Zaspałem

Jak ja nie cierpię wstawać rano.
Pół roku temu była u mnie w pracy mała rewolucja skutkiem czego ja czegoś nie robię bo podobno się nie nadaję.
Moim zdaniem ten co się niby nadaje bardziej ode mnie po prostu lepiej liże rowa kierownikowi, ale mniejsza.
W sumie to dobrze, że się nie nadaję bo przynajmniej nie muszę rano wstawać.
Niestety ludzkość czasem na urlopu chadza i wtedy się okazuje, że jednak się nadaje.
I trzeba rano wstać.
No i jak można było przewidzieć xell zaspał. Bo jak się musi być w pracy na 9.00 to przecież spokojnie można wstać o 8.25.
Bo przecież xell samochodu nie ma a MPK szybko jeździ.
I jeszcze prysznic i spakować się i znów Taxi22 zarobiło.
Wrrrrrr

I jeszcze śniadanie musiałem sobie na mieście kupić.
Co swoją droga też jest nie lada wyczynem kupić dobre śniadanie na Piotrkowskiej o 11.00.
Miłego dnia.

Wirusy nadchodzą

Nadejszło pocztom :-)
Zatem publikuję – niech i inni się pośmieją.

Uwaga!
Po polskich stronach internetowych krążą nowe wirusy!
Ale jest ratunek. Przygotowaliśmy dla Was specjalną ich bazę.
Należy ją bezzwłocznie zgrać i zabezpieczyć się najnowszą wersją programu antywirusowego: Zdrowy Rozsądek v 2.04.
Oto lista wirusów:

Rokita:
System działa niby normalnie, jednak masz wrażenie że coś jest nie tak.
Coś jakby diabeł lub kobieta napisała ten program i umieścił/a w ciele mężczyzny.

Kaczyński:
Plik po zalogowaniu się i zmianie rejestru tworzy fałszywe kopie istniejących już plików (tzw. klony) i w ten sposób zajmuje wolne miejsce na dysku.
Bardzo trudny do wykrycia i uciążliwy dla użytkownika, bo nie wiadomo który plik jest prawdziwy, a który to fałszywka.

Łapiński:
System wiesza się za każdym razem, gdy chcesz wysłać emaila do prasy lub oglądasz stronę jakiejś gazety. Dodatkowo jeśli jesteś z zawodu dziennikarzem, masz spore szanse na
porażenie prądem.

Wałęsa:
Wirus atakuje pliki pakietu Office blokując funkcje sprawdzania pisowni i poprawności gramatycznej słów.
Dodatkowo w okienkach z wyborem oprócz klawiszy: „TAK”, „NIE” i „ANULUJ”,
pojawia się jeszcze jeden przycisk: „Jestem za, a nawet przeciw”.

Giertych:
Po zainfekowaniu komputera jako stronę startową ustawia stronę radia M. oraz blokuje wszystkie strony związane z sexem.
Z okienek windowsowych znika przycisk „ABORT”, a na jego miejsce
pojawia się link do strony o świadomym macierzyństwie.

Kwaśniewski:
Przy każdej próbie zapisania plików (zwłaszcza tekstowych), wirus przerywa je dając komentarz VETO i odsyła dany plik do poprawki.
Można jednak odrzucić atak wirusa, jeśli zaloguje się co najmniej 2/3 użytkowników komputera.

Ziobro:
Każda funkcja liczona w excelu ma wartość zero, a wszytkie pliki zajmują 0 kB na dysku.
Dodatkowo po miesiącu użytkowania
zainfekowanego komputera w kodzie binarnym brakuje jedynek i pada cały system.

Lepper:
Następuje nieodwołalna blokada komputera (zazwyczaj po wejściu na europejskie strony internetowe).
W tym czasie możesz wysłuchać piosenek disco polo oraz dowiedzieć się, dlaczego należy bić hackerów w rządzie i patrzeć jak równo bufor puchnie…

Beger:
Łatwy do rozpoznania wirus, bo jego natychmiastowym działaniem jest niekontrolowane „skakanie monitora”. Zawartość ekranu bardzo szybko porusza się nam w różnych kierunkach, u nas,
że nasze oczy atakuje zapalenie kurwików.

