Za chwilę dalszy ciąg programu.

W serialu mała przerwa, bo xell chadza teraz na rehabilitacje, co oznacza, że będzie kolejny serial, bo okazało się, że ta przychodnia rehabilitacyjna to dla sportowców jest, więc możecie sobie wyobrazić co też za mięska ja tam oglądam.

Poza tym całkiem spontanicznie wyszło, że mamy dziś WWdN-wBDG, czyli
Wielkie Wyjście do Narra w Bardzo Dużym Gronie.

xell w szpitalu – odcinek 4

Po znieczuleniu położyli mnie na leżance, rzucili na brzuch kroplówkę i kazali leżeć i czekać aż przestanę się czuć od pasa w dół.
Trwało to jakieś 20 minut w czasie których faktycznie traciłem czucie w nogach a jednocześnie robiło mi się tam przyjemnie ciepło. Potem przejechałem kilka metrów i doktor Tomek razem z dwiema instrumentariuszkami złapali mnie za nogi i tułów (niestety Tomek trzymał za nogi) i przerzucili mnie na stół operacyjny.
Zanim jeszcze zaczęli zapytali która noga… hehehe świetne, jak bym był w stanie większego znieczulenia i bym się pomylił, to by zoperowali nie tą nogę co trzeba ;-)
Potem jeszcze na salę wszedł anestezjolog i po raz ostatni zapytał pokazując mi jakieś pismo, czy to aby na pewno mój podpis.
Ostatkiem sił siląc się na faceta z poczuciem humoru odparłem, że tak, to ja się podpisałem na tym wyroku.
- No to jak to pana podpis to zaczynamy – powiedział doktor Witold który jest tam guru od artroskopii kolanowej i który mnie operował.
- Tomek przygotuj nagrywanie, będziemy rejestrować co pikantniejsze szczegóły – dodał lekarz.
Ja w tym czasie zacząłem cały drżeć.
Nie ze strachu i nie z zimna – po prostu nie byłem w stanie zapanować nad swoim ciałem – trząsłem się jak galareta.
Na nodze w tym czasie czułem delikatne smyranie i przemywanie jakimiś wacikami a chwilę później siostra zapytała mnie czy chcę oglądać cały zabieg na ekranie monitora.
- A będzie dużo krwi i będą sceny z przemocą ? – zapytałem jeszcze przytomnie.
- Nie, mamy taki specjalny kanał z romantycznymi operacjami, zawsze z happy end’em – równie dowcipnie odparła siostra.
Włączyli monitor, opuścili mi nieco zasłonkę, żebym nie marudził, że mam kiepskie miejsca i się zaczęło. Nawet nie poczułem kiedy kamera wtargnęła do wewnątrz. To co zobaczyłem nieco mnie rozczarowało, bo sądziłem, ze tam jakaś impreza trwa, albo chociaż jakiś Big Brother i właśnie jedną chrząstkę nominowano do wyjścia a tam wszystko wyglądało jak na rysunkowym serialu z cyklu „Było sobie życie”.
Pan doktor pochwalił mnie, że wszystko wygląda bardzo ładnie, znaczy konserwatora mam dobrego albo jeszcze na gwarancji jest i dlatego się jakoś wszystko trzyma.
Kamera skręcała w lewo i w prawo namiętnie czegoś szukając, co przypominało pierwsze sceny z Titanica
(doktor Tomek mógłby być Leonardo a ja byłbym Kate… ah te rozwarte ramiona, powiew na lędźwiach)
i wreszcie doktor Witek stwierdził:
- Tomek włącz nagrywanie – mam go
- A co pan ma doktorze – spytałem żądny informacji.
- No jak to co – to co powoduje pana ból
- Ale ja tu nic nie widzę, poza tą rozdeptaną meduzą na środku ekranu – nie dawałem za wygraną.
- No i właśnie to jest to… – i tu padła jakaś nazwa po łacinie.
Uznałem, że lekarz wie lepiej i zaprzestałem drążenia tematu.
Z czasem okazało się, że ta „meduza” to jakiś płat chrząstkowy i on się naderwał i tak sobie dyndał i bolał.
Wtedy moja operacja którą spokojnie oglądałem sobie na ekranie powinna zostać opatrzona czerwonym kółeczkiem ze względu na brutalność scen.
Do wnętrza wtargnął bowiem rekin (tzn dokładnie takie małe szczypeczki które po rozwarciu mogłyby z powodzeniem grać rekina w SZCZĘKACH 5) i ciach, ciach z apetytem zaczął pożerać „meduzy”.
Jak na rasowego drapieżnika przystało – atak był krótkotrwały i w 100 % skuteczny.
Akcja została powtórzona w jeszcze jednym miejscu.

