Linki

Znalazłem chwilę by dopisać i uszeregować linki po nowemu.
A to dlatego, że doszło kilka blogów ktore chcę zarekomendować społeczeństwu.

Dużego czytam od jakiegoś czasu.
Przyjemnie, słonecznie, ciepło i przede wszystkim normalnie co wbrew pozorom jest dobrem rzadkim w blogowym świecie.

Luther zdecydowanie zasługuje na miano odkrycia jesieni.
Znam go dobrze prywatnie, kiedyś już chciał zakładać bloga ale jakoś tak nie miał odpowiedniej motywacji.
Niestety wiem jaka tym razem była motywacja założenia internetowego dziennika i prawdę powiedziawszy wolałbym żeby ta przyczyna nigdy nie zaistniała.
No ale jak to w życiu – nie ma tego złego… bo dzięki temu możemy czytać naprawdę mądre notki.
Zawsze wiedziałem, że Luther to zdolna bestia ale prawdę powiedziawszy nie sądziłem, że jest aż tak dobry.
Szacunek.

No i jak wiadomo najlepsze na deser ON.
Poza wszelką konkurencją.
No bo przybył, zakręcił w głowie i sercu i… tak to teraz trwa.
Już nie mogę się doczekać weekendu.
Ma specjalne względy, przywileje i dostęp wszędzie.
Mega-VIP z plakietką access all areas.

Tylko mam mały kłopot jak go nazywać na blogu.
Kochanie, Boski, Walenty i Dobry już zajęte…
Jakieś sugestie ?
A nie widzieliście go, nic o nim nie wiecie.
Ale jak ja mam opisać używając kilku słów kogoś tak wspaniałego, troskliwego, inteligentnego o cudownym uśmiechu, pięknej cerze i figurze jak z marzeń ?
Jeśli to prawda, że Bóg stworzył człowieka na swoje podobieństwo to Bóg jest piękny.

Wszyscy coś napisali a Ty nic…

Dostałem takiej treści maila.
Chodziło o politykę i wybory.
Autor trochę połechtał moją próżność stwierdzeniem, że na większości ważnych i poczytnych blogach choć kilka uwag przedwyborczych się pojawiło, niektórzy wprost wskazywali albo ugrupowania albo kandydatów a u mnie plaża.
Jakbym wyparował.
Najciekawsze jest to, że autor tego maila dobitnie podkreślił swoje zdziwienie pisząc na koniec „tymbardziej jest to dziwne, bo przecież doskonale wiem, że interesujesz się polityką.”
No proszę jakich uważnych mam czytelników.

No to skoro już mnie wywołano do tablicy to chciałbym powiedzieć, że nic nie mówiłem z trzech powodów:
Pierwszy jest już powodem dyżurnym – nie chciało mi się pisać.

Drugi – wierzę w inteligencję czytających mnie osób i jestem więcej niż pewien, że żaden z czytelników bloga nie poparł Ligi Patologicznych Rodzin czy Samoobrony.

O PSL nie rozmawiajmy bo nigdy nie było mi dobrze w zielonym a co do czterolistnej koniczyny to niech lepiej ona pozostanie logiem jakiejś loterii a nie politycznej formacji której liderem jest chodząca reklama botoxu.
Tak panie Pawlak – to o Panu było.

Wielu miało problem kogo wybrać.
No cóż… jedną z form zaspakajania swych fantazji erotyczno-seksualnych jest oddawanie moczu na partnera.
Nazywa się to piss.
Więc jeśli ktoś lubi jak się na niego leje to głosował na PIS.
Szczerze powiedziawszy niczego innego po Kaczorach bym się nie spodziewał.
Oleją społeczeństwo cienką stróżką.

PO – formacja złośliwie nazywana przeze mnie Pomidory Ogórki ma program gospodarczy zapożyczony od świętej pamięci aktora Reagana, który to program w skrócie można scharakteryzować mniej więcej tak: 10 % bogatych jeszcze bardziej się wzbogaciło a reszta spierdalać do Meksyku.
U nas za Meksyk ostatnio robi Londyn, gdzie lada moment łatwiej będzie spotkać kogoś znajomego niż w Polsce.

