EURO RZYG

No cholery za chwilę dostanę.
Referendum unijne tak nachalnie ze wszystkich stron atakuje, że aż mnie korci by zrobić na złość i nie iść.
Tylko, że wtedy zrobię na złość głównie sobie.
Mimo wszystko na mnie ta nachalność działa jak płachta na byka.
Codziennie słyszę o euro-festynach, euro-konkursach, euro-spotkaniach.

Mam dość tych wszystkich euro-pierdów.
Ciekawe, czy teraz robię już euro-kupę
i czy euro-rzygam ?
Oczywiście jestem na TAK… ale czy muszę być tak katowany tą tandetną propagandą.
Niech już będzie to referendum, bo może po nim się trochę uspokoi.
Oby.

opole2003

Powiem tak… mnie się podobało i dlatego nie chciałem nic na ten temat pisać, bo w tym kraju jak się jeden albo drugi festiwal czasem podoba to już traktują Cię jak wyrzutka przypinając etykietkę masowego gustu (czyt. braku gustu) i nigdzie nikt już Cię nie zaprasza.
Jako, że lokalny patriota ze mnie w 100 % to najbardziej cieszę się, że Blue Cafe wygrało i wczoraj i dziś.

Ale mimo, że ogólnie festiwal był ok, mam swoje ALE…
Podglądam właśnie studio festiwalowe i szlag mnie trafia.
Dziennikarze dzielą się na politycznych, muzycznych, filmowych… itp.
Zupełnie inną kategorią są prezenterzy.
Nie ma osób które znają się na wszystkim.
Bo jak ktoś się zna na wszystkim to zna się na niczym.
Zawsze lubiłem Maćka Orłosia… ale czemu on się bawi w dziennikarza muzycznego próbując przeprowadzać wywiady udając, że się na tym zna.
Przecież to jest żenujące.
Jakby w tym kraju nie było dobrych dziennikarzy muzycznych.
Horror.

No i ta SuperJedynka na Festiwalu podkreślam POLSKIEJ Piosenki za muzyczne wydarzenie roku dla Garou.
Mimo, że bardzo Go lubię, to trochę nie ten czas i przede wszystkim nie to miejsce.
Widać jak na dłoni, że nie było komu dać.

dopisek po przerwie
Sławek Zieliński (szef TVP1) chce najwyraźniej zrobić wszystko, by mi obrzydzić mi moich ulubieńców.
Ja naprawdę bardzo lubię Beatę Kozidrak.
Ale czemu dano jej tę nagrodę – przecież ona w minionym roku niczego nowego nie nagrała.
To może to taka trochę nagroda za całokształt.
Pewnie do emerytury będą ją dostawać ze 3 osoby na zmianę.
Rotacyjnie.
W tym obwiązkowo naleśniki z Budki Suflera. (swoją drogą paskudne miał te okulary pierwszego dnia).

dopisek 2 po przerwie
I jak jeszcze raz gdziekolwiek usłyszę w najbliższym czasie „Baśkę” Wilków to ostrzegam, będę gryzł, kopał i warczał.
Mam dość tej piosenki !!!!!!

dopisek absolutnie końcowy
Jeszcze raz się okazało, że Poniedzielski jest Bogiem polskiego humoru.

Air Force One

Sesemes od Luka:
„AAAA. Widziałem Air Force One. Wow”

No a jak się wczoraj denerwował, że Bush przyleciał i dziś autostradę z Krakowa do Katowic zamknęli na kilka godzin.
No to teraz mógł sobie popatrzeć za to na prezydencki samolot.
Ja to bym chciał choć raz polatać sobie Air Force One jako oficjalny gość prezydenta.
Ale nie obecnego – bo ten to dla mnie wyjątkowo mały człowieczek. Także politycznie.

Starość

Oj sypie się
Bolą mnie zęby.
Nie jeden jakoś określony i możliwy do zlokalizowania ale jakoś tak ogólnie mnie bolą.
Będzie trzeba się wybrać do dentysty…
Ale do jakiego ?
Moja dentystka właśnie rodzi… więc mam problem.

Od kilku dni kicham, prycham i oczy mi łzawią.
Typowa alergia.
Żebym tylko wiedział na co ?
Na razie zażeram się ALLERTEC-iem i trochę pomaga.

A wczoraj jeszcze nerka dała o sobie znać.
Chyba nie chciała być gorsza od reszty sypiącego się organizmu.
2 x Nospa jakoś tak mało pomogła… może trzeba zjeść tego więcej.

A na dodatek – kilkanaście minut temu wstałem i boli mnie głowa.
AAAAAAAAAAAAAAAA…..

xell domowy

xell domowy to zwierze hodowlane występujące jak dotychczas tylko na Śląsku.
Charakteryzuje się głównie tym, że lubi długo spać, ze względu na dużą żarłoczność drogie w utrzymaniu ale (chyba) bardzo mile.
Czasem z nudów przygotuje jakis obiad… ale istnieje niebezpieczeństwo, że gdy będzie musiało współpracować z kuchenkami gazowymi lub elektrycznymi może to doprowadzić do tragedii – warto za wczasu podnieść ubezpieczenie mieszkania.