Cały czas podczas operacji miałem na palcu jakiś zacisk, który był zmutowaną wersją joystica do game boy’a bo maszyna co chwila robiła bip… bip… bip….
W pewnym momencie doktor Tomek nudzący się nad wyraz zdjął mi szczypawkę z palca i założył sobie i wtedy maszyna zrobiła bip-bip-bip więc doktor oddał mi szczypawkę twierdząc, że to zapewne przez obecność siostry Agnieszki na sali tak mu ciśnienie skoczyło.
A już myślałem, że to przeze mnie nie może się skupić.
Operacja zbliżała się do końca. Na ekranie zobaczyłem buty doktora Witka by w chwilę później nie widzieć już nic. Wyłączono monitor – łe… nie było nawet napisów końcowych i jak ja teraz Oscara odbiorę ?

…ciąg dalszy jutro o tej samej porze…

xell w szpitalu – odcinek 3

Doktor Tomek z tym deserem brzmiał mniej więcej tak jak inny mój znajomy lekarz, który na pytanie co robi w życiu odpowiada, że rżnie małe dziewczynki i chłopców…
bo jest chirurgiem dziecięcym.

Gdy tak leżałem grzecznie na łóżeczku i dochodziłem do siebie uświadomiłem sobie co muszą czuć ludzie sparaliżowani.
To straszne nie mieć władzy nad sobą.
Wogóle to ten pobyt w szpitalu otworzył mi oczy na wiele spraw o istnieniu których nie miałem dotychczas pojęcia.
Ale o tym jeszcze napiszę.

Krojenie innych tylko na filmach w stylu „Ostry dyżur” trwa długo bo po mnie zgłosili się po jakichś 20 minutach, gdy siostra przyniosła mi taką śmieszną białą „koszulę operacyjną” – mówiąc jednocześnie, że skoro dół od pidżamy mam w postaci krótkich spodenek, to nie muszę ich zdejmować.
Zszedłem piętro niżej gdzie wprowadzono mnie do pomieszczenia pełniącego rolę przedsionka sali operacyjnej.
Dużo szafek z różnymi specyfikami i personel ze specyficznym poczuciem humoru.
Pan anestezjolog był z tych co to idealnie pasują do dowcipu:
Dlaczego lekarze mają maseczki na twarzach podczas operacji ?
By nie oblizywali skalpela

Znów zaczęło się od wywiadu i podpisywania papierków.
Potem anestezjolog ucieszył się jak dziecko, gdy dowiedział się, że ja jeszcze nigdy nie miałem żadnej operacji a do tego jestem wyjątkowo mało odporny na ból.
- Wspaniale… niech się Pan niczym nie martwi, damy Panu podwójną dawkę, wprawdzie unieruchomiłoby to słonia, ale będziemy mieli pewność, że nic Pan nie poczuje.
I to mi się podoba. Pacjent się boi, trzeba pacjenta rozluźnić i zapewnić mu komfort i dać takie leki, żeby nic go nie bolało.
Potem anestezjolog podciągnął mi tą śmieszną „koszulę operacyjną” a ja chcąc być uczynnym przechyliłem się nieco do przodu by ułatwić podłożenie mu jakiejś płachty pod moje pośladki, czym wywołałem u personelu pomocniczego panikę, bo myślały, że już zemdlałem i właśnie lecę na ryj z leżanki.
Powiedziałem, że chciałem tylko pomóc, za co dostało mi się słownie i zostałem pouczony, żebym już w niczym nie pomagał. Mam tylko siedzieć i mówić kiedy będzie bolało.
- Bolało ??? To jednak będzie bolało ? – zapytałem ze zdziwieniem
- No tylko troszeczkę… wytrzyma Pan, przecież jest Pan mężczyzną – uspokajały siostry.
Cholera, nienawidzę tego argumentu.
Ból to ból i jak na ironię to kobiety są bardziej wytrzymałe na ból, bo rodzą, bo miesiączkują i w niektórych przypadkach sex też przyjemnością nie jest.
No cóż – jak się idzie gdzieś pierwszy raz to nie za bardzo wiadomo czego się spodziewać. Niby przeczytałem w Internecie wszystko co znalazłem o znieczuleniu podpajęczynówkowym inaczej zwanym też: rdzeniowym, podoponowym, podtwardówkowym, dolędźwiowym bądź dokanałowym ale jak już widzi się igłę i ampułki to jakoś tak nie chce się wierzyć w zapewnienia, że to będzie tylko jak ukłucie komara.
Siostry obstąpiły mnie z przodu niczym zduplikowany agent Smith, Neo w Matrixie a ich jedynym zadaniem było utrzymanie mnie w pozycji z cyklu „niech się Pan zegnie w pół i sam sobie zrobi loda, bo musimy się Panu wkuć w plecy” i niedopuszczanie bym nawet rażony bólem próbował się wyprostować.
Ja nie chcę tu nikogo straszyć, ale skoro całe podawanie znieczulenia miało boleć jak ukucie komara, to ja pier*** takie komary. Musiałyby być chyba wielkości świni.
Ewidentnie czułem jak coś rozpiera mi się w plecach, próbując gdzieś znaleźć sobie miejsce, gdzie się upłynnić.
Trochę bolało, ale zaraz miałem już niczego nie czuć.

