Dla przypomnienia.

Chciałbym tylko nieśmiało przypomnieć o najbliższych świętach blogowego świata.
Już jutro, czyli w sobotę swoje imieniny obchodzi Helio a urodziny Rumbuś.
Pierwszego zamierzam uściskać osobiście a drugi mimo, że zwiał do Paryża to i tak się od buziaków nie wywinie.

Biuro Informacyjne xella

Oto oficjalny komunikat, który wydaję w celu ukrócenia wszelkich rodzących się spekulacji.
Zwłaszcza skierowany jest on do rasko, który w komentarzu do poprzedniej notki sugerował, że zrobiłem się ostatnio depresyjny bo jestem niedobzykamy.

W miniony weekend podczas pobytu xella w Warszawie zarówno w godzinach rannych jak i wieczornych miały miejsce pewne zdarzenia, które zdecydowanie spowodowały, że xell nie będzie już dłuzej depresyjny.

A teraz wersja tego samego komunikatu dla ciotek-plotkarek:
Tak, waliliśmy się jak norki, on ma dużego, długiego a wogóle to nie schodził ze mnie przez cały dzień a w poniedziałek nie mogłem siedzieć.

Nieskromnie powiem, że dziś liczę na powtórkę.

My cinnamon boy

No dobra… wypada coś napisać o tym co się wydarzyło w weekend.
Choć moi wredni znajomi i tak mam wrażenie potraktowali mnie/nas wyjątkowo ulgowo i przynajmniej jak dotychczas mocno pikantnych szczegółów nigdzie nie znalazłem.

Jest taka scena w jednym z moich ulubionych filmów (Lepiej późno niż później)
kiedy po spacerze w deszczowe popołudnie zakończonym „awarią prądu” Diane Keaton mówi do Jacka Nicholsona:
„Oh my God
I do like sex”

Ja po weekendzie mogę dodać, że jeszcze nikt nigdy w życiu nie przekonał mnie do tego bym w całości wysłuchał płyty z francuskim hip hopem a w sobotę nad ranem chciałem żeby ta płyta nigdy się nie skończyła.

Było…
Naprawdę było.
Oj jak było, było…
My cinnamon boy.

Stały ląd

W myśl piosenki Maleńczuka „Kocham się” sam sobie sprawiłem najlepszą walentynkę.
Poszedłem do Media Marktu tylko po płyte Kiljańskiego… a tu niespodzianka – nowy Michaś Buble i to jeszcze w specjalnej edycji.
No i walentynka się podwójna zrobiła.
Michaś jednak musi w kolejce poczekać bo na razie Krzysia z Kasią wałkuję do znudzenia.
Ciagle nie mam dość.
Poniżej tekst do samodzielnego śpiewania:

Świat szybki jak młody wiatr pędzi co tchu
I nie ma czasu na miłość już.

Więc proszę Cię blisko bądź, kochaj mnie
Trwaj przy mnie, bo wokół wzburzone morze
Tylko Twoja dłoń. Stały ląd.

Żyj z całych sił, życie tli się płomieniem
Co wątły i łatwo zagasić go.

Więc proszę Cię blisko bądź, kochaj mnie
Trwaj przy mnie, bo wokół wzburzone morze
Tylko Twoja dłoń. Stały ląd.

Co los chce dać lub zabrać mi.
Dziś oprócz Ciebie, wiem
Nie mam nic.

Więc blisko bądź i kochaj mnie
Trwaj przy mnie, bo wokół wzburzone morze
Tylko Twoja dłoń. Stały ląd.

Z języczkiem

Pewnie część czytelników spodziewa się, że napiszę, że niecierpię tego dnia.
Bo nie sprzyja on samotnym.
A guzik.
Lubię Walentynki.
Bo to miłe święto.
Co z tego, że na pokaz, co z tego, że w zimie zamiast jak po naszemu w czerwcu, ważne, że wszyscy mówią tego dnia o miłości a nie np. o Giertychu czy innym Oleksym.

No i dostałem od samego rana bardzo mokrego buziaka z języczkiem.
Alf był pierwszy… i pewnie ostatni ale czy to ma jakieś znaczenie…

Od dna odbij się i płyń…

Wczoraj osiągnąłem dno.
Absolutne głębiny złego humoru i koszmarnego nastroju.
Ale, że pływam w miarę dobrze to nie utonąłem tylko odbiłem się i płynę ku powierzchni.
Taką mam przynajmniej nadzieję.

Gdy wróciłem z nocnego dyżuru szybko położyłem się spać bo nadal gryzłem.
Lecz gdy wstałem świat wydawał się jakiś lepszy… a i mnie uśmiech powrócił na twarz.