SLD – jak widać po pierwszych wynikach lifting służy, oj służy.
Problem z liftingiem jest jednak taki, że żeby jakoś dalej wyglądać trzeba mocno o siebie dbać bo jak nie to za kilka lat trzeba operację powtórzyć.
I kto wtedy zostanie szefem – jakiś licealista ?

SdPL i PD – jedyni ludzie, którzy mają większy lub mniejszy moralny mandat do sprawowania władzy.
Ale jak wiemy dobrzy faceci wygrywają tylko w filmach.

Ktoś teraz powie, że to nie problem pojechać po wszystkich bo tak to każdy potrafi.
Problem jak to trafnie w Matrixie ujął Neo jest wybór a z tego co powyżej to wynika, że lepiej siedzieć w domu i zrobić piss na całą politykę.

Poszedłem dziś do komisji wyborczej – dostałem tę książeczkę do głosowania i pierwsze skojarzenie „o wyrwali kilka stron z książki telefonicznej”
Te wszystkie nazwiska mogłyby być napisane po chińsku.
Co z tego, że znam programy tych ugrupowań.
Swoją drogą wielkie mi halo stworzyć taki program… w kwadrans na kolanie bym to zrobił.
Jak nie znam ludzi.
A może to szuje ?
Kłamcy.
Malwersanci.
Dlatego ja od lat stosuję tę samą niezmienną taktykę – głosuję na ludzi których znam osobiście.
Głosuję na ludzi a nie na partie.
Tak się złożyło, że 3 lata temu w wyborach samorządowych startował dyrektor mojego liceum.
Wiem, że z niego stary komuch ale przez 4 lata liceum poznałem go dość dobrze i mogę ręczyć, że jest to facet w porządku.
W tym roku do sejmu startował jeden z moich współpracowników z firmy i jednocześnie jeden z moich studentów.
Znam go doskonale.
I to on otrzymał mój głos dziś.
Jak jego partia coś spieprzy to mu powiem to prosto w oczy.
Bo się znamy.

No i trzeci i najważniejszy powód tego, że nic nie pisałem to fakt, że w ubiegłym tygodniu właśnie się w kimś zakochiwałem.
No a sami wiecie, że jakieś priorytety muszą być w życiu, prawda ?

Różowa Pantera.

W mojej komórce numery telefonów podzielone są na grupy.
A poszczególnym grupom przydzielone są dzwonki.
Ci z pracy dzwonią Prząśniczką.
Ci z dużej pracy dzwonią Akademią Policyjną.
VIPy dzwonią Reksiem
Cała reszta Axel F.
A ten jeden wybrany Ktoś dzwoni Różową Panterą.

Wczoraj po raz pierwszy od 10 miesięcy mój telefon zabrzmiał Różową Panterą.

A life with the only one who’s never broken a promise.

To marzenie Justina.
I mam nadzieję, że nikt mnie nie zabiję jak zdradzę, że marzenie spełni się pod koniec piątego sezonu.

Obejrzałem wszystkie odcinki które posiadam.
Czyli pierwszy, drugi, trzeci i czwarty sezon. Łącznie 70 odcinków.
Teraz czekam na sezon piąty.
Ktoś ma ?

Oczywiście zaraz ktoś powie, że fascynacja za chwilę mi przejdzie i że wogóle nie ma się czym podniecać, bo to przecież tylko serial.
Może i tak.
Ale niezwykle mądry.
Wskazujący na to, że geje gdziekolwiek nie żyją mają podobne problemy.
Może tylko ich skala jest różna.
Poza tym w tym serialu widzimy jak na dłoni, że przyjaźń nie zawsze jest gejowsko różowa, że wielu z nas myśli fiutem a nie głową, że często też głupie ambicje przysłaniają nam to co w sercu gra.
I najważniejsze – że prawdziwe piękno jest tam gdzie się go nie spodziewamy.
Bo któż z Was po obejrzeniu pierwszych odcinków pierwszej serii nie pomyślał o Brianie „co za dupek”
Jestem pewien, że wielu, jeśli nie wszyscy.
Ale potem… potem pewnie równie wielu musiało to „odszczekać”

Na stronach serialu jest test w którym odpowiadając na pytania można przekonać się, którym z bohaterów jesteś.
You are most like is Ted Schmidt.

