Korekta

Plany mają to do siebie, że często się zmieniają…
Jak miało być mozna przeczytać w poprzedniej notce a jak jest tutaj :
11.00 – 14.00 – praca
14.00 – 15.00 – Urząd Skarbowy
15.00 – 17.00 – praca
17.00 – 19.00 – szukanie butów
19.00 – 01.00 – praca
01.00 – 02.00 – przygotowanie się do pracy na wtorek…

Za to chyba jutro jadę kupić buty.
A co tam…. prawie 300 zł zwrotu ze skarbówki niebawem nadejdzie więc można zaszaleć.
Właśnie…
Z braku czasu nie wkleję teraz sondy ale odpowiedzcie w komentarzach.
Mam kupić czarne buty skórzane czy czarne buty zamszowe ???

3 dni…

Weekend był przełomem.
To pierwszy weekend od początku naszego bycia razem podczas którego nie mogliśmy się zobaczyć.
Ale i tak mamy szczęście.
Inni będący ze sobą na odległość z różnych powodów (na ogół brak kasy) nie widzą się znacznie dłużej. Bla np. nie widziała się ze swoim facetem już ponad 50 dni.
Nie było Misia i czułem się jak stary ramol.
Nie dość że jakoś ta sobota nagle taka długa się zrobiła, to jeszcze gdy wróciłem po północy z pracy do domu, zrobiłem sobie kanapkę i prawie usnąłem na końcówce Blade’a.
Boszzz kiedy ja ostatnio spałem w domu z soboty na niedzielę ?
W tym roku chyba pierwszy raz.
Za to od środy pewnie będę głównie sufit oglądał ;-)
Przyjeżdża na cały dłuuuugi weekend.

Ale zanim będzie tak dobrze to najbliższe 3 dni nie zapowiadają się lekko…

Plan na poniedziałek :
9.00 – 13.00 – praca
14.00 – 16.00 – Urząd Skarbowy
16.00 – 19.00 – praca
21.00 – 22.00 – przygotowanie się do pracy na wtorek

Wtorek i środa nie lepsza.
A kiedy ja mam mieć czas iść do fryzjera albo dentysty ?
O właśnie… 7-ka mnie boli.
Chyba 7-ka.

Właśnie zaczął padać deszcz.
No to idę spać.

Ale tydzień…

Ojej… to był tydzień.
Działo się a działo.
Rekordu bycia w pracy longiem tym razem nie biłem ale medal dostanę w innej kategorii.
Trzy nocne dyżury od niedzieli do piątku.
Wow… to prawie jak w starym dowcipie o koniu co się odchudzał… jeszcze trzy dni i zupełnie oduczyłby się jeść… ale zdechł.
Jeszcze jeden taki tydzień i oduczę się spać.
Ponadto miniony tydzień był nieustającą nowelą komputerową, która z dnia na dzień zmieniała gatunek.
Zaczęło się od obowiązkowej lektury (formatowanie i instalowanie systemu) potem było jak w brazyliskiej telenoweli, czyli kilka razy to samo (formatowanie i formatowanie i jeszcze raz oraz instalowanie i instalowanie i jeszcze raz).
W czwartek przez chwilę było jak w miłosnej komedii, happy end zdawał się być bliski, ale mój komputer postarał się o silny zwrot akcji i w piątek przechodził od dramatu do horroru, żeby w sobotę osiągnąć stadium komedii absurdu.

A teraz wyjaśnie o co chodzi.
Komp chodził dobrze. Wszystko było OK.
xell kupił sobie swoją ulubioną grę SIMCITY4 zainstalował i pograł (opis gry kiedy indziej) po skończonej grze, komp napisał mu, że coś mu sie pamięc nie ten teges ale dalej działał.
Od następnego dnia komp zaczął się wieszać.
Tak bez powodu i średnio co jakieś 10 minut.
Zero możliwości ruchu myszką, klawiatura też wisi.
Jedyne co ratowało to reset „na twardo”, bo nawet Ctrl+Alt+Del nie działo.
Odinstalowałem grę – nic nie pomogło.
Format c: i instalka WinXP od nowa – nadal się wiesza.
W sobotę upgrade BIOS-a – nadal się wiesza.
Grzebanie w BIOS-e – nic nie pomogło.