Rozdzwoniły się telefony.
A ja bardzo dziś potrzebowałem rozmów.
Ale właśnie przez telefon.
Jeszczem nie gotów na wyjście do ludzi.
Pojawiła się też dość fajna i wydaje mi się, że obiecująca propozycja u mnie w pracy.
Co dziwne wyszła od osoby, której nigdy jakoś nie uważałem za swojego wielkiego sprzymierzeńca.
Pozytywne zaskoczenie.

Poza tym ja sam dziś jakoś pracowałem na najwyższych obrotach.
Powymyślałem tyle fajnych projektów i pomysłów, że po południu aż żałowałem, że proch już wcześniej ktoś wymyślił bo w takiej dziś dobrej formie byłem.
Od pomysłu do czynu – obdzwoniłem odpowiednie osoby i wszystkim się pomysły podobały.
I wszyscy chcą ze mną współpracować.
W myśl spiskowej teorii dziejów chyba powinienem zacząć coś podejrzewać…
Nie ważne.

Z kompem też lepiej, tzn bez zmian ale chyba wreszcie ostatecznie go zdiagnozowałem.
Jutro czekają mnie jeszcze dość monotonne pewnie testy – ale przynajmniej będę pewny na 100 %.

Niestety świat nie jest do końca piękny.
Wieczorem zajrzałem do Pekao24 i zobaczyłem wysokość jutrzejszej wypłaty.
I zapłakałem, bo do dobrego się człowiek przyzwyczaja szybko.
Przecież to nawet nie jest połowa grudniowej pensji.
I znów na nic mnie nie stać.
W moim wieku na sponsorów nie ma co już liczyć więc,
!!! SZUKAM DODATKOWEJ PRACY !!!

Jakaś fucha…
Jakaś chałturka…
Cokolwiek co pozwoli mi się odbić też od finansowego dna.
Poważne oferty przysyłajcie na adres: xell@interia.pl

Ciągle bym tylko spał…

Jest źle.
A będzie jeszcze gorzej.
Wiem to.

Cały świat jest u mnie na NIE… a ja przecież jestem życiowym optymistą.
To znaczy kiedyś byłem.
Wiecie jak ciężko jest żyć w takim maksymalnym wkurwieniu ?

A co mnie tak wkurwia ?
Najlepsze odpowiedź: WSZYSTKO !!!

Przede wszystkim permanentnie od kilku miesiecy psujący się komputer.
Już nie pamiętam kiedy ostatnio był on w pełni sprawny…
Chodzi kilka godzin i się resetuje.
Chodzi kilka minut i się resetuje.
Nikt nie zna przyczyny tego faktu.
Może to to a może to tamto.
Moze sterowniki a może procesor.
Proszę odinstalować to albo odpiąć tamto.
Robię to wszystko co sugerują i niestety nic nie pomaga – nadal się wszystko pierdoli.
Nie znam dnia ani godziny kolejnego resetu.
Już nie mam do tego wszystkiego siły i jestem coraz bliżej radykalnych rozwiązań – czyli jak mnie porządnie zdenerwuje to go wypieprzę przez okno.

Dalej na liście wkurwień jestem ja sam i tak ogromny brak chęci do czegokolwiek jak jeszcze nigdy w życiu.
Jestem tak wkurwiający, że sam ze sobą nie mogę już wytrzymać.
Jestem mega leniem.
I do tego znów przytyłem.
Nic nie robię.
Nic mi się nie chce.
Nikt niczego ode mnie nie wymaga.
Nie mam żadnych obowiązków.
Nikt z niczego mnie nie rozlicza.
Mieszkam z rodzicami więc mama wszystko wypierze, posprząta, przygotuje obiad.
A ja dzień w dzień śpię do 12.00 po tym jak wcześniej siedzę i przeglądam głupie strony www do 4.00 nad ranem.
Każdy dzień jest dla mnie niczym innym jak tylko wyczekiwaniem na to by się wreszcie skończył… bym mógł się położyć spać.
Najchętniej bym z łóżka nie wychodził.
Chciałbym tak usnąć i nigdy się już nie obudzić.
Ostatnio koleżanka z pracy popatrzyła na mnie i powiedziała:
Widać, że nikogo nie masz
Hmmm fakt, nie goliłem się tydzień.
Nie chciało mi się.

Wiem, że to wszystko są objawy depresji… ale co z tego, że może nawet wiem jak z tym powinienem walczyć… ale nie chce mi się.

Od czasu jak nie pracuję w Warszawie mam totalną zapaść finansową.
Może gdybym się ruszył i coś zrobił to zarobiłbym więcej kasy której tak teraz potrzebuję… ale nie chce mi się.

