After Breslau – SCENA… czyli the Oscar goes to…

Na samym początku napiszę, że pod żadnym pozorem nie wolno dopuścić do tego by ge kiedykolwiek się tam wybrał… bo nie wyjdzie stamtąd już nigdy.
Ilość przystojnych facetów na metr kwadratowy przekracza wszelkie normy a podobno, jak się dowiedzieliśmy i tak trafiliśmy na niską frekwencje.
Ceny rozsądne, wstęp 15 złotych.
W środku trzy duże sale, na największej królowała muzyka house (boszzz, żeby Wiadro choć w połowie tak dobrze grał jak oni tam…) na mniejszej DJ Jagoda i jej WinAmp czyli wszystko dozwolone, łącznie z „Miłość Ci wszystko wybaczy” o 3 nad ranem.
Szkoda tylko, że w mniejszej sali ze względu na dym papierosowy można było wytrzymać maksimum kilkanaście minut, no chyba, że ktoś zdecydował się nie otwierać oczu… ale wtedy wiele tracił.

Zawsze gdy wchodzę do nowego lokalu rozglądam się po ludziach i jakoś upatruje sobie FACE OF THE NIGHT… ale w Scenie nie było to możliwe, bo po prostu nie jest się w stanie zapamiętać tylu pięknych twarzy.
Wyróżniał się pewien przystojny brunet w czarnej koszulce.
Gdy wreszcie dotarli wspólni znajomi okazało się, że upatrzony brunet siedzi przy „naszym” stoliku i jest znajomym znajomych.
Gdy podeszliśmy, brunet sam się przedstawił
- My się jeszcze chyba nie znamy, Oskar jestem
i przecudnie uśmiechnął.
Gdyby nie Lux, na którego w takich momentach zawsze można liczyć, zgwałciłbym go na środku stołu.
Boszzz to mój pierwszy Oskar… pomyślałem i już chciałem zachowywać się jak Helio który odbierał ostatnimi czasy blogowe nagrody, czyli dziękować Bogu (oj jest za co !!!), producentom (wspaniałe geny) i komu tam jeszcze.
Oskar okazał się być 19-letnim studentem matematyki…
(Asiu… jesteś nieoceniona jako szpieg – cmok)
… i nowym wcieleniem Boga Parkietu.
Jestem pewien, że gdyby byli ze mną ge, raand i Helio… potopilibyśmy się tam wszyscy.
Ślina płynęłaby strumieniami.

Oskar tańczy cudownie… i do tego wcale go to nie męczy.
No i ten uśmiech.
Mrau.
Ale jak to w bajkach bywa piękne królewny na ogół pilnowane są przez…
…no ten tego swoich facetów.
Tfu ftu tfu – Jarek, który wprawdzie jest facetem rozmownym i inteligentnym ale jakoś niewzbudzajcym zaufania z wyglądu.

Niestety – pod koniec imprezy okazało się, że ideały nie istnieją.
Oskar pali… a to wręcz degraduje go na mojej liście.
Pocieszeniem był za to namiętny buziak na do widzenia.
Eh… teraz już rozumiem, dlaczego wszyscy tak zabiegają by zdobyć Oscara.

* * *

Jak już pisałem ilość przystojniaków na metr kwadratowy – zdecydowanie ponad przeciętną.
Allunia – stary znajomy Luxa – też bardzo przystojny.
Jednym słowem – jest w czym wybierać !!!
Dodatkowo, warto zauważyć, że wszyscy się tam doskonale bawią, zarówno faceci jak i kobiety.
Spokojnie można wyjść przed klub by się przewietrzyć gdy czujemy taką potrzebę.
Na koniec ciekawostka… w SCENIE nie ma dark-roomu.
I podobno nikomu tam to nie przeszkadza.
W rankingu polskich klubów gejowskich… zdecydownie jedna z czołowych pozycji.