Eh… jednego czego zazdroszczę bohaterom serialu to…
Pozwolicie, że zachowam to dla siebie.

Dwa tygodnie nie możesz znaleźć dla mnie czasu…

Ano czasem tak bywa.
Zwłaszcza gdy głównym zajęciem przez te dwa tygodnie jest staranie się by wyjść z mniej lub bardziej uciążliwych dolegliwości gardłowo-grypowych.
Żeby była jasność tym razem postawiłem na domowe sposoby czyli waliłem cebulą na kilometr, popijałem aspirynkę i leżałem w łóżku.
I co…
I chuj.
Ledwo gdzieś zawiało a ja znów miałem dreszcze i byłem cały spocony a gardło płonęło.
Dziś poszedłem do lekarza i on potwierdził moje obawy.
Zapalenie gardła, lekko zaleczone ale nie do końca w tej chwili w stanie nawrotowym.
- Domowymi sposobami bujałby się Pan z tym nawet i kolejny miesiąc, zwłaszcza, że idzie jesień.
Teraz jedna podłużna tabletka co 8 godzin.
Jedna okrągła biała i jedna podłużna brudno-biała początkowo też co 8 godzin by później co 12 godzin.
Mam nadzieję, że zadziała.

pop!ular

Jeden z moich ulubionych wokalistów, Darren Hayes śpiewa na swoim ostatnim albumie piosenkę o tym właśnie tytule.

Chyba pierwszy raz w historii prowadzenia bloga odczułem jego popularność… ale niekoniecznie w znaczeniu jakim bym sobie tego życzył.
Wszędzie już się pisze, że blogi to głos pokolenia i że niektóre z nich stają się wyznacznikami dla innych.
Kreują, tworzą, wskazują kierunki.
Dlatego coraz częściej odwiedzane są przez tych, którzy chcą coś z tego uszczknąć dla siebie.

Nigdy nie pisałem tego bloga z zamiarem osiągnięcia popularności.
Mam ku temu inne ścieżki w swoim życiu.
Dlatego dziwi mnie ale też trochę schlebia i niestety również irytuje, że są osoby które chcą poprzez tego bloga reklamować swoje dokoniania.
Z uporem maniaka wywalam takowe wpisy z komentarzy czy księgi gości.
Ta ostatnia przeżywa teraz istny najazd tych którzy zwykle piszą coś w stylu
„fajny blog, zapraszam do siebie” i tu adres strony.
Sorry, chłopaki i dziewczyny.
Miło mi, jeśli uważacie, że tworzę ciekawego bloga.
Miło mi, że chcecie mi to zakomunikować.
Ale pliz… nie reklamujcie się u mnie.
Tutaj to nie przejdzie.

Zakupy

No jako, że Łódź dla niektórych sieci z ciuchami jest nadal zadupiem w którym nie warto otwierać sklepów, więc będąc w stolycy odwiedziłem Huje&Muje celem przewertowania wieszaków.
Założenie było takie: karta kredytowa piszczy więc dotykamy i przymierzamy tylko rzeczy które są przecenione.
Efekt: kupiłem różową koszulę z długim rękawem która nie była przeceniona ale to maksymalnie wygnieciona.
Choć nie dałem tak łatwo za wygraną:
– To ile upustu dostanę na tę pogniecioną koszulę – zapytałem podchodząc do kasy.
– Nic – odparła ekspedientka.
– Jak to nic, przecież ona wygląda jak psu z gardła wydarta – próbowałem negocjować.
– Proszę pana… taka moda. Ona jest specjalnie tak pognieciona – powiedziała kobieta za ladą.
No i w ten sposób wyszedłem nie tylko na dusigrosza ale i jeszcze totalnego wieśniaka co to trendów nie śledzi.
– A… to w sumie dobrze, bo wie Pani, ja nienawidzę prasować… – powiedziałem do ekspedientki próbując ratować resztki twarzy.
– 59 zł – odparła sprzedawczyni nawet nie próbując zrozumieć moich starań.