…ciąg dalszy jutro o tej samej porze…

xell w szpitalu – odcinek 2

Przystojniak okazał się być lekarzem, choć początkowo sądziłem, że jest pewnie jakimś studencikiem-stażystą..
Doktor Tomek to ni mniej ni więcej a ucieleśnienie marzeń 80 % gejów na tej planecie.
Wysoki, opalony, doskonale zbudowany i jakby wiedział o tym założył jakiś taki nieco przykrótki podkoszulek lekarski – choć właśnie dzięki niemu więcej można było zobaczyć.
Doktor Tomek zapytał czy to mnie dziś będziemy pierwszego kroić.
Pielęgniarki odpowiedziały, że tak, tylko założą mi wenflon i można mnie brać na salę.
Ja jednak wiedziałem, że z tym wkuciem się to nie będzie takie proste. Bo u mnie nigdy nie jest.
Zaczęło się szukanie żyły na lewym przedramieniu.
Pielęgniarka ze zdziwieniem stwierdziła, że żadnej nie widzi.
Potem było klasycznie – czyli tak jak zawsze jest przy pobieraniu krwi u mnie – piąstka i pompowanie, piąstka i pompowanie.
I jak zwykle nic to nie dało.
Żył niet.
W końcu pielęgniarka zdecydowała się wkuć w miejsce gdzie prawdopodobnie jakaś żyła musi być bo u innych ludzi w tym miejscu jest. Żyła była ale po wkuciu się igłą o szerokości średniego tunelu kolejowego poczułem ból, co oznaczało ni mniej ni więcej, że gdzieś sobie ta żyła skręciła a pielęgniarka przedziurawiła mi ją na wylot.
Bosko.
Siniaka długości 20 cm mam do dziś.

Skoro w przedramię nie – to może w dłoń.
Całe szczęście tym razem wzięła mniejszą igłę i lepiej trafiła.
Ale mnie zaczęło się robić duszno.
Bardzo duszno.
Pot oblał mnie od czubka głowy po same końce palców.
Natychmiast kazano mi się skulić i oddychać.
Głęboko oddychać.
- Głowę między kolana i niech Pan oddycha – mówiła do mnie pięlegniarka jednocześnie wołając do pomocy koleżankę.
- Może jakby Pan włożył głowę między Twoje kolana to by mu się lepiej oddychała – zażartował doktor Tomek, uśmiechając się do siostry.
- Bardzo śmieszne Tomek, Pan nam tu lekko schodzi, ma zapaść a Tobie się na żarty zbiera – odgryzła się siostra.
Tomek w przeciwieństwie do sióstr, które już radziły czy nie podać mi adrenaliny, zupełnie nie przejął się moim stanem, nawet stwierdził, że skoro sam się znieczuliłem to można mnie od razu wieźć na salę
A ja rzeczywiście „sam się znieczuliłem” – bo powoli traciłem władzę nad swoim ciałem, zesztywniały mi ręce a palce dłoni powyginały się i zamarły, język stanął kołkiem co skutecznie uniemożliwiło mi porozumiewanie się a mięśnie twarzy permanentnie drgały jakby ostatnim tchnieniem chciały do końca utrzymać funkcjonalność.
Siostry zdecydowały, że natychmiast trzeba mnie przewieźć na jakiekolwiek wolne łóżko, bo muszę odpocząć a w trakcie gdy tam zmierzałem, choć lepiej byłoby powiedzieć ciągnięto mnie, przygotowano specjalną dawkę czegoś co podłączono do wenflonu.
Pierwszy raz w życiu zrozumiałem wtedy stary dowcip o anemiku i pająku:
- Siostro, pająk – mówi anemik
- No i co z tego, przecież Cię nie zje – odpowiada siostra.
- Siostro, pająk… gdzie mnie ciągniesz bestio