Kołodko:
Raczej mało groźny wirus. Atakuje tylko te komputery, które korzystają z Neostrady.
Efektem jest naliczanie dodatkowych
opłat (tzw. winiet) za korzystanie z internetu. Istnieje możliwość usunięcia intruza.

Michnik:
Jak na razie jedyny wirus atakujący pliki mp3 oraz syntezatory mowy. Powoduje, że występują tzw. lagi podczas
odsłuchiwania. Niektóre fragmenty utworu potrafią się powtarzać nawet 8 razy na sekundę.

Bonda:
Tutaj sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana.
Twój komputer połyka płyty w napędzie CD-ROM. System oficjalnie je „widzi”, a nawet z nich korzysta. Jednak płytek fizycznie nie ma i nawet otworzenie obudowy nie pozwala na ich znalezienie.

Miller:
Najpopularniejszy ze wszystkich wirusów.
Po jego ataku nie ważne jaką miałeś stronę na początku (startową), ale jaką dopiero będziesz miał przy wylogowaniu!

Tłuszcz nas otacza.

Jest wszędzie a im go więcej tym gorzej.
Bo przecież dziś być grubym to gorzej niż być złodziejem, mordercą i zboczeńcem razem wziętym.
Nic tak jednak nie poprawia humoru jak się widzi, że inni też tyją, czasem nawet bardziej niż ja.
Nie chcę tu wymieniać kogo ostatnio jest więcej – bo jak pisałem, byłoby to równoznaczne z ogłoszeniem wyroku.
Ja bez zmian – ani w dół ani w górę.
Choć dieta arbuzowa brzmi kusząco i kto wie kto wie ile mnie będzie mniej za miesiąc.

PS – Luk też chwilami jest obrzydliwie tłusty… jak się nasmaruje oliwką :-)

TESTOSTERON

Zakochałem się od pierwszego posłuchania.
Zawsze kochałem Kayah – ale teraz jestem zdecydowany nadać jej tytuł polskiej Madonny.
Jest wspaniała.

To przez Ciebie on wraca do domu nad ranem
wierząc w jedno przepraszam za tysiąc swych głupstw
To przez Ciebie jej płacz nocą słyszę zza ściany
gdy mu dłoń ściskasz w pięść co opada na stół

Oskarżam Cię
o łez strumienie,
osamotnienie,
zdradę i gniew
Oskarżam Cię
o to cierpienie,
wojen płomienie,
przelaną krew
Testosteron

Ty go uczysz jak nie sercem lecz czuć rozumem
Chcesz by wierzył, że kochanie na sprzedaż jest
Ty wmówiłeś, że strach lepszy jest niż szacunek
Więc mu broń wkładasz w dłoń i wciąż każesz mu biec.

Oskarżam Cię
o łez strumienie,
osamotnienie,
zdradę i gniew
Oskarżam Cię
o to cierpienie,
wojen płomienie,
przelaną krew
TESTOSTERON

Woda

Hurrra
Kochana Elektorciepłownia chyba czyta bloga i pewnie ją smutek ogarnął straszliwy, że z powodu wyłączenia ciepłej wody w miniony piątek xell się spóźnił do GE na imprezę i dlatego przyspieszyła działania renowacyjne i dziś już ciepła woda jest.
Zatem będę się dziś moczył i pluskał i z wanny do jutra pewnie nie wyjdę.

A co do nieco większych wanien to podglądam sobie na EuroSporcie jakieś mistrzostwa (wstyd, ale nawet nie wiem jakie) w pływaniu i dochodzę do smutnych wniosków:
* że mnie tam nie ma a przecież swojego czasu był ze mnie doskonały pływak
* że cholera kiedyś zawody pływackie to był raj dla oczu a teraz to nawet sobie na facetów na takich zawodach popatrzeć nie można, bo poubierani w kombinezony zakrywające całe ciało… koniec świata.

No to ja pędzę do wanny.

