Kim jestem – podsumowania roku część druga.

Ja wiem, że część czytelników natychmiast po przeczytaniu tytułu tej notki pomyśli – psychol i najchętniej wysłałaby mnie na jakąś terapię.
Kilku osobom z mojego otoczenia dostarczę też sporo uśmiechu – bo czytając to co poniżej z pewnością pomyślą „ale naiwniak, kretyn, ile on ma lat, że jeszcze w to wierzy”
Ale co mi tam
A chu…. jak śpiewała Nosowska.

Ostatnie dwa lata były życiem jakiego nie znałem.
Choć czasem patrząc na to z dystansu nie widzę życia a tylko weekendową zabawę.
Może przemawia przeze mnie teraz gorycz, złość.
Nie ważne.
To był okres w którym tak wiele się działo i… mówiąc szczerze sporo mnie to wszystko kosztowało, nawet dosłownie.
Zmieniłem się i zmieniło się moje życie począwszy od garderoby a na samochodzie kończąc.
Niestety zaistniałe fakty zmusiły mnie też do weryfikacji poglądów dotyczących miłości, partnerstwa i wierności w związkach.
Weryfikacji na tyle bolesnej, że porównywalnej z odkryciem, że św.Mikołaj nie istnieje.
Ktoś pewnie powie:
- xell, najwyższa pora byś dojrzał, świat nie jest piękny, Tobie się tylko tak wydawało. Gdzie Ty żyjesz chłopie
No cóż jak widać faktycznie mi się wydawało.
Bo wierzyłem, że można być z kimś i nie mieć boków, nie rżnąć się w trójkątach czy innych wielokątach.
Wierzyłem, że miłość jest podstawą wszystkiego. Swoistym początkiem i końcem.
A czego się dowiedziałem w ciągu dwóch tygodni po rozstaniu ?
Że sporo osób z otoczenia podejrzewało mnie i Luxa o seks na boku, bo przecież nie ma par idealnych i faceci to samcy i nie odpuszczą jak będzie okazja.
No i przecież to normalne, że się ludzie sobą nudzą, zwłaszcza w łóżku.
Zatem oficjalnie mówię – nie było boków, ja się Luxem nie znudziłem.
- To i tak cud, że wytrzymaliście w wierności dwa lata, ja bym tak nie mógł
Fuck… gdzie ja żyję ?
Otwierając oczy jak Neo w Matrixie zacząłem dostrzegać świat, który wcale mi się nie podoba. Gadam ostatnio dużo z ludźmi, czat, znajomi, gadu-gadu i spotkałem się już z wieloma przypadkami par z modelem życia których nie mogę a może bardziej nie chcę się pogodzić.
Bo jaka to frajda być ze sobą od 10 lat gdy od 8 lat robimy to we wszelkich możliwych układach poza one-to-one. Często jest tak, że dłużej nie zmieniają pościeli niż facetów w sypialni. O takich parach można spokojnie powiedzieć, że przelecieli całe miasto.
Kurwa… gdzie się podziała miłość ?
I nie mówicie mi, że to ja jestem popierdolony, to świat zwariował.
Ja tak nie chcę…

Kim jestem dziś… niestety wątpiącym w wiele rzeczy które stanowiły podstawę mojego światopoglądu facetem.
Może frajerem, któremu z wyznawanymi zasadami będzie dużo ciężej w życiu
Ale jak śpiewała Nosowska w „Cudzoziemce w raju kobiet”
A chu…

Po co – podsumowania roku część pierwsza.

Któregoś dnia odwoziłem Helkę do pracy a on zauroczony wówczas numerologią zaczął wyliczać mi w którym roku jakiejś tam fazy jestem.
Nie pamiętam który to w końcu był rok ale wynik nie wróżył niczego dobrego.
Powiedział, że spotka mnie coś przykrego i wogóle czarne chmury się nade mną zbierają. Znaczy najbliższy czas nie będzie „mój”.
Początkowo się obśmiałem, bo przecież różowa przyszłość przede mną się malowała.
Z Luxem idylla, plany przeprowadzki do Wawy stawały się coraz realniejsze z każdym dniem. Moja praca w stolicy jawiła się niczym szeroki horyzont możliwości. Jego podobnie.

A dziś…
Nie ma Luxa, wspólne plany wylądowały na śmietniku a ja jestem sam jak przed ponad dwoma laty.
Z pracą nic jeszcze nie wiem.

Może coś w tych wszystkich kartach, numerkach, gwiazdach czy innych fusach jednak jest ?
Ale skoro tak, to czy my możemy to zmienić, wpłynąć na przyszłość i kształtować ją „pod siebie” a nie siebie „pod przyszłość” ?
Bo jeśli nie to po co to wszystko…

Dziś ciągnęło się w nieskończoność.

