Linki…

od czasu do czasu trzeba coś pozmieniać.
narazie trwa remont – bo po wstępnym uzupełnieniu zacząłem się w tym wszystkim gubić.
coraz więcej blogów, coraz więcej czytania, coraz mniej czasu.

wczoraj mi ktoś powiedział, że od kiedy jestem zakochany mój blog jest nudny, no może nie tak radykalnie ale podupadł.
no przepraszam bardzo, że jestem szczęśliwy…

Będę sławny…

Nareszcie.
Ale narazie ciii, żeby nie zapeszyć.
I może też mnie pokażą na okładce jakiegoś NA ŻYWO.
Swoją drogą widzieliście Damiana z tą BigBrotherówą ? Przecież on wygląda jak jej syn… hehehehe
A inna BigBrotherówa (Frytka) balowała w weekend w Narra. Faktycznie ten lokal upada.
Ostatnio przeczytałem na innej stronie o tym, że Cocon staje się typowo gejowskim klubem a Narra chyba idzie w zupełnie innym kierunku…

Liście, wichury i inne takie przyjemne rzeczy

Jeszcze kilka dni temu dziwiłem się, że listopad za rogiem a na drzewach pełno liści.
Powiało w niedziele i poniedziałek i po liściach tylko patrzeć jak zaraz zrobi się biało.
Zegary przestawili i ciemno się teraz robi juz około 17.00… wrrr
A ja zauważyłem jeszcze jedną prawidłowość – jak tak wiało sporo znajomych czuło się źle a ja właśnie odwrotnie. Chodziłem jakbym był naspeedowany, full power.
To oznacza tylko tyle, że powinienem mieszkać nad morzem albo na jakiejś wyspie bo tam zawsze wieje.
Jakieś propozycje ?

Mięsko raz proszę

Jestem bardzo szczęśliwym człowiekiem.
Kocham i jestem kochany.
A że nie jestem pazerny i zdaję sobie sprawę z tego, że innym się tak dobrze nie wiedzie więc postanowiłem co nieco podpowiedzieć gdzie szukać.
Jak nic z tego nie wyjdzie to przynajmniej sobie popatrzycie na przystojnych facetów.
Miejsce akcji – Galeria Łódzka
* fajny kasjer w reserved (Robert) średniego wzrostu o ładnych i silnych rękach
* fajnusi kelner w coffee heaven – taki nieco starszy niski brunet w okularkach, chyba jest tam jakimś bossem.
* boski i wysoki sprzedawca w KappAhl-u, lekka bródka
* piękny młodziak w on-top

cdn…
PS – a i tak mój Luk jest the best

Mój stylista radzi…

Zabrać Luka na zakupy to tak jakby wziąć ze sobą cały dział mody VOGUE + wizażystkę, faceta z paletą kolorów i jeszcze kilku innych speców.
Zawsze wynajdzie coś fajnego, doradzi, podpowie, no i robi to bosko.
Ma tylko jedna wadę, dziwnym trafem prawie zawsze wybiera rzeczy które są najdroższe w całym sklepie.
Jeszcze dziwniejsze jest to, że też tak robię :-)
Dlatego już wiem, że w przyszłym miesiącu schudnę… na żarcie już po prostu nie starczy…
Czy mówiłem już że kocham swoich rodziców… a ich lodówkę jeszcze bardziej ?
Aha… i jeszcze jedno – zawsze w sklepie znajdzie się jakiś sprzedawca który leci na Luka, wrrr

Pejcze niespokojne…

No i stało się.
Luk wziął ze sobą do Narra pejczyk.
Zabawa była przednia, niektózy byli nienasyceni i bawiąc się nim wyginali się tak, że gwiazdy filmów porno mogą szukać pracy…
Ja z Finlandią na pokładzie miałem lekkie zawroty głowy co nie przeszkadzało mi jednak w tańczeniu do białego rana almost. Gdyby nie Bla, która rano szła do pracy zostalibyśmy pewnie do końca imprezy – z dobrze poinformowanych źródeł wiem, że R1 i Moony tak właśnie zrobili.
Ja jednak nie załuję nieco wcześniejszego wyjścia… mry mry mry tylko w sobotę byłem totalnie niewyspany.