Poszperałem po sieci – na jednym forum dyskusyjnym znalazłem opis podobnego przypadku z moją płytą główną (K7VZA) w roli głównej.
Niestety nie podali rozwiązania.

W sobotę późnym popołudniem zawiozłem do serwisu, oni pogrzebali, pogrzebali i na razie działa.
Podobno teraz już nie będzie się wieszał.
Oby.

Swoją drogą… ciekawe co mu było ?
Może ktoś z Was ma jakieś pomysły ?

Lux Day

Dziś moje kochanie ma imieniny.
I chociaż w „jego stronach” imienin podobno się nie obchodzi (coż za głupi pomysł, kto to wogóle wymyślił) to i tak publicznie składam mu tutaj życzonka.

Kochanie, wszystkiego naj.
Kocham Cię

Przeczytałem… oj dużo wczoraj przeczytałem.

Dopiero dziś skończyłem igorka, bo wczoraj pojechaliśmy z Misiam do dentysty.
Tzn Miś poszedł do Pana Sadysty myśląc, że to potrwa parę minut a ja w tym czasie miałem przejrzeć gazetkę.
Okazało się, że zdążyłem od deski do deski przeczytać Twój Styl, Vivę, cinema’e i FILM a Miś jeszcze nie przyszedł.
Ale za to Sadysta puścił mu Cafe del Mar co by moje kochanie nie denerwowało się podczas zabiegów.
Gdy wreszcie zszedł… tzn po schodach a nie tak ogólnie, o dziwo mógł mówić i miał swoje zęby.
Ja tam się na stomatologii nie za bardzo znam ale przez bite 2 godziny to można człowiekowi wszystko wyrwać i spokojnie poczekać aż wyrośnie nowe.
Może właśnie na tym teraz leczenie polega.
Gdy usłyszałem rachunek chciałem się rzucić na pana doktora i go swoimi nie leczonymi zębami zagryźć. Pewnie bym sobie kilka z nich połamał i w ten sposób Pan Sadysta miałby nowego pacjenta.
Ale muszę ten gabinet pochawlić za automat do kawy… wspaniała koczelada.

Około 22.00 z bagatela 2 godzinnym opóźnieniem spotkaliśmy się z Malinkami i poszliśmy do pewnego gejowskiego lokalu na Śląsku którego nazwy nie podejmuję się przytaczać bo jest jeszcze trudniejsza niż Narraganset.
Jakoś na Frambu się zaczyna.
Pewnie tybylcy znają.
Lokal taki sobie.
Malutki (choć podobno katowicka konkurencja jest jeszcze bardziej mikroskopijnych rozmiarow)
Całość jest mniej więcej wielkości hallu i szatni w Narra.
Poza tym chłodno w nim wczoraj bylo.
Obsługiwał nas bardzo miły barman, który mam wrażenie uciekł z planu filmu „Kochanie zmniejszyłem dzieciaki” bo ledwo wystawał z nad baru.
Ale mieli sok bananowy.
To plus.
Potem jakichś dwóch przebralo sie w sukienki i tanczyli lejąc trzeciego starą miotłą po tyłku.
Może to takie śląskie Wielkanocne zwyczaje…

Odwieźliśmy połowę Malinowskich do domu i sami wróciliśmy grzecznie spać.

PS – Wiecie, że w Radiu Maryja to o 23:56 grają cały hymn ?
Wszystkie zwrotki i nawet ładnie zaśpiewane.
Czego to się człowiek nie dowie jak kochanie na chwilę zostawi mnie samego w samochodzie.

Utkłam

I znów jestem kurą domową.
Miś pojechał do pracy a ja siedzę sobie grzecznie u niego w domciu i czytam igorka.
W sumie nic do roboty nie mam… choć gdyby ktoś miał jakiś pomysł na obiad dla Misia to proszę się wpisywać w komentarzach do 15.00.
No to wracam do fascynującej lektury.

