Święta TV

Ojej ale się w te święta naoglądałem.
Muszę przyznać, że program telewizyjny był zacny.
Wprawdzie połowę już widziałem… ale ja tam lubię oglądać dobre filmy po raz drugi.
Lub czasem trzeci.
Niestety mnogość kanałów jest zabójcza.
Jak to rzekł Neo w Matrixie – problemem jest wybór.
Głównie oglądałem tvn, choć dziś trochę zdradzałem niebieską stację na rzecz publicznego nadawcy.
Wszyscy szefowie programowi wyszli chyba z założenia, że jak Lany Poniedziałek… to trzeba lać ze śmiechu.
Zalew komedii.
Najpierw „Miś” walczył z „Maską”
A później „Kiler” z „Czy leci z nami pilot?”.
Nie było zwycięzców.
Choć i Ryszarda Ochódzkiego i zwariowaną załogę samolotu z Nielsonem na czele oglądałem śmiejąc się do łez.
Cudowne filmy.

A za chwilę zasiądę do „Nagiego instynktu”.
Uwierzycie, że nigdy nie widziałem tego filmu w całości. Zawsze trafiałem na jakieś strzępki.

E.T.

Mimo, że jestem dorosłym facetem zawsze płaczę na tym filmie.
A to przecież taka prosta historia.
Prościej już się chyba nie da.

Pamiętam, że gdy film był w polskich kinach, na początku lat 80-tych, to we wszystkich sklepach można było kupić takie gumowe E.T. z wyciąganą głową.
Miałem takiego… ale gdzieś się zapodział.
A może poleciał do domu?
E.T. phone home.

Archiwum bloga.

Myślałem, że to tylko chwilowe, bo na innych blogach też widziałem, że są jakieś błędy.
Ale u innych wszystko wróciło do normy a u mnie zniknęło całe archiwum.
Czuję się jak człowiek bez przeszłości.
Może to i lepiej…

Gaylife

Czy Was też wkurwia tempo ładowania się gaylife’a ?
Niech wreszcie coś z tym zrobią albo w cholerę zamkną cały interes bo przecież kurwicy można dostać.
Co chwila się wszystko wykłada, strony nie moge otworzyć – no tragedia jakaś.

PZU donosi…

Właśnie dowiedziałem się przed chwilą kogo mam zamordować w PZU.
Pana od oględzin.
Jak się okazało nie złożył jeszcze raportu.
Od środy.

Ze wstępnych obliczeń wynika mi, że samochód odzyskam około 6 kwietnia.
Cudnie.
Kurwa.

Będzie trzeba się przeprosić z MPK.
Pewnie pan łódź zaraz napisze, żebym nie marudził bo mi przecież korona z głowy nie spadnie, bo tyle lat jeździłem i żyję a teraz mi się w dupie poprzewracało.
Ano się poprzewracało.
Dziwnie się czułem czekając na autobus na przystanku.
Dobrze, że słońce świeciło przynajmniej pyszczek sobie wygrzałem.
Ale co będzie dziś wieczorem jak będę z pracy wracał.

Czy jakiś prawnik może mi doradzić, czy ja mogę się domagać od PZU jakiejś kasy za zwłokę z ich strony ?

Tak było – część 4 – Gdynia

eM śpiewają w piosence „Tramwaje jak komety”
Tu wszystko się kończy i zaczyna:
Gdańsk, Sopot, Gdynia

Gdynię znam najmniej.
Zawsze byłem tam na Skwerze Kościuszki, na Darze Pomorza, na Błyskawicy.
Tym razem mieliśmy fantastycznego przewodnika – Krzysztofa, który wspaniale opowiada o swoim mieście.
Krzysztof napisał do mnie maila przed wyjazdem i zaoferował się pokazać nam miasto.
Niestety warunki pogodowe nie sprzyjały długiemy zwiedzaniu.
A szkoda…
Bo np. wiedzieliście, że Gdynia jest miastem… górskim !!!
Wyższa różnica poziomów, między najwyżej a najniżej położonymi miejscami w mieście jest tylko w Zakopanem.
Szok.

gdynia%2001.jpg

A to widok z Kamiennej Góry.
Śliczne miejsce na romantyczne randki.
Zresztą tam dużo takich miejsc można znaleźć.
Zazdroszczę im tego.

gdynia%2002.jpg

Dziękuję Ci Krzysiu za czas poświęcony na pokazanie Gdynii i za pyszne lody u Marioli też.