Serowe Mafie

Impreza była super.
R1 urodzinowo dostał od nas brakującą w kolekcji płyte Justyny Steczkowskiej. Swoją droga mam nadzieję, że nikt mnie w sklepie nie widział jak ją kupowałem, bo jeszcze ktoś mógłby wysnuć wniosek, że ją lubię.
R2 imieninowo dostał od nas skakankę Barbie – taką różową z frędzelkami. Dlaczego skakankę – bo jakiś czas temu pochwalił się wszem i wobec, że zapisał się na siłownię, więc będzie miał na czym ćwiczyć… np w domu.
Jak będzie miał jeszcze siłę czymkolwiek ruszyć :-)
Co do siłowni to R2 jest bardzo tajemniczy – nie chce nic powiedzieć, ani gdzie ta siłownia się znajduję (nieoficjalnie wiem, że gdzieś w centrum) ani w jakich godzinach zamierza tam chodzić – to wszystko pewnie w obawie przed tabunami fanów spragnionych choć rąbka nagiego ciała R2.
Aha, wiem jeszcze, że jego trener ma na imię Jacek.
Powęszymy…

Jeśli chodzi o menu – tradycyjnie już była Finlandia (i to nie prawda że ja całą wychlałem), Żubrówka i jeszcze coś innego. Makaron był boski, melon również. Dla mnie gwoździem programu była jednak deska z serami.
Czy ja tu kiedyś pisałem tutaj jak bardzo kocham sery ???
NIE
No to piszę.
Jestem serowym maniakiem – żółte, pleśniowe po prostu każde.

Potem impreza przeniosła się do Narra.
PS – A solenizant to padł i usnął. Krzyś z Łorsoł też. A Krzyś cute jest… i tak samo jak ja dogryza R2 :-)

Imprezowo

Wczoraj (czwartek) były imieniny Rafała.
Rafałów znam co najmniej dwóch – raand i R2. Wszystkiego najlepszego chłopaki.
A dziś u Mafiów impreza na całego. Wczorajsze imieniny plus dzisiejsza okazja – R1 ma urodziny.
Zaproszono mnie z Lukiem. Będzie też Bla. Zapowiada się uroczy wieczór.
Cholera… już 13:40 a ja nie mam jeszcze prezentu.
Pędzę do miasta.

Reminiscencje urlopowe – PLUTO & Walenty… i Kraków

W sobotę wybraliśmy się do Krakowa.
Oczywiście jak ja jade do Krakowa to musi być brzydko, padać lub być przeraźliwie zimno*.
Tak też było.
Miś zabrał mnie najpierw na Kazimierz pokazać mi dzielnicę, która staję się dość szybko kultowym miejscem. Jako profan powiem, że wygląda ona jak łodzka ulica Wschodnia z przyległościami, tylko że budynki na Kazimierzu są średnio 400 lat starsze.
Potem umówiliśmy się z PLUTAMI w Soho. Podobno siedziałem przy ulubionym stoliku Piaska (on jest współwłaścicielem tej knajpy)
A teraz zagadka:
Jak rozpoznać Pluto i Walentego w Łodzi ?
Łatwo, mają parasole.
Jak rozpoznać Pluto i Walentego w Krakowie ?
Trudno, bo tam wszyscy mają parasole.
Tam podobno często pada… dziwne, bo ja tam często nie jeżdżę.
Przyszli usiedli, wypili po piffku i trochę pogadaliśmy. Wyjaśniłem im, że Łódź jest piękna i wcale u nas torów nie brakuje, to na fali zadawnionych sporów rodem iście z Turnieju Miast.
Muszę przyznać, że bardzo dobrze nam się rozmawiało, choć trochę się obawiałem tej krakowskiej dumy.
Potem zmiana lokalu na inny… cholera zapomniałem nazwy, coś jak Taboo, Tatoo, coś w tym guście. Plut dobrze opisał ten lokal na swoim blogu, ja dodam tylko ze swojej strony, ze mam w domu w oknach firanki któe więcej zasłaniają niż niektóre bluzeczki bywalców tego lokalu, ale może ja się nie znam…
Finałem wieczoru był Cocon.
Podobało mi się w środku. nawet fajny wystrój choć Mis i Plutowie mówili, że wyjątkowo mało ludzi było wtedy. Jak sala jest sympatycznie zaaranżowana (mają nawet podjazd dla inwalidów do baru) to sam bar przypomina szkolną stołówkę lub bar mleczny z połowy lat 80-tych. TRAGEDIA. A obsługę to bym odstrzelił po tygodniu, ruszają się jak muchy w smole, ile można czekać na colę i piwo…. wrrrr.
Znów pogadaliśmy, okazało się, że Pluto tak samo jak i ja jest fanatycznym przeciwnikiem palenia, Walenty przez to nieco przytył, ale i tak bardzo ładniutki z niego facet, taki mry mry przystojniaczek jednym słowem.
Co do parkietu to Luk nie mógł się juz od wejścia doczekać, kiedy tam zajrzymy ale kiedy zagrali HYMN NARRA, to musiałem zatańczyć. Poszliśmy więc na dół, po chwili dołączyli Pluto i Walenty. W sumie długo nie zabawiliśmy bo po 2.00 już zmierzaliśmy do samochodu. Przed wyjściem zagrali jeszcze „Dillemę” by Nelly i wszyscy patrzyli jak całujemy się z Lukiem na środku parkietu.
A co niech się uczą w Krakowie.

———————————-
* niepotrzebne skreślić lub wstawić wszystkie możliwości