Gdy tak leżałem sobie grzecznie na łóżeczku, przyszedł doktor Tomek i złapał mnie za dłoń (tę zdrową bez wenflonu) i powiedział prawie jak w „Przeminęło z wiatrem”
- Już dobrze, niech Pan chwilę odpocznie a my w tym czasie pokroimy sobie kogoś innego. Pana zostawimy sobie na deser

…ciąg dalszy jutro o tej samej porze…

xell w szpitalu – odcinek 1

No to się zdecydowałem.
Nie ma odwrotu.
Wprawdzie szpital w Brzezinach ale jak się okazało Łódź takiej placówki to się za 100 lat nie dorobi. Mały przytulny i NOWY szpital na peryferiach… miasta ze wspaniałym wystrojem i cudownym personelem stanowi idealne przeciwieństwo tego kołchozu nazwanego Wojewódzkim Szpitalem im.Kopernika.
Jaki z tego wniosek – Narodowy Fundusz Zdrowia nie dotarł jeszcze do Brzezin i niczego jeszcze tam nie spieprzył. Dzięki Bogu, że są jeszcze takie Brzeziny w Polsce.
Przez zaspy i śniegi xell dotarł do izby przyjęć gdzie uprzejma panienka z okienka poinformowała go, że przecież jest jeszcze dużo czasu (była 7.40) a to, że lekarz umawiał się ze mną bym był nawet chwilę przed 8.00 to nic nie znaczy, bo i tak przybędzie przed 9.00.
No dobra… pierwszy krok do depresji został zrobiony.
Nie dość, że ja tu portkami trzęsę bo za kilka godzin mają mnie kuć, kroić i inne taki to jeszcze panienka z okienka mnie dołuje, że mogę się bać dłużej niż sądziłem.
Trudno.
Po 8.00 otworzyły się magiczne drzwi pewnego ogromnego pokoju gdzie wszedłem i kolejna uprzejma kobieta (do tego całkiem ładna) powiedziała:
- Pan się rozbierze… a ja tu wypełnię papierki zerkając co chwilę na Pana, bo rzadko tu młodzi przystojni mężczyźni przychodzą
(no dobra podkoloryzowałem – ale ewidentnie się śliniła na mnie)
Pani wypisywała, ja się przebierałem w pidżamkę.
Potem musiałem podpisywać jakieś papiery – oczywiście na czytanie nie było czasu, ale zostałem zapewniony, że niczego ze mnie nie wykroją, a jak ewentualnie przez pomyłkę to zrobią to tylko dla celów naukowych bo przecież nikt nie chce mnie pozbawić nerki by ją sprzedać na czarnym rynku za 35.000 złotych (podobno to ostatnie czarnorynkowe ceny… cholera jak by nie patrzeć mam w sobie dwa nowiutkie Renault Clio).
Tych podpisów to więcej niż w banku było, bo i zgoda na to i na tamto i jeszcze, ze nie będzie Pan nas potem po sądach ciągał… łojezu.

xell tak ma, że jak ma stres to dużo je, albo często biega do kibelka.
Jedzenia tam żadnego przy sobie nie miałem, ponadto przed operacją trzeba być na czczo, więc pozostała druga opcja. Uprzejma Pani od Papierków wskazała kibelek.
Na co xell inteligentnie odparł, że to nie żaden kibelek tylko jakieś takie pomieszczenie z kotarą zamiast drzwi.
- No i właśnie za tą kotarą jest sedesik i tam Pan może skorzystać
No bosko… mam robić kupkę za kotarą sięgającą mi ciut za kolana, która oddziela mnie od sali po której ciągle ktoś łazi… to mniej więcej tak, jak próbować zrobić to w przymierzalni w sklepie.
Jak się dowiedziałem, podobno specjalnie nie wstawiali tam drzwi bo jak pacjent będzie „schodzący” to łatwiej się będzie do niego dostać.
A słowa „intymność” nie znają ?