After Breslau – before the night

Jak było…
BOSKO.
Wszyscy doskonale wiecie, że kocham Łódź, lecz ostatnio po licznych wizytach w innych miastach muszę zgodzić się z moim EX’em który zawsze twierdził, że Łódź to „miasto ułomne”
Po wizycie we Wrocławiu widać to jeszcze bardziej.
Brak nam (Łodzi) okazałych budynków i przemyślanej koncepcji architektonicznej miasta.
Tam wszystko wydaje się być wcześniej zaplanowane – ot chociażby szerokość ulic. W Łodzi tworzy się ją przez wyburzenia – we Wrocławiu od razu jest odpowiednia.
Oczywiście mogę wyciągnąc argument, że u nas są drogi asfaltowe… ale to trochę nie ten kaliber dyskusji.
Na mojej prywatnej liście polskich miast… chyba nastąpi zmiana lidera.
Choć Gdańsk… to wspomnienia.
Ale przyznaję – Wrocław to bardzo, bardzo ładne miasto.

I łatwo do niego dojechać ze Śląska. (tak wiem, że Wrocław to też Śląsk tylko Dolny… ale ja wolę terminem Śląsk określać Katowice i okolice, z wyjątkiem Sosnowca bo to przecież Zagłębie)
Autostradą można się tam dostać w około 2 godziny.
W ferworze przygotowań nie o wszystkim się pamięta… dlatego xell zapomniał ze sobą do Wrocka wziąć… portfela.
Bank we Wrocławiu był złośliwy i nie chciał mi wypłacić forsy na dowód jak to czynią w Łodzi… więc mój bank we Wrocławiu mają straszliwą krechę.
A do tego ruszali się w tym banku jak muchy w smole.

Zwiedzanie Rynku i wizyta w braserii – gdzie pomylili zamówienie – bo zamiast ulubionych lodów waniliowych dostałem paskudne czekoladowe.
Ale nie robiłem awantur, bo kelner był CZARUJĄCY… i postanowiłem mu to wypomnieć wieczorem w Scenie.
Na 99,9% gej.

Potem Galeria Dominikańska… prawie jak Łódzka, tylko mniejsza ale za to bardziej zagejowiona.
Sprzedawca w KappAlh’u – 200% pewności, że gej… co wieczorem się potwierdziło.
Nawet kucharz z Samych Swoich ładniutki.

Dużym Plusem był także hotel.
Relatywnie blisko centrum, ładny, czysty i schludny w cenie 100 zł za dwójkę !!!
Potem się okazało, że Wrocław ma więcej plusów – chyba największym są taksówki.
Po pierwsze nocna taryfa rozpoczyna się tam o 23.00 a nie jak u nas o 22.00 – co umożliwia przejechanie połowy miasta za 9 złotych.
Po drugie brak drobiazgowości – gdy taksometr wskazuje 9,30 to płaci się 9 a gdy wracając wskazanie było 14,60 zapłaciłem 14.
Ciekawe czy oni tam protestowali przeciw kasom fiskalnym jak te łódzkie nieroby i krwiopijcy ?

Zabawmy się w krytyka muzycznego.

To że jestem leniwy większość doskonale wie.
Uwielbiam wszelkiego rodzaju listy przebojów, rankingi i podsumowania.
Najbardziej oczywiście muzyczne… ale inne branże tez mogą być.
Jednak gdy sam mam takie przygotować… to jestem chory.
Ileż to roboty.
Na ogół marudzę ale w końcu robię.
O wiele bardziej jednak wolę komentować zestwienia innych.
Tak… wiem, ze to o niebo łatwiejsze.
So what.

Znam co najmniej trzy jeszcze bardziej skrupulatne a równie popieprzone na punkcie podsumowań osoby co ja.
Za chwilę na ich podsumowaniach pewnie nie zostawię suchej nitki ale w tym miejscu chylę przed nimi czoła – za pracę którą wykonali.
Helio, ego i chłopiec – panowie jesteście moimi idolami.