Trzecią ostatnią rzeczą która mnie wkurza są ludzie.
Wszyscy dookoła mnie wkurwiają.
Jedni mówią, że to co się dzieje w moim życiu to normalne, bo pozwiązkowa depresja, bo odreagowywanie itd…
Inni za to za wszelką cenę chcą mnie z tego wyciągnąć i ciągają mnie albo po jakichś klubach, zlotach czy innych Paryżach.
Cham ze mnie i gbur, bo zamiast być wdzięczny za troskę i to, że ktoś jeszcze chce się przejmować moim losem to ja się na nich wkurwiam.
No sorry bardzo ale ja nie mam ochoty nigdzie łazić.
Nie chce mi się… bo muszę wtedy udawać, że nie jest ze mną już tak źle a przecież jest kurwa źle.
A za tekst „…ale dobrze by Ci to zrobiło…” to normalnie jestem w stanie zabić.
Pewnie pod tą notką znajdzie się z milion komentarzy pdtrzymujących mnie na duchu.
To też mnie wkurwia.

Pewnie teraz się wszyscy na mnie obrażą.
Najśmieszniejsze jest to, że w pełni zdaję sobie sprawę z przebiegu krzywej depresji.
Trzeba osiągnąć dno by się odbić.
Czy ja juz jestem na dnie ?
Najchętniej bym zapadł się pod ziemię.
Zniknął.
Umarł.
Tylko czy potem można sie odbić ?

Krzysztof Ibisz

Idzie sobie Krzysztof Ibisz ulica.
Nagle podbiega do niego facet i mówi:
- Panie Krzysztofie jestem Pana największym fanem, czy mogę zrobić Panu laske?
Na to Krzysio:
- Spierdalaj nie mam czasu, idź mi stąd.
- Ale proszę, błagam, jak tylko chcesz, daj choć raz Ci zrobię
W końcu Krzysio się zgadza, idą w bramę i fan zaczyna ciągnąć.
Ciągnie jakiś czas i nie wypuszczając fiuta z dzioba próbuje cos powiedzieć:
- mmmmmm…mmmmmm.
Na to Ibisz:
- Zamknij ryja i ciągnij!
Po jakimś czasie fan znowu:
- mmmmm…mmmmm…mmmmm.
Wkurwiony Ibisz pyta:
- No co kurwa? Gadaj!
A facet na to:
- mmmmmMamy Cię!

Horoskop

Wszyscy pozamieszczali to ja też:
Grab – estetyzm
04.06 – 13.06 oraz 02.12 – 11.12

Niezwykle urodziwy za młodu Grab bardzo dba o swój wygląd.
To typ estety i zdarza się, że przedkłada formę nad treść.
Wrażliwy na pochwały, często pełen fantazji artysta, marzy o sławie, dąży do własnej doskonałości.
Traktuje wiele rzeczy z pobłażliwym dystansem, mając zarazem szacunek do dyscypliny i posłuszeństwa.
Lubi życie pośród sprawdzonych reguł, przy podejmowaniu decyzji towarzyszy mu lęk przed pomyłką.
Obdarzony wnikliwą intuicją Grab jest naturą obowiązkową i prawą.
Uczucia traktuje jako sprawę poważną, w miłości cechuje go uczciwość, choć chciałby przeżyć w niej coś niezwykłego.

Hmmm w większości się zgadza…

Urodzaj sprzeczności

Źle mi ze sobą i rzygać mi się chce jak patrzę z boku na siebie i na to co robię.
Jestem jedną wielką sprzecznością.
Jak rasowy prawicowy polityk głoszę pewne poglądy a potem postępuję zupełnie przeciwnie.
No bo przecież wszyscy wiedzą, że najprędzej znajduje się to czego się nie szuka.
A faceta najlepiej znaleźć potykając się o niego.

No ale z drugiej strony podobno szczęściu trzeba pomóc.
Więc ja zamiast nie szukać, szukam.
Zmieniam zdjęcia na profilu, nerwowo przeglądam statystyki odwiedzin, wpisuję komentarze, itd…
Przecież reklama dźwignią handlu.

Czuję się jak by mnie ktoś wystawił na Allegro.
Kilka fotek, ładny opis i same zalety.
Wady ukryte nie podlegają reklamacji.
Odbiór tylko osobisty.
Znalazło się nawet kilku licytujących.
Paru już spassowało.
Ciekawe ile czasu pozostało do końca licytacji… i czy jest jakaś kwota minimalna.
A może włączyć opcję Kup teraz!
Brrr… straszne to wszystko
Najwyższa pora przystopować… i starać się jednak potknąć.