Jest tyle do powiedzenia…

… a u mnie w domu zaczyna się właśnie remont.
Moje królestwo idzie na pierwszy ogień.
Dziś przez pół godziny przenosząc płyty do drugiego pokoju uzmysłowiłem sobie ile ja tak naprawdę ich mam.
Tak naprawde to nie wiem ile.
Dużo.
Pociesza mnie fakt, że wiem co na każdej z nich jest, jaka muzyka, jakie rytmy.
Czyli mogę spokojnie jeszcze jeść masło – z moją pamięcią nie jest najgorzej.

Dziś jak się tylko wyśpię po dyżurze odłaczam kompa.
Ból.
Jak wszystko pójdzie zgodnie z planem na łono sieci powróce około wtorku.
Boszzz to jak odwyk.

Co do doła który ostatnio panował.
Nie zasypany niestety ale przykryty.
Mam nadzieję, że o tym nie zapomnę.
Inaczej będzie wpadka.

W głowie mam pomysł na kilka bardzo bardzo obszernych notek.
Takich o mnie, ideałach, życiu, exach.
Szczere będą… może nawet do bólu.
Tylko się zastanawiam czy warto aż tak bardzo się sprzedawać.
Warto ?

Żyję

Żeby nie było, że już zszedłem.
Wszystko się jakoś toczy do przodu…
Na horyzoncie pojawiły się nawet dwie małe iskierki.
Tylko, żeby wiatr ich nie zdmuchnął.

A co do Tarota czy innych wróżb to ja bardzo chętnie się zgadzam na jakieś patrzenie w mą przyszłość.

Wizje

Będzie strasznie.
Nie tylko w tej notce.
To tak, żebyście nie mówili, że Was nie ostrzegałem.

Jestem osobą która niezwykle łatwo ulega wszelakim wróżbom, przepowiedniom, numerologii itp pierdołom.
No Boże, w końcu trzeba mieć w życiu jakieś wady.
We wszystkich tych róźnych nawiedzeniach wystepuje coś takiego jak „samospełniająca się przepowiednia” – czyli coś w guście, jak będziemy sobie coś wmawiać to z pewnością się to stanie albo to po prostu przywołamy.

Do dziś wiedziała o tym tylko jedna osoba ale tak sobie pomyślałem, że się z resztą podzielę bo właściwie czemu nie.
Będąc jeszcze z Luxem zwierzyłem się jednej osobie, że mam przeczucie, że On mnie zostawi.
Po prostu wiedziałem, że to nastąpi.
Nie znałem jeszcze wtedy przyczyny, sytuacji, okoliczności ale wiedziałem.
Taka wizja.
Jak u świętych.

Dlaczego teraz o tym piszę ?
Bo miałem w życiu więcej takich „wizji” i przeważająca część z nich się sprawdzała.
Nie wiem może takim myśleniem po prostu przywoływałem te sytuacje do siebie.
A ostatnimi czasy prześladuje mnie tylko jedna wizja… wizja własnej śmierci.
Wizja wystepuję w dwóch alterntywnych wersjach.
Jedna z nich to samobój… wynikający z przemyśleń i obserwacji, siebie i otoczenia.
Druga – wypadek samochodowy.

Może te wizję są po prostu namacalnym dowodem moich strachów i lęków.
Chciałbym, żeby tak było.

Dla uprzedzenia ewentualnych komentarzy.
Nie byłem u żadnej wróżki czy coś w tym guście.

Co się stało z naszą klasą ?

Przeczytałem zlinkowanych.
Dołująca lektura.

Homol wścieka się na Niuńka, bo… moim zdaniem po prostu boi się że Tamten go zostawi.
Rumbuś leczy się Herbapolem. Nigdy nie próbowałem, ale to podobno uspokaja.
Wierzę mu, że jest cholernie zmęczony – ma prawo. Trochę Go podziwiam, że ma jeszcze tyle siły.
Kubu chyba jako jedyny zaakceptował świat takim jaki on jest i nie walczy.
Chociaż On jest jak tabletka na pocieszenie.
Rasko ma swój świat. Może to i dobry pomysł, żeby zbudować wszystko od nowa i po swojemu.
Łódź czeka na maturę i to co po niej w duszy obawiając się i jednego i drugiego.
Helio milczy… co w Jego wypadku jest bardziej wymowne niźli tysiąc słów.
Tygrys szaleje, ale mam wrażenie, że chce coś w ten sposób w sobie zagłuszyć.
Może ja też powinienem rzucić się w wir szaleństw ? Cholera, nawet na to nie mam siły.
Pluto nadal jest dla mnie zagadką, bo albo On jest „modelem idealnym” – poskładanym z pasujących do siebie trybików które wspólnie tworzą sprawną maszyną człowieka albo jest kosmitą. No bo skąd On ma na to wszystko siłę i chęć.
Eguś nadal w drodze, choć mam nieodparte wrażenie, że od dawna nie czyta już drogowskazów a i mapę też wyrzucił. Może tak lepiej.
Ge z monet przerzucił się na papieży.
Czasem Mu się przyglądam, słucham co mówi i szczerze nienawidzę za to, że tak często ma rację.
Boleśnie ma rację.
B dopiero poznaję…

…a xell ma to samo co wtedy z wyjatkiem komputera – bo ten jest OK.
Widać jeszcze jedną przewagę maszyn – je można naprawić.
Tylko wtedy czekaliśmy na wiosnę, która miała przynieść ukojenie.
Jest wiosna… a ja od 5 dni znów się nie goliłem.