Komentarz do podsumowania Helio:
Pierwsza 20-stka – wybrane pozycje z listy – TOP 50 – PIOSENKI
1 Nothing fails (Madonna)
moim zdaniem, Onna-Madonna miała zdecydowanie lepsze kompozycje, ado tego, żeby robić z tego utwó roku… NIE
2 Ma liberte de penser (Florent Pagny)
sorry… nikt mnie nie przekona – SZMIRA JAKICH MAŁO !!!
5 Cry me a river (Justin Timberlake)
wiele o nim napisano i powiedziano…, że kicz i kicha
chciałbym więcej takiego kiczu.
czekam na drugą płytę.
7 It’s my life (No Doubt)
a mówią, że covery są z założenia gorsze… jak słychać można nagrać stary utwór w wersji której nie trzeba się potem wstydzić
10 Perverso (Tiziano Ferro)
no zaraził mnie Helio tą piosenką…
zostaje w głowie.
12 In the shadows (The Rasmus)
udany debiut… ale nie wróżę im dalszych sukcesów.
poza tym wokalista ma twarz jakby bjork wpadła pod TIRa
18 Testosteron (Kayah)
dlaczego tak nisko ???
jestem nieobiektywny – kocham Kasię
19 Sunrise (Simple Red)
a jednak rude potrafi… szkoda że tak rzadko.
*** według mnie… brakuje w pierwszej 20-stce wiele przebojów… ale Helio ma specyficzny gust ***

Pierwsza 20-stka – wybrane pozycje z listy – TOP 50 – ALBUMY
1 Lilith (Jean-Louis Murat)
pewnie wstyd się przyznać… ale nie znam
2 American life (Madonna)
o nie… zdecydowanie NIE
3 Bare (Annie Lennox)
TAK… ale to taka smutna płyta o tym, że czas nikogo nie omija.
4 Myśli i słowa (Bajm)
jak wreszcie się zmuszę do przesłuchania w całości to coś napiszę
6 Justified (Justin Timberlake)
singlowo – bosko, jako cały album – dobrze, tylko dobrze
9 Alkimja (Justyna Steczkowska)
słyszałem wersję live tej płyty… i choć szczerze niecierpie Steczkowskiej to muszę powiedzieć, podobało mi się.
13 Księga urodzaju (Marcin Rozynek)
bardzo naciągane… buuu
14 In the zone (Britney Spears)
jako singiel OK, jako album – dla mnie zbyt amerykański
15 Stereo-typ (Kayah)
w różnorodności siła… MÓJ TYP… za zdrowie Kasi, do-DNA !!!

Muzyczne nagrody ego:
Są w tym roku maxymalnie nieobiektywne – a spowodowane jest to wakacyjną wizytą we Francji, choć In-Grid słusznie została wyróżniona.

Chłopiec pewnie jeszcze przelicza…
poczekam.

Zabawmy się w krytyka blogowego.

Czasem bywam delikatnie prześmiewczy i może nieco złośliwy… dziś właśnie taki dzień, bo musiałem Luxa wyprawić do pracy na 7.00 więc wyobraźcie sobie o której wstałem.
Na blogach zapanowała moda na nagrody.
Każdy coś przyznaje a i tak połowę z przyznanych zawsze zdobywa Helio.
Ciekawe.
Skoro moda… to nie mogę być gorszy.
Oto moje nagrody:

1. JAK JE NAZWAĆ ?
ego nazwał swoje EGONY… co jest tym bardziej dziwne, że nazwa nawiązuje do Dragonów a przecież wszyscy wiedzą, że ego słucha tylko mamy i Radia Zet.
Moim zdaniem ze względu na sylwetkę nagrody ego powinny nazywać się CHUGONY – od tego, że ego chudy jest… tylko nie pytajcie jak powinny się wówczas nazywać nagrody Helio :-)
Idąc tym tropem kubu powinien rozdawać KUBONY (a może kupony?), pluto – PLUTONY a ge – GEJONY.
To ostatnie ładne…
Żeby nie być przewidywalnym ja nazwę swoje nagrody… LUX 2003

