A wogóle to jestem chory.

Może otworzę sobą kolejny rozdział w medycynie.
Od zwykłej alergii do niezwykłej anginy.

Cały poprzedni tydzień to była jedna wielka wojna.
Ja kontra mój zatkany nos.
Oręż zmieniał się codziennie, bo i Disophrol i Sudafet i ostatecznie Allertec.
Raz było lepiej raz gorzej.
Załamanie na froncie walki o zdrowie me nastąpiło w czwartek rano.
Gdy się obudziłem poczułem…, że mam migdały.
Wielkość śliwki każdy !!!
Nowe leki wstąpiły na scenę teatru wojny o zdrowy byt, który jak wiemy kształtuje świadomość :-)
Skończyło się tym, że w piątek siedząc wieczorem w pracy trząsłem się na przemian z zimna i pociłem z gorąca mając tak coś około 38 stopni gorączki.
Poszedłem wieczorem do mojej przychodni, gdzie okazało się, że wieczornym lekarzem jest mój kolega z liceum.
Powspominaliśmy stare czasy a on w tym czasie orzekł, że to angina, ale dzięki Bogu nie ropna.
Antybiotyk.
No i biorę i dopiero dziś rano jest troszkę lepiej.
Obawiam się tylko jednego a właściwie dwóch rzeczy.
Raz:
Ciekawe, kiedy znów mi nerki wysiądą od nadmiaru witaminy C tudzież jakiś inny organ odmówi posłuszeństwa pod naporem całej artylerii aspiryn i innych antigripów.
Dwa:
Katar ciągle nie mija.

A teraz idę do lekarza z zamiarem skorzystania z socjalistycznych osiągnięć wywalczonych przez klasę robotniczą.
Zwolnionko do piątku mi się marzy.

PS
Marzenia się spełniają.
Do piątku choruję.
Cmok

Lepszy wiatr.

W komantarzu do poprzedniej notki ktoś podpisujący się nickiem „Zmęczony” napisał:
Balansujesz na linie. Trzy ostatnie notki są najeżone próżnią, jak prawdziwe pole minowe.
Hmmm… no i co ja mam teraz zrobić ?
Przejąć się ?
Załamać ?
A może nagle zacząć pisać zaangażowanego bloga ?
Uwaga, teraz będzie banalnie – prawie jak w „Nigdy w życiu”.

wersja pełna:
Drogi Zmęczony.
Bardzo mi miło, że odwiedziłeś mojego bloga, jednakze zapewne z braku czasu przeczytałeś tylko notki na stronie głównej.
Tak się akurat ułożyło w moim życiu, że po kilku obszernych notkach z Wrocławia postanowiłem wkleić kilka lżejszych notek w których delikatnie się napuszam dodatkowo kreując się na próżnego narcyza, który zupełnie nie rozumie znaczenia słów takich jak m.in skromność.
Ale zapewniam Cię, że to tylko poza co nadwyraz widoczne jest w archiwum do któego Cię odsyłam.
W imieniu redakcji…
xell

Wersja skrócona:
Nie oceniaj książki po okładce.

Pamietaj, że codziennie przybywa Ci czytelników. Zajrzałem tu z polecenia i … czekam na lepszy wiatr.
Ciekawe kto mnie polecił ???
Moja próżność łaknie tej informacji jak kania dżdżu, choć z drugiej strony jestem chyba zbyt zmęczony by ko prawie 2 latach prowadzenia bloga coś jeszcze komuś udowadniać.

Obrazić się ?

Jakiś czas temu reklamowałem na swoim blogu nowy ge-portal Homiki.pl.
Wtedy był on jeszcze w wersji larwalnej – teraz bardzo się rozwinął.

W linkach mają też blogi.
Przy każdym jest link i krótki opis.
Przy mnie napisali:
Opis: Chcę być banalny do końca życia.
Powinienem się obrazić ?

Statystyki i szpiegostwo to fajne rzeczy są…

Bo np. można dowiedzieć się, że czytają mnie i w urzędach z gov.pl w domenie i lokalnie przy Piotrkowskiej 104 też ktoś zagląda.
Wow.

Ciekawe kto jeszcze czyta ?
Bo Helia to podobno gwiazda co jak liść na językach czyta z zapartym tchem a ja tę gwiazdę bardzo cenię i lubię.

Ciekawe czy Izabela Jaruga-Nowacka tu zagląda albo Roman (tfu tfu tfu) Giertych ?
Chyba z nadmiaru wolnego czasu i rozdmuchanej próżności zrobię jakiś ranking najbardziej pożądanych i niechcianych czytelników.
Panie Premierze, Panie Prezydencie – proszę się ujawnić, hehehehe

Wyszukaj mnie.

Zajrzałem do statystyk i trochę się zdziwiłem.
W dziale:
Najczęściej występujące słowa kluczowe w wejściach z wyszukiwarek:
1. dragostea – 30 – 28.04 %
2. xell – 4 – 3.74 %
3. blog – 3 – 2.80 %
4. dulszczyzna – 3 – 2.80 %
5. lato – 3 – 2.80 %

Ma-ia-hii
Ma-ia-huu ;-)

Wrocław – cześć 2

Jakby to ładnie ująć…
Lux miał bardzo bogate wrocławskie życie zanim poznał xella i wcale nie chodzi mi tu o poprzednich, raczej o ogólnie pojętych znajomych.
Poznałem Sol, Małego i resztę kompanii.
Wybraliśmy się na Solny do zielonego pubu w którym podają zielone piwo.
Fajowe miejsce – tylko mimo, że to piwnica była to trochę duszno.

