłem na jej koncercie, to jeszcze udało się zrobić zdjęcie i zdobyć autografy.
Jestem przeszczęśliwy.

Poza tym były oczywiście zakupy… tym razem poszedłem w buty – aż 3 pary udało mi się kupić.
Kupiłem też trochę rzeczy w moim ukochanym UNIQLO
Ogólnie dużo kasy wydane… ale szczęście pełne.

Wakacje na Kubie

Po siedmiu latach wracam na Kubę… znów do Varadero, znów do Melia Las Antilas.
A na miejscu okazało się, że będę mieszkał prawie w tym samym pokoju co 7 lat wcześniej.
Za pierwszym razem wakacje na Kubie to było coś tak niesamowitego, że aż nie wiedziałem, że faktycznie to się dzieje.
Od tamtego czasu nie byłem nigdzie na wakacjach… dlatego powrót na Kubę był w pewien sposób dla mnie symboliczny… znów wróciłem do żywych, czas poniewierki się zakończył, można żyć jak dawniej.
Tym razem nie chciałem jakoś specjalnie zwiedzać, bardziej zależało mi na odpoczynku, dobrym jedzeniu, drinkach i słodkim nic nie robieniu.
Koniecznie za to chciałem popływać z delfinami i to się udało… delfiny są niesamowite.
Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się jeszcze z nimi popływać.

A na Kubę wrócę za 7 lat… taka nowa świecka tradycja :-)

Jak trwoga to do bloga

Nie wiem dlaczego tak jest, ale jak jest mi smutno i źle to mam ochotę tu pisać.
Może na zasadzie wypisania się.
Terapii.
Ale nie chcę też żeby było tak, że tutaj tylko dół, rozpacz i ciężkie problemy.
Ostatnio było wspaniale.
Nawet lepiej niż wspaniale, zresztą czytaliście o tym, więc może teraz dla równowagi musi być przez chwilę gorzej.

WAW xell

Od czasu jak zdecydowałem się pracować w Warszawie, dojeżdżałem do niej z Łodzi.
Czasem gdy była taka potrzeba zostawałem na jedną bądź dwie noce u siostry.
Lecz gdy potrzeba zostawania zamieniła się w potrzebę mieszkania u niej… to czas na kolejny ruch.
Okazało się, że zwolniło się mieszkanie które miałem już od jakiegoś czasu upatrzone i od dziś jestem chłopakiem z Warszawy.
Z Pragi Północ tak dokładniej :-)

To znaczy Łódź zawsze pozostanie w moim sercu, bo kocham moje rodzinne miasto, ale dziś otwieramy nowy rozdział w moim życiu.

Mieszkanko ładne… choć wiele brakuje mu do mojego domu w Łodzi.
Najgorsze jest to, że jest w większości umeblowane i właściwie niewiele będę mógł zwieźć z domu.
Niby to lepiej… bo nie muszę płacić za przeprowadzkę… a to podobno kosztuje około 1000 złotych… ale tak jakoś dziwnie się czuję otoczony nie swoimi rzeczami.

Będzie się trzeba przyzwyczajać jakoś.
Na razie nie mam tu jeszcze Internetu… a łóżko jest dużo twardsze niż moje w Łodzi.

Stachanowiec xell

W lipcu miałem jeden dzień wolny.
Przez cały miesiąc.
Zdarzało się tak, że nie wiedziałem jaki jest dzień tygodnia, bo w pracy siedziałem właściwie ciągle.
Że ja nie umarłem z braku snu to prawdziwy sukces.
Ale przynajmniej wypłata mi to wynagrodziła.
Nie wiedziałem, że można tyle zarabiać.
Miło.