2. KOMU DAĆ ?
Nagrodę…
ZBOCZEŃCY !!!
Panuje moda obdarowywania się wzajemnie.
Coś w myśl zasady ja Tobie, Ty mnie and the winner is Helio.
AGAIN.
Ge wysilił się na oryginalność i nagrodził przeczytane książki.
Złośliwi twierdzą, że to zadne nagrody, po prostu ge pochwalił się co w mijającym roku przeczytał w przerwach między szukaniem miłości życia.
ego przyznał tytuł „kobieta roku” ale nie przyznał nagrody „mężczyzna roku” (cholera… a tak liczyłem że coś dostanę)
Zatem znów będę oryginalny i nagrody przyznam według zupełnie innego klucza.

3. CEREMONIA
Skorzystam tu z pomocy rządu.
Mają to doskonale przećwiczone.
Zatem…
„…budżet ma wielką dziurę, jeśli uda nam się ją załatać to…”
…będzie ceremonia.
[i] – informacja dla obcokrajowców
dziura budżetowa jest łatana od dobrych kilku lat.

4. WYNIKI
Wreszcie !
LUXusowy mężczyzna roku 2003
LUX

LUXusowa kobieta roku 2003
Anetka i Sabi
(boszzz jestem gejem – nie mogłem się zdecydować)

LUX specjalny 2003
w związku z bardzo małą ilością nagród jaką w tym roku zostałem uhonorowany – co było bezpośrednią przyczyną powstania tych nagród – przyznaję ją
SOBIE.

Oklaski, flesze, gratulacje… i dożywotnia codzienna dostawa Ptasiego Mleczka

Dziękuje wszystkim.
Do zobaczenia za rok.
Kocham Was…

Prawdziwe życie gospodyni domowej.

Wyprawiłem Luxa do pracy.
Zanim napiszę jak było – a było BOSKO – to obstawiony dwoma kawałkami poświątecznego sernika (mamunia dała dla Luxa) i szklanką Pepsi zabieram się do lektury blogów.
Z pobieżnej analizy wynika, ze igorek chce się odstrzelać przez zapalenie się na śmierć, ge przyznał jakieś tam nagrody a ego mnie podziwia
(nareszcie to napisał)
Zatem siadam do lektury… ten sernik tak apetycznie wygląda…
Potem rozwieszę pranie, posprzątam kuchnię, wstawię obiad i napiszę Wam jak było we Wrocławiu.
Czy ja już pisałem że było BOSKO !!!

Breslau

No i po świętach…
Więcej napiszę w poniedziałek… bo właśnie się z Luxem wybieramy na weekend do Wrocławia.
Chętni na spotkanie z nami… sms-owo lub telefonicznie.

Trzy życzenia

Są różne „christmasy” czyli świąteczne piosenki
ale ta jest chyba najpiękniejsza ze wszystkich.
Polecam z najlepszymi życzeniami.
Świąteczna buźka dla Wszystkich tu zaglądających.

FIREBIRDS
Trzy życzenia

Kto, kto mi to obiecał
Że wszystkie grudnie będą białe
Że nagle spadnie śnieg
na Święta
Tak pięknej zimy już
nie pamietam
Obiecaj ciepły dom
na Święta
Takiego domu już
nie pamietam

Myśli błądzą gdzieś daleko
Nie zapomnij o mnie
gdy będziesz miał szczęście w gronie swoich bliskich być

Kto, kto mi to powiedział
Że w grudniu zawsze jest inaczej
Że nagle całe zło
Odejdzie stąd

Myśli błądza gdzieś daleko
Oczy mokre ze wzruszenia
Nie zapomnij, nie zapomnij
Nie zapomnij o mnie
gdy będziesz miał szczęście w gronie swoich bliskich być.
Nie zamykaj serca przed nieznajomym
gdy zapuka do Twych drzwi.