Wieczór w Scenie – ale przed McD na rynku a potem mała zmiana wyglądu i uczesania
/ niezapomniane wrażenie, jak Mały zakłada podkoszulkę z napisem PLAYBOY martwiąc się czy go ktoś poderwie w Scenie, choć jest 100 % hetero/
i jesteśmy gotowi.

Nigdy jeszcze nie byłem w Scenie w piątek.
Mała sala zamknięta, a na dużej co jakiś czas karaoke.
Niestety w Warszawie mieszkają bardziej utalentowani domorośli śpiewacy bo karaoke w Kokonie stało na o wiele wyższym niż to Sceniczne poziomie.
Z wybieranego repertuaru łatwo można ułożyć Gejowski Top polskich wykonawców.
O dziwo zwyciężyłby zespół… ŁZY.
Były za to bardzo fajne ciastka.
Oscar ma krechę – bo mnie nie poznał a poza tym jakoś się zmienił i nie wygląda już tak bardzo fajnie jak kiedyś. Uśmiech jednak pozostał i nadal jest powalający.
Cały wieczór za to trafiałem na wzrok innego małoletniego przystojniaka, który jak się okazało miał na imię Bartek.
Podobno tegoroczny maturzysta.
Cholera, niedługo będą mi się podobać gimnazjaliści 
Biała poszarpana podkoszulka na ramiączka i na to czarna, też bez ramiączek siateczka.
No i te rozbudowane ramiona… prawie jak u mojego Luxa.
Do tego nieźle tańczy i jest… bezczelny, bo co się „spotykaliśmy wzrokiem” to się do mnie zalotnie uśmiechał.
Ja nie wiem, w tym Wrocku, to wszyscy mają takie „bezczelnie-zalotne” spojrzenia – nawet Mały, który zdaniem naszego znajomego, Sławka, pobił w tej konkurencji wszystkich.

Wrocław – cześć 1

Długi weekend zamiast w Pradze spędziliśmy z Luxem i Michałem we Wrocławiu.

Podróż ze Śląska miejscami odbywała się w scenografii filmu POJUTRZE bo i deszcz i burza i grad nawet też.
Dlatego też, gdy widzimy teraz na horyzoncie jakieś większe skupiska chmur mówimy że „idzie pojutrze”.

A we Wrocku jak zwykle ładnie.
Pod każdym względem.
Ładne budynki, ładni chłopcy i nawet ładna pogoda chwilami była.

Czwartkowego późnego popołudnia właściwie wystarczyło tylko na mały spacer Rynkiem i objadanie się w Spinxie, który po raz kolejny udowodnił, że we Wrocławiu to ludzie więcej jedzą i dlatego mają oni tam porcję o połowę większą niż np. w Łodzi.
Po zmroku jeszcze na moment na Ostrów się wybraliśmy by zobaczyć jak ładnie światła komponują się ze straymi budynkami.

Piątek miał zdecydowanie handlowy posmak.
W ulewnym deszczu dotarliśmy do huje&muje gdzie Lux kupił sobie dwie podkoszulki na ramiączka uwydatniające to co tak pięknie przez ostatnie miesiące ćwiczył w swej piwnicy.
Mrau jak on w nich wygląda…
Nic tylko gwałcić go godzinami.
W Galerii za to ja zaszalałem i wydałem krocie na podkoszulkę z napisem MOCKBA 80 i logo igrzysk olimpijskich.

mockba.jpg

Sentyment.
Mam na półce za moimi plecami maskotkę tamtych igrzysk.
Pamiętacie takiego sympatycznego miśka Griszę ?
Potem jeszcze kilka złotych zostawiłem w MediaMarkt, bo przecież okazja i wróciliśmy do domu poleniuchować przed wieczornym spotkaniem z Luxowymi znajomymi.

Nienawidzę czekać.

Słowo „CZEKAJ” działa na mnie alergicznie.
Nienawidzę czekać a że w przyrodzie tak jest, że jak się czegoś nienawidzi to na ogół w najmniej odpowiednim momencie się tego doświadcza.
Od kilkunastu dni w mniej lub bardziej ważnych sprawach głównie czekam.
Czekam na numer silnika samochodu który już miał być dawno dawno a jeszcze go nie ma i dlatego umowy nie można podpisać i pieniędzy przelać, choć pieniądze już czekają.
Czekam na kontakt z człowiekiem od rejestracji i innych wszelakich spraw papierkowych.
Czekałem na wieżę i jak ją odebrałem to się okazało, że uszkodzona i musiałem czekać na nową.
Czekam na finał umowy w Warszawie bo jeden dyrektor ma zupełnie odmienną wizję niż drugi dyrektor.
Czekam na finał personalnych rozgrywek w mojej obecnej pracy – bo właśnie dzieje się tam największa od 13 lat rewolucja.
Czekam…