W ostatniej godzinie nocnego dyżuru włączyłem radio by posłuchać jak budzi pewien przystojniak.
Tym razem żałowałem, że to tylko radio a nie telewizja… bo przystojniak jest nieziemski i trochę przypomina Matta Damona.
Niestety chyba hetero…

Po tym jak wstałem udało mi się w ciągu godziny siedząc jeszcze w szlafroku spłodzić trzy ultra ważne pisma, pomylić kogoś na gg i spóźnić się przez to wszystko 45 minut do pracy.
To znaczy to spóźnienie było trochę planowe bo nie chciałem być przy nudnym początku prac.
Okazało się, że to co sobie założyłem, że potrwa w pracy 1,5 godziny przy cudotwórczej wręcz działalności mojej koleżanki trwało prawie 6 godzin.
Guzdrała się tak, że mnie szlag trafiał.
Chyba kupię czarny spray i napiszę jej na ścianie hasło
„Czy wiesz co to jest wydajność pracy ?”

Przez to wszystko nie pojechałem dziś wieczorem do Wawy.
Jadę jutro baaaardzo wczesnym rankiem.
Może rano też będzie przystojniak w radiu ?
Aha… jutro dzień ostatecznej decyzji.
Będę nadal czy nie będę ?
A może będę robił coś nowego ?
Zapowiada się ciekawy dzień.

Drugi dzień Świąt

Biorę się za muzyczne podsumowanie roku.
Muszę przejrzeć listy przebojów, notowania wydawnictw itd.
Kocham podsumowania, ale nienawidzę ich robić.

Poza tym wybieram się dziś późnym popołudniem do Nowej Gdyni na basen… gdyby ktoś reflektował mi towarzyszyć to proszę się odzywać na Gadu-Gadu.

Krok po kroku, krok po kroczku najpiękniejsze w całym roczku idą święta, idą święta…

Choinka jest, prezenty pewnie też i stół z potrawami już pachnie.
Czego więc życzyć na te Święta?
Nadziei, miłości i całej innych ulotnych rzeczy.

Takimi życzeniami obdarzyłem dziś Tych których lubię, cenię i znam.
Mam nadzieję, że o nikim nie zapomniałem.
A teraz słucham sobie Przyjaciół Karpia…

Krok po kroku, krok po kroczku, najpiękniejsze w całym roczku idą święta,
Idą święta…

Tato, a Rumbuś powiedział…

…że zrobi mi jakąś krzywdę jak nie wezmę się wreszcie za pisanie notek.
Bo on oczekuje na nowy wpis na blogu… a ja piszę, że nie piszę ale, że coś napiszę a potem ratuję się dowcipem zamiast coś napisać.

Hmmm no bo ja to taki leniuch jestem straszliwy i mi się nie chce. A poza tym olbrzymie ciężko jest zgrać ze sobą chęć pisania z twórczą weną. Na ogół jest tak, że jak jest chęć to głowa pusta nic wymyślić nie chce lub odwrotnie, gdy głowa przepełniona notkami ale leń taki jak stąd do Frisco.
W obu przypadkach blogowy efekt jest mizerny.

A dziś w nocy mógłbym coś napisać… ale po prostu drzemałem jednym okiem prawie przez cały dyżur.
Jak się wyśpię to może będzie lepiej.
Chęć mam a i głowa pełna…
Bo w Wawie byłem i dużo rzeczy się, że użyję takie słowa, „nadziało”.

Boszzz ale mi się chce spać… jeszcze 7 minut.

Usprawiedliwienie

Notka tak wykiełkowała w głowie, że boję się ją tu umieścić.
Jest chyba za bardzo osobista…

Dziś jadę do Warszawy i będę do piątku do 15.00.
W potwierdzonych planach:
* miłe spotkanie już dziś,
* wieczorne pogaduchy z Imperatorem,
* spotkanie największej zaliczaczki ostatnich dni – tak Lindis, to o Tobie,
* oraz służbowa ale niezmiernie miła wigilia.

Poza tym posiadam jeszcze trochę czasu, więc jeśli macie ochotę na spotkania SMS-ujcie.

A tak wogóle to nie wiem czemu ja to piszę… przecież dziś jest Światowy Dzień Lenistwa
Niechaj więc Garfield zostanie naszym Bogiem !!!

Taka ze mnie grzebuła uświadomiona.

No bo a to linki poprawię, z to zegar wkleję, a to kolorki pozmieniam…
No grzebuła ze mnie jak nic.

A tak naprawdę… to chciałem powiedzieć, że to był bardzo pracowity tydzień.
Zaczęło się już w poniedziałek od samego rana…

Wiele się wydarzyło – kilka rzeczy chyba zrozumiałem, co do kilku innych się upewniłem… i nie jest mi z tym wszystkim dobrze. Oj nie.
Obszerniejsza notka kiełkuje…