Moje łóżko

No to jeśli dobrze pójdzie do końca roku nie będę już spał we własnym łóżku.
A powiem wam więcej – Miś będzie obok mnie.
WOW
Właśnie całuje moje ucho… i lekko przygryza… o przestał.
Znów zaczął.
To ja już kończę notkę…
Jezu… jak on to fajnie robi
Mrau !!!

A może bym tak poszedł spać…

… bo jutro muszę posprzątać przed świętami i kupić prezenty.

Wogóle nie mam pomysłów na prezenty.
Oczywiście z wyjątkiem prezentów dla siebie.

Aaaa i jeszcze dobra wiadmość dla wszystkich nie mogących się już doczekać przecen i wyprzedaży.
6 stycznie – reserved (z czasem nawet do 50-60 %)
w styczniu – ZARA (zaczynają od 30 %)

No to dobranoc wszystkim.

Weekend – part 4 – inne mniej ważne sprawy

W piątek jeszcze przed przyjazdem Luka odbyła się u mnie w domu rodzinna debata na temat zbliżających się Świąt.
Ja wytoczyłem armatę pod nazwą „CHOINKA”
Muszę w tym miejscu napisać kilka słów sprostowania – od kiedy pamiętam w domu nigdy nie było żywej choinki.
Zawsze sztuczna.
Dyskusję zacząłem od podstępnego pytania – czy szanowni rodzice pamiętają kiedy nabyli ową sztuczną choinkę ?
A no nie pamiętali.
Nikt nie mógł pamiętać.
Po prostu ludzie tak długo nie żyją.
Ja sobie zadałem jednak trochę trudu i sprawdziłem (papierek na spodzie stojaka).
Nasza rodzinna-sztuczna-choinka była produktem ery wczesnego Gierka i zdecydowanie nadszedł jej kres.
Zacząłem zatem mówić jakie to ładne choinki teraz są w sklepach i wogóle, że tak ładnie przybrane a nasza to jak jakiś ubogi krewny.
No jednym słowem wstyd mieć taką choinkę.
Nie sądziłem jednak, że moje retorystyczne figury coś zmienią (a juz na żywą to bym w tym 1000-leciu nie liczył) a tu….
niespodzianka.
Wracamy z Lukiem w sobotę do domu a tata od drzwi informuje mnie, że rodzice po wizycie w TESCO zamienili bony na piękną nową choinkę z nowymi bombkami, łańcuchami i lampkami.

No szok…
Może ja powinienem jakimś politykiem zostać, skoro potrafię tak doskonale przekonywać…

Weekend – part 3 – sleep time

Padł kolejny rekord.
Od 6.30 do 16.30.
W jednym łóżku.
I prawie cały czas spaliśmy.

Poza tym popracowałem dziś trochę i dzięki temu u mojego pracodawcy spokojnie mogę się pojawić dopiero w piątek po południu.
Ale profilaktycznie wyłączę jutro służbową komórkę.

Miś pojechał do domciu…
Tęsknie

Weekend – part 2 – integracja

Moja rodzina polubiła Luka.
W sobotę ojciec zaprosił Moje Szczęście do kuchni na wspólną degustajcę popisowego rodzinnego alkoholu (w wykonaniu mojego ojca) czyli Porterówki.
Luk docenił smak i wkład pracy szanownego tatusia, komplementując go i rozpoczynając dyskusję o innych wysokoprocentowych napojach wyskokowych, które to Luk zwykł pijać w okresie swej szalonej młodości.
Tatuś zachęcony opowieściami Luka zapragnął spróbować i złożył zamówienie wspomnianego trunku sztuk jeden.

Tylko patrzeć jak wrócę kiedyś z pracy a Luk i tatuś będą siedzieć nad opustoszałą flaszką wysokoprocentowego napoju :-)

Weekend – part 1 – x-mas time

Miś przyjechał w piątek.
Przywiózł mi gwiazdkowy prezent.
Coś dla ducha coś dla ciała.
Czyli książkę i czekoladki merci.
Mniam.
Właśnie pochłaniam ostatnią.

Pojechaliśmy do Narra.
Boszzzz…
Toż na mojej szkolnej dyskotece w 8 klasie było więcej osób.
Brrrr
Byliśmy prawie godzinkę.
Tym razem nocowaliśmy w gościnnym i dużym lokalu „U Marysi”
Niniejszym Marysi składam serdeczne podziękowania (cmok).
Poranna pobudka około 13.00 to coś co najbardziej lubię w sobotni poranek ;-)

Gwożdziem soboty było poznanie nowego „Pana Potencjalnego” dla Moony.
Potencjalny okazał się być wysokim i przystojnym (Luk nie potwierdza) młodzieńcem o sympatycznych wąsikach i bródce.
No i te lody…
Choć podobno pierwsze lody bardzo powoli się przełamują…

Potem nawiedziliśmy Galerię gdzie całe szczęście oprócz koleżanki, która dzień wcześniej wróciła z Irlandii nie spotkaliśmy nikogo znajomego.
Zaliczyliśmy dobre jedzonko
(polecam gorąco ziemniaczki w SAMI SWOI)
i dobre picie
(ta nowa kawa w coffee heaven jest boska).
Potem ja kupiłem Misiowi prezent (nowa płyta Tori Amos).
Po czym udaliśmy się spokojnie do domu.

A w Łodzi…

Zapytałem w Łodzi w tej samej pralni co na Śląsku ile będzie trwało pranie koszuli i spodni.
Pani powiedziała mi, że 2 dni.

To jednak ŚLĄSK JEST SZYBSZY.
Zwracam honor i sypię popiół na głowę