Trzeci i ostatni dzień WE-can-do

Niedziela.
Jak przystało na porządnych, imprezowych osobników (teraz nieimprezowanie jest gorsze niż wyrok, swoją drogą aleśmy w sobotę poimprezowali kino i arbuz…. hehehe) pospaliśmy zdrowo potem jeszcze coś co na zdrowie równie dobrze wpływa co sen i też jest na trzy litery :-)
Ah…. miodzio było.

Wracając jeszcze na chwilę do soboty to wieczorem połączyliśmy się telefonicznie z benefisem (czyt. drugim dniem obchodów urodzin Ge z założenia przeznaczonym dla starszej widowni) w celu wproszenia się, którego zresztą i tak nie dokonaliśmy bo przecież jeszcze młodzi duchem i ciałem (oj Lux ciałem zwłaszcza) jesteśmy.
Spotkanie przełożyliśmy na niedzielne popołudnie w Galerii.

A tam kawa i HelImper w nowych spodniach. Muszę napisać, że mi się podobały bo inaczej nie da mi obiecanej płyty Justina, ale jak tylko ją dostanę to napiszę prawdę, że… nigdy nie lubiłem spodni w paski :-)
I do tego brązowych.

Ale kawa i rozmowy bardzo miluchne, potem przenieśliśmy się do Sphinxa – i na samą myśl o tamtym obiedzie szukam papierowej torby na głowę – bo oto mamy kolejny lokal w którym jesteśmy spaleni i do którego nie pójdę przez czas jakiś.
Bo wstyd.

A potem to tylko tęskno mi się zrobiło, bo Luk pojechał do domu i wróci dopero w piątek.

Drugi dzień WE-can-do

Pospaliśmy do południa.
Lekkie śniadanko
Chwila w pracy i na zakupy z Bla.
Kupiła sobie techno-kombinezon.
Ja się próbowałem zmieścić w podobny tylko koloru czarnego.
Bezskutecznie.
Potem się okazało, że to damskie tylko jest a mi jakoś ramionka nie chciały wejść a i wycięcia w pasie u mnie nie stwierdzono co bym mógł się dopiąć.
Wyglądałem w tym jak niedomykająca się wakacyjna walizka.
A na wieszaku wyglądało na unisex, choć powinienem wyczuć podstęp – przecież to New Yorker a tam jak powszechnie wiadomo nie ma męskich ciuchów :-)
Zresztą po wizytacji sklepów z ciuchami ogólnie zacznamy z Luxem dochodzić do wniosku, że teraz już się wogóle męskich nie szyje.
Są damskie i pedalskie i… Wólczanka.

Ponadto dokonaliśmy odkrycia na miarę wykopania dinozaurów.
W TESCO w Galerii na kasach siedzą panowie.
Choć jeśli chodzi o tego który nas obsługiwał – to patrz wyżej do przypowieści o ciuchach.
Ładne koraliki, nienagannie zrobione włoski.
Jeszcze zacznę lubić TESCO.

Wieczorem wybraliśmy się posłuchać chrumkania popcornu, ciamkania i siorbania coli czyli zaszczyciliśmy SilverScreen.
Z powodu lekkiego opóźnienia w zbieraniu się spowodowanego [cenzura] wybór padł na EQULIBRIUM czy jakoś tak to się pisze.
Letnia konfekcja filmowa.
Średniej jakości zlepek Roku 84 Orwella z Matrixem.
Choć mają plusa za spalenie Mona Lisy – tego jeszcze nikt w filmach nie robił.
No i tylu odzianych w skórę „aktorów” to nawet w filmach sado-maso nie ma.
Ogólnie dla znudzonych kuracjuszy w Ciechocinku.

Wieczorem Lux wchłonął pół ogromnego arbuza i potem leżąc nie pozwalał się nawet do siebie przytulać, bo brzuch !!!
A wyglądał przy tym uroczo, jak nie przyrównując te głodne dzieci z Etiopii – chude a z dużymi brzuszkami.
Ze śmiechu nie mogliśmy usnąć…