AAAAAAAAAAAAA

Jest 11:35 a ja niespakowany i kompletnie nie gotowy.
o 14:55 mam pociąg do Misia.
Tzn ja do niego to pociąg mam cały czas… ale teraz to jadę do niego pociągiem.
No wiecie takie przedświąteczne jajeczko…
jajeczka :-)

Listonosz zawsze dzwoni…

…do skutku.
Przynajmniej mój.

Kiedyś byłem jak dobre muzeum – w poniedziałki nieczynne.
No bo jak się w weekend pracuje to kiedyś trzeba mieć wolne.
Od jakiego czasu pozmieniało się w pracy i w poniedziałki od rana pracuję (mimo, że weekend pozostał pracujący).
We wtorki pracuję w innej pracy – niestety też od rana.
Dopiero więc w środy mam zwyczaj odsypiać wszystko.

Śpię sobie smacznie…
Domofon 1.
Szybki proces myślowy xella 1:
- Pewnie jest 7 rano i do mojej siostry przyszedł jej facet, żeby iść na zajęcia ale w jakimś innym chorym celu.
- Ewentualnie jest 6 rano i ojciec zapomniał czegoś i wraca się na górę
Szybki proces decyzyjny xella 1:
- Nic nie robię, siostra mu otworzy.

Domofon 2 zdecydowanie dłuższy
Szybki proces myślowy xella 2:
- Po jaką cholerę dzwoni, spokojnie, przecież jest rano. Zaraz mu siostra otworzy a swoją drogą mógłby dorobić sobie klucze bo i tak przesiaduje u nas w domu dłużej niż ja.
- Ewentualnie jeśli to ojciec, to przecież ma swoje klucze, niech sobie otworzy.
Szybki proces decyzyjny xella 2:
- Nic nie robię, siostra mu otworzy albo jeśli to ojciec to sam wejdzie.

Domofon 3 ktoś się o niego oparł
Szybki proces myślowy xella 3:
- Cholera jasna… pewnie siostra jest w wannie i nie może mu otworzyć.
Szybki proces decyzyjny xella 3:
- Nadal nic nie robię…może siostra zdąży wyjść z wanny i otworzy, jeśli nie będzie trzeba wstać.
Ale to ostateczność !!!

Domofon 4 krótki
Szybki proces myślowy xella 4:
- Eeeee to nic ważnego, skoro ktoś zrezygnował za 4 razem.
Szybki proces decyzyjny xella 4:
- Sukces, śpimy dalej… albo nie podbiegne odebrać, może to jednak coś ważnego.

Z dołu klatki schodowej słychać jak ktoś wchodzi i walczy ze skrzynką pocztową… aaa to jednak nie facet siostry ani mój ojciec to poczta.
Odbieram, wrzeszczę HALO… a pani z dołu pyta czy to mój numer mieszkania.
Mówię, że tak i pani wchodzi na górę witając mnie słowami.
- O przepraszam, że obudziałam…
W tym momencie zdałem sobie sprawę, że są jednak plusy spania w pidżamce a nie nago…
- …jest polecony dla Pana.
Podpisuje listę, odbieram przesyłka.
Cholera – znów bank.
Dziękuję pani listonosz, życząc Wesołych Świąt itd.
Zamykam drzwi.
Orientuję się w sytuacji.
Jest 10.20
Siostry od kilku godzin nie ma w domu.
A bank mi przysłał nową kartę Maestro… ale po co przecież mam ładną starą.
Sprawdzam w portfelu i okazuje się, że stara traci ważność w tym miesiącu.

Jak tak dalej pójdzie to ja też stracę ważność i zupełnie w tym wszystkim zginę….

Darius

Miałem coś o nim napisać…
Proszę bardzo.
Przystojniak.
190 cm fajnego, eleganckiego faceta.
Luk stwierdził, ja przyznaję mu rację, że miał piękne, świdrujące oczy.
Znaczy gapił się na mojego Misia.
Tzw. oprawa oczu też bardzo ładna. Wogóle to powyżej nosa wygladał jak Elvis.
I jaki rozmowny.
No i fajnie śpiewa.
Lekko ale nie prostacko.
Płyta gitarowa ale co warte podkreślenia w pełni jego autorstwa.
Bravo.