Ma chłopak rację…

Helio znaczy się.
Napisał, że kończy się era blogów, że dawni królowe albo schodzą ze sceny albo piszą od Wielkiego Dzwonu.
Nie wiem czy pisząc „Dawni Królowie” choć w kawałeczku pomyślał o mnie ale poczułem, że to kolejny pstryczek w nos od Cezara (już raz mi wprost wypomniał, że się obijam).
Zajrzałem do archiwum – notki z mojego „złotego okresu” – wczesna jesień 2002 – są zupełnie inne niż te z grudnia 2003.
Przede wszystkim można powiedzieć – SĄ
Oczywiście sprawdza się zasada, samotni geje więcej i lepiej piszą niż Ci związani.
Ale przecież wiadomo nie od dziś że jak śpiewał Kazik – „artysta głodny jest bardziej płodny”.

Na swoje usprawiedliwenie mogę tylko napisać, że prawie cały grudzień 2003 właściwie przemknął obok mnie jak express.
Ciągle coś.
Urodziny, praca, prawo jazdy.
Mało czasu.
I nic nie zapowiada, że w Święta będzie go więcej.
Dziś Wigilia a ja nie mam jeszcze opakowanych prezentów, mój kąt zupełnie nie wyglada świątecznie…
Nawet bałagan nie jest świąteczny ;-)
Wigilia domowa – pierwszy raz od lat nie u babci.
Pierwszy dzień świąt – całą rodziną daliśmy się zaprosić na wystawny obiad do rodziców mojego chrześniaka.
Miło ze strony rodziny – choć ja uwielbiam akurat 25 grudnia siedzieć w rozwleczonej podkoszulce i starych jeansach w domu i totalnie nic nie robić ewentualnie grać sobie w gry na kompie pochłaniając przy tym miliony kalorii przybierających kształty makowca czy mojego ulubionego biszkopta z kremem i galaretką.
So… maybe next year.

Dodatkowo w tym roku, na dwie godziny wieczorem muszę podjechać do pracy.
No ale skoro mam mieć potem wolne aż do 4 stycznia to i tak się opłaca.
A wieczór to jak zwykle pewnie będzie telewizyjny…

W drugi dzień świąt już jadę do Misia.
Cieszę się ogromnie… bo spędzimy cały tydzień razem.

Tuż przed końcem roku, będę miał więcej czasu… więc zamierzam sporo przeczytać i trochę tu posprzątać.
Także w linkach, bo ileż można „dopiero poznawać”

Święta

To jest notka zastępcza.
Właśnie miałem pisać ładną świąteczną notkę w komentarzach do której moglibyście życzyć mi wszystkiego i jeszcze więcej… ale jak to się ładnie mówi „dostałem telefon”.
PILNY.
Można ubić niezły interes na tym że szybko pojadę do pracy.
Więc jadę.

dopisek późniejszy
Interes ubity.
Mam wolne od 24 grudnia do 4 stycznia.
Wow

W tym roku jeszcze nie spowoduję wypadku.

Pytanie:
74 złote* to ile centymetrów ?
Odpowiedź:
Za dużo.

Oblałem.
Bo wykonując popularny „rękaw” zatrzymałem się tyłem samochodu zbyt daleko od linii.
Dla niewtajemniczonych informacja – trzeba się zatrzymać w odległości nie większej niż 20 cm od tej linii.
Ja zatrzymałem się podobno w odległości 30 cm.
No cóż… każdy by chciał mieć 10 cm więcej, prawda ?

Kolejny termin 14 stycznia.
Dobrze że chociaż teoria do przodu, bo gdybym i tego nie zdał to dopiero byłby obciach.
Poza tym pocieszam się, że poza moim Kochaniem nie znam nikogo innego kto by zdał za PIERWSZYM razem.

PS
Przyznać się… kto nie trzymał kciuków ???

* egzamin praktyczny kosztuje 74 złote.