Tak było – część 3 – Gdańsk

Nigdy nie ukrywałem, że to moje ulubione miasto w Polsce.
Może dlatego, że co roku jeżdziłem tam z rodzicami na wakacje… nomen omen na Stogi.
Inne znaczenie tej plaży odkryłem dopiero po latach.
I choć wiem, że gdańska starówka to w 80 % atrapa odbudowana po wojnie to trzeba przyznać, że ma w sobie to coś co bardzo na mnie działa.
Gdańsk to taki mój azyl.
Mogę odwiedzać wszystkie kościoły, muzea, sklepy po raz setny a i tak czuję się w tym mieście wspaniale.
W tym roku pierwszy raz widziałem Gdańsk przykryty kołdrą śniegu.
Też ładnie.

gdansk%2001.jpggdansk%2002.jpg

A to ulica Mariacka, ta którą latem ciężko przejść bo trzeba się przeciskać między ludźmi i wystawionymi ladami pełnymi bursztynowej biżuterii.
Zimą pusta i cicha.

gdansk%2003.jpg

Bank Złych Wiadomości

No niech się jeszcze coś wydarzy.
Bo mało.

W niedzielę wieczorem pojechałem do centrum, zaparkowałem prawie przy samej Piotrkowskiej.
Nie było mnie może 2 godziny.
Efekt – wybita szyba i ukradzione radio.
I nie ważne, że panel miałem przy sobie w plecaku.
Bo teraz to panie kradną i bez panelu – powiedział policjant przyjmujący zgłoszenie.
A kobieta wypisująca płachty zeznań dodała:
Umorzenie będzie za tydzień
Cudnie.
Nawet nie zamierzają szukać sprawcy.
A to jak wygląda komisariat opiszę w oddzielnej notce… bo naprawdę warto.

***

Całe szczęście że mam jakieś tam znajomości u dealera i zgłoszenie szkody do PZU odbywało się w komfortowych warunkach herbatki, ciasteczek i podpowiedzi to wpisz tu a tam wpisz tamto i będzie dobrze.
Teraz czekam na przesyłające się papierki.
Jak się nie prześlą to nie dostanę samochodu dziś tylko dopiero po świętach.
Powiem tylko tyle… że jeśli nie dostanę samochodu dziś to nie chciałbym być na miejscu człowieka w PZU który zawinił w przesyłaniu papierków bo użyję wszystkich mocy i znajomości żeby go zgnębić.
Ci co mnie znają wiedzą, że potrafię być wredny i pamiętliwy.

***

Z innej beczki.
Moja warszawska siostra przedwczoraj zakomunikowała mi, że rozstaje się ze swoim facetem.
Bo podobno on stał się zbyt „warszawski” i liczy się dla niego tylko kasa i nic więcej.
Właściwie, to nie poświęcałbym tej informacji miejsca na blogu ale cała rodzina robiła nie tak dawno zrzutę na ich mieszkanie.
A teraz będzie darcie kotów o każdą władowaną w mieszkanie złotówkę.
Piękne święta sie szykują nie ma co… aż normalnie mam ochotę gdzieś wyjść, żeby nie słuchać tych wszystkich rozmów.

***

A skoro o pieniądzach już mowa.
Mam tak kolosalny dołek finansowy, że nic tylko się pochlastać.
Najgorsze jest to, że perspektywa kilku najbliższych miesięcy udowadnia, że najgorsze dopiero przede mną.

Napiszcie w komentarzach, że chociaż u Was się jakoś układa, bo przecież komuś musi być lepiej.
A ja jak sobie poczytam, że komuś jest lepiej to znienawidzę z zazdrości taką osobę i przez to mnie też się poprawi.
To taka terapia będzie.
OK ?

A ja nie potrafię

ON to pięknie ujął a je nie potrafiłem przez prawie dwa tygodnie nic na ten temat napisać.
Nie sparaliżowało mnie.
Po prostu nie umiałem objąć sytuacji i jej jakoś sensownie nazwać.
Bo niby nic nie ma, ale przecież przez chwilę coś było.
Nie mogło się skończyć… bo jeszcze się nie zaczęło.
To co jest teraz ?
Nie wiem.