Czy będzie dziś „M jak Miłość?”

Takie pytanie znalazłem na forum Wyborczej.
Tu i ówdzie już podnoszą się głosy, że telewizja i ogólnie media przesadzają… bo strach lodówkę otworzyć by nie natknąć się na transmisję z Watykanu / Rzymu / Krakowa / Wadowic / niepotrzebne skreślić… radio tylko na poważnie a naród też nagle się bardziej papieski od Jana Pawła zrobił.
Jak długo tak można ?

A ja może zostanę posądzony o brak wyważenia proporcji, o przynależność do grona „sprzedajnych płaczek” jak wręcz już powszechnie mówi się o tych którzy całe życie nie słuchali a teraz afiszują się z bólem po odejściu Ojca… ale uważam, ze dobrze, że trwa żałoba, że w TV nie ma meczu i zdjęli to cholerne „M jak Miłość”.

Żałoba to nie jeden dzień w którym odmówimy sobie ulubionej potrawy, odstawimy ulubiony napój czy darujemy sobie przygody znajomych ze Wspólnej czy innego Klanu.
Żałoba ma nas czegoś nauczyć.
Ma nam otworzyć oczy.
Ci którzy znali słowa i nauki papieża przeżywają bardzo jego odejście, dla reszty właśnie jest czas by po nie teraz sięgnąć.
Później wymówką będzie codzienność… i to co często słyszę w wywiadach „…no wie Pan, jakoś tak czasu nie mam… pracuję”
Teraz jest właśnie czas zwolniony.
Drugiego takiego nie będzie.
Ale widzę, że niektórzy już wymiękają.

Jak pisałem nie jestem bardzo wierzący, śmierć papieża też nie spowodowała, że teraz się nawróciłem i leżę krzyżem w kościele.
Ale tak sobie myślę, że jeśli choć jeden człowiek przez te dni bez seriali, bez kina, teatru poczuje że cholernie się nudzi i właściwie to jest uzależniony od wyżej wymienionych i postanowi coś z tym zrobić i stanie się lepszy to Papież ma kolejny punkt w walce o człowieka.
Skoro nie dotarł do kogoś za zycia, to moze chociaż po śmierci.
Ważne, że ten ktoś nie musi wcale od razu biec do kościoła.
W końcu Bóg jest wszędzie – na spacerze czy w rozmowie z ludźmi tez można go spotkać.

A jak już na nic nie macie ochoty to odpoczywajcie od codzienności i połóżcie się wcześniej spać.
Może przyśni się Wam coś pięknego.
Czego oczywiście życzę.

The show must go on

No i dziś szykuje nam się prawdziwa próba.
Próba żałoby.
Wczoraj było łatwo – bo niedziela, choć i tak jestem zaskoczony, bardzo mile zaskoczony poczynaniami łódzkich marketów i niektórych stacji telewizyjnych.
Szacunek.

A dziś poniedziałek.
Rusza nowy tydzień.
Ciekawe czy będą klasówki w szkołach, czy odwołają bo papież… bo nie było się kiedy przygotować.
Serio – czytałem takie prośby uczniów na forum.
Ciekawe czy godziny rektorskie zrobią, żeby studenci kierunków wieczorowych mogli pójść na biały marsz ?
Ciekawe czy jak komuś popłyną łzy to usłyszy, żeby się już tak nie afiszował, bo każdy ma w skupieniu to przeżywać sam a nie tak wszystko na pokaz.
Ciekawe czy po tym jak zarzucano przez weekend dziennikarzom, że każdy z nich próbował coś ugrać dla siebie na informowaniu o śmierci teraz politycy przystąpią do akcji „zdobyć kilka punktów procentowych”
Ciekawe jak Mu tam jest i czy stamtąd widać coś innego ?
Ciekawe…

My sieroty…

Nigdy nie byłem osobą głęboko wierzącą ale zawsze byłem i jestem pełen szacunku dla niektórych przedstawicieli hierarchii… a szczególnie dla papieża.
Nie pamiętałem jego poprzednika.
Dla mnie papieżem zawsze był Jan Paweł II.
Zawsze będzie.