Ponadto do szafy wskoczyła jeszcze żółta polówka.
Ta była przeceniona.

NSB – Niedzielne Spotkania Blogowe

Gdy już się wyspałem nadszedł czas na spotkania.
Blogowe spotkania.
Helio mimo, że się zapowiedział SMS-owo jak zwykle nie odbierał telefonu celem potwierdzenia czasu i miejsca spotkania… więc ups – wypadł z grafika.
A tak w ramach dygresji mam pytanie do czytelników – czy komukolwiek udało się kiedyś za pierwszym razem dodzwonić do Helki ?

Za to wreszcie udało mi się spotkać z onanistą o którym tu i ówdzie pisze się, ze jest żywą legenda gejowskich blogów.
Właściwie to trochę pasuje do tego co o nim piszą.
Bo „legendy” na ogół okazują się czarującymi, ujmującymi łagodną osobowością i przede wszystkim skromnością osobami.
A taki właśnie jest onanista.
Dla wszystkich którym już błysnęła w oczach iskra pożądania informacja – jest zajęty.
Poza cechami o których już wspomniałem muszę dodać, że fantastycznie się z nim rozmawia.
Gdyby nie fakt, że w pewnym momencie każdy na swojej komórce znalazł popędzającego SMS-a pewnie spotkanie jeszcze by trwało.
Niemniej, niezmiernie się cieszę, że mogłem poznać osobiście i już cieszę się na kolejne obiecane spotkania.

Ciąg dalszy NSB odbył się piętro wyżej we wspaniałej lodziarni Grycana (przy okazji polecam bo desery lodowe naprawdę wyśmienite i w przystępnej cenie).
Tym razem było bardziej perwersyjnie bo w trójkącie z Rumburakiem i jego Dobrym.
Chłopcy wypoczęci po miesięcznych wojażach po południowych częściach kontynentu.
Wrodzona skromność i pruderyjność nie pozwalała mi pytać czy robili na tym wyjeździe coś poza sexem bo średnia opalenizna wręcz sama wskazywała odpowiedź.
Opowieść zaczęli od wyspy Ios, która jest sexualnym rajem dla heteryków i jeśli Mykonos jest jej gejowskim odpowiednikiem to oni chcą tam lecieć za rok.
He… nie tylko oni, tak.
Potem było trochę o pracy, czyli o tym, że ja zdąrzyłem już mocno podpaść swojemu nowemu prezesowi a Rumbuś w najbliższym czasie posiądzie wiedzę jak śpiąc 5 godzin na dobę ciągle wyglądać rewelacyjnie. Poza tym było o tym że pewien Pan chyba nie lubi Rumbusia (a fe jak można nie lubić Zielonego), choć swoją drogą na mój gust ten Pan to lubi już chyba tylko siebie, co zresztą podobno potwierdziła ta co zaczynała w rolnej a teraz nadal ma z burakami do czynienia, tylko że buraki teraz w garniturach przychodzą.
I były pytania kiedy ja wreszcie się do tej Wawy przeniosę bo miło by było.
Ano byłoby ale jakoś tak nikt nie chce mnie zatrudnić.
Ktoś chce ?

No właśnie.
Chętnych brak.

Ogólnie podsumowując po raz kolejny sprawdziła się zasada, że nie miejsca a ludzie.
To było naprawdę uroczo spędzone niedzielne popołudnie.
Właściwie to szkoda, że jednak nie pracuję w tej Wawie, bo może takie spotkania byłyby częstsze.
A może jakby były częstsze to bym się znudził… ?
No dobra, wiem, że podświadomie wymusiłem teraz w komentarzach wpisy w stylu
„no gdzie tam, Ty się nigdy nie nudzisz”
„ależ skąd xell – kochamy Cię”

ale co tam… każdy potrzebuję odrobiny pochlebstw.
W końcu nawet ja muszę mieć jakieś wady, prawda ?

Łojezu ale sobie teraz posłodziłem na koniec.
Heheheh