Luk w pracy a ja znów bawię się w Marysię.
Siedzę sobie grzecznie w domu i czekam na mojego chłopa aż wróci z tej swojej Wielce Szacownej Instytucji co by z nim trochę popołudniową porą poswawolić.
Gdy rano wychodził mamrotał coś żeby mu obiad zrobić…
Hmmm…
Pomyślmy…
No dobra – zrobię mu obiad.
Przecież go kocham. :-)

xelluki

Malinki mają niebywały dar do wymyślania nazw.
Najpierw ochrzciły mi faceta i powstał Lux a teraz wspólna nazwa.
Ale po kolei.
Od dawna szukałem ładnego określenia na nas tzn. na mnie i Luka.
Oboje nie przepadamy za słowem „mąż”
Inne pary jakoś tak na własny użytek ponazywaliśmy np. tomki, bosscy, doriany, raandy, gejowscy… i nawet na pluta i Walentego mówiliśmy PLUTOny a dla siebie nic nie umieliśmy znaleźć.
Aż tu proszę – młodsza Malinka napisała mi w sesemesie słówko „xelluki”.
Bardzo nam się spodobało… i niech tak zostanie.

Let’s get happy and let’s be gay.

Dopiero teraz się porządnie wsłuchałem w tekst piosenki reprezentantki Niemiec na Eurowizję.
Wiem, że „gay” to też przymiotnik znaczący tyle samo co radosny, ale wydźwięk tego zdania i tak jest na swój sposób… no powiedzmy że ciekawy.

PS
Jeffrey – dziękuję za zwrócenie uwagi – poprawione.

Wieczór kiczu.

Zrobiliśmy sobie z Lukiem i Anetką wieczór kiczu.
Były dobre buleczki ze wspaniałym słonym masłem, dobry soczek, szampan, wino, oliwki i paluszki.
Czyli wszystko to co do szczęścia potrzeba.
Zasiedliśmy… a właściwie zalegliśmy przed telewizorem i wsłuchiwalismy sie w Orzecha.
Pierwsze wrażenie – cholera czemu tak słabo słychać. Nagłośnienie było fatalne.
Potem wysłuchalismy wszystkich piosenek bardzo skrupulatnie i każdy miał swoich faworytów.
Mnie najbardziej się podobały reprezentacje Holandii, Hiszpanii, Niemiec i Rumunii.
Norwegia też nie była taka zła.
Luk obstawiał głównie Niemcy (przez lojalność).
A Anetka trzymała kciuki za przystojnym Norwegiem.

No i dupa.
Wygrał damski Tarkan, zaraz za nim Tatu, które akurat w tej piosence niewiele pokazały.
A poza tym stwierdziliśmy, że Europa jest głucha.
Jak można było głosować na Austrię i Belgię.
FUJ !!!

Żadnych granic – idę spać.

Matrix, rower i katar.

Obszedłem blogi i nikt jeszcze o Matrixie nie pisał.
Będę pierwszy.
Jak powszechnie wiadomo jak się mieszka w Łodzi to na premierę kultowego filmu trzeba jechać na Śląsk bo Łódź to takie miasto wogóle wyzute z jakichkolwiek tradycji filmowych i wcale nie ma tu dobrych kin :-)
Żartuję.
Jadę dziś do kochania, bo jakaś sprawiedliwość musi na świecie być, on przyjeżdżał do mnie 3 razy z rzędu, więc i jemu coś się należy.
Poza tym zwabił mnie biletami na dzisiejszą premierę.
To już za nie całe 12 godzin…

Wczoraj pojeżdziłem na rowerku…
Dużo pojeżdziłem… oj bardzo.
Jak na pierwszy raz w tym roku to sukces ogromny.
O dziwo mogę dziś chodzić tylko jakoś pewna część ciała mnie nieco boli.
To wszystko przez te niewygodne siodełka, jakby nie mogli wymyśleć takich bardziej miękkich.

I mam katar.
Tylko nie wiem czy dlatego, że zimno ostatnio było, czy że pyłki są.

Daleko

Salma mnie zainspirował.
Ale nie będzie o muzyce a o miejscach.
Miejscach w których chciałbym żyć.
Ciekawe czy i Wy takowe macie ?
A ja chciałbym mieszkać gdzieś z poniższych :
* Australia
* Nowa Zelandia
* Malta
* albo jakaś inna wyspa…
!!! im mniejsza tym lepsza !!!

a z krajów nie-wyspowych w grę wchodzą :
* Norwegia
* Kanada
* Finlandia
* Szwajcaria

Oczywiście wszędzie chciałbym mieć chatkę z widokiem na morze (z wyjątkiem Szwajcarii gdzie wystarczyłby mi widok na morze pieniędzy w tamtejszym bankach).
Morze i mój Miś.
Złota rybka pilnie poszukiwana…