Po papierkowej robocie (Pani i mojej) Pani poprowadziła wycieczkę (ja plus dwóch innych przeznaczonych do krojenia) na pierwsze piętro, żartując, że musimy się nachodzić, bo po zabiegu to nie wiadomo czy będziemy mogli… hehehehe bardzo kurwa śmieszne – uwielbiam poczucie humoru lekarzy.

Na górze przywitała mnie pani pielęgniarka, przedstawiając się z imienia i nazwiska oraz informując mnie, że będzie moją pielęgniarką i będzie się mną opiekować przed zabiegiem oraz po zabiegu gdy mnie przywiozą z sali operacyjnej.
(a ja sądziłem, że to się zdarza tylko w amerykańskich filmach o prywatnych klinikach dla milionerów)
A nie mówiłem, że NFZ jeszcze tam nie dotarł.
Pielęgniarka zaczęła wypytywać o różne takie szczegóły, które fachowo zwą się wywiadem środowiskowym… i o dziwo w pewnym momencie przywaliła pytaniem, czy w ciągu ostatniego miesiąca uprawiałem sex.
Zdębiałem, przełknąłem ślinę i… nad wyraz inteligentnie zapytałem:
- Miesiąca ?
Na co pani równie inteligentnie odparła
- No wie Pan… by po chwili dodać czyli zaznaczamy tak
Okazało się, że to pytanie ma wskazać jakieś potencjalne źródła zakażeń, bo nawet test na HIV daje obraz sprzed kilku tygodni (co akurat wiedziałem – no ale żeby tak bezpośrednio pytać)

Gdy tak pytała i wypisywała kolejne rubryczki, nieco już znużony xell dostrzegł na horyzoncie rosłego, przystojnego i wspaniale wyglądającego faceta w dopasowanym kitlu.
A nie mówiłem, że mają tam wspaniały personel…

…ciąg dalszy jutro o tej samej porze…

Trochę mi wstyd.

Bo zapowiedziałem, że będzie serial szpitalny a tu nic.
Dodatkowo na poniedziałkowym obiedzie w gronie Lux, eguś, Moony i ja – zostało mi wypomniane, że kiedyś dawno dawno temu też zapowiedziałem serial „96″ o tym co dzieje się w autobusie w drodze do pracy i z pracy…
Hmmm ale co ja na to poradze, że nic się nie dzieje a ja na ogół w czasie jazdy czytam POLITYKĘ bo jestem wredny cham i burak co się izoluje i ludzie mnie denerwują i wolę na nich nie patrzeć.
A wogóle to ja ostatnio zbyt nerwowy jestem… ale jak tu się nie denerwować, skoro rzeczywistość dookoła już nie skrzeczy a wyje głośno z rozpaczy nad bezmiarem głupoty, chamstwa i bezczelności niektórych.
Łojezu ale mi mądre zdanie wyszło.
Dobranoc Państwu.
I jeszcze tylko powiem, że obiecuję poprawę…
A serial szpitalny rozpoczynamy jutro.
BĘDĄ ZDJĘCIA !!!
NAGIE !!!

A to dziwne jest…

Że notki w których zawieram jakiś przekaz dołują mnie na ogół zerową liczbą komentarzy a te w których piszę, że nie piszę mają ich jak na moje warunki sporo.
Też Was wszystkich kocham.

Lenistwo w majestacie prawa.

Czyli xell na zwolnieniu lekarskim.
Jeszcze do piątku będę się byczył.
I kto za to płaci ?
Pan płaci, pani płaci, społeczeństwo.

A jest mi tak dobrze, że cały dzień objadałem się dziś ptasim mleczkiem i piłem soczek oraz grałem w Settlersów.
I nawet notki mi się nie chciało napisać.