2005 – temu Panu już dziękujemy

Koniec roku to początek podsumowań.
I o ile uwielbiam wszelkiego rodzaju rankingi, zestawienia i podsumowania to nie cierpię ich robić.
W sumie nikt mi nie każe ale skoro robiłem je co roku od jakiegoś czasu to dlaczego mam nagle przestać.
Oczywiście najbardziej przykładam się do muzycznego podsumowania roku, które 12 miesięcy temu wywołało istną burzę, bo jak to możliwe by Alcazar był zespołem roku – obraza majestatu.
W tym roku zamierzam zrobić to w kilku etapach, będą zatem nominowani, będzie przypomnienie dokonań i przejazd po porażkach. Jednym słowem takie Oscary ze Złotymi Malinami i tylko gali brakuje a byłaby całkiem fajna impreza.
Może chociaż na czerwony dywan wystarczy środków.

Co do Sylwestra, dziękuję wszystkim, którzy zapraszali tu i ówdzie ale w tym roku mam nadzieję dotrzeć (widzicie co się dzieje na drogach) do Wrocławia i tę jedyną noc w roku spędzić w ramionach Tego Jedynego.

We are monsters, Monsters Inc.

No to chyba już na dobre będę wiązany z tym filmem.
„Buahahaha, jak dziś rano przeczytałem, że to będzie lecieć, to od razu o Tobie pomyślałem heheheh”
306

po4.jpg

Dziś publiczna Jedynka zrobiła mi niebywały prezent świąteczny – pokazała POTWORY I SPÓŁKA.
Klasykę gatunku dla jak to mówi mój Misiek targetu 6-14 albo jak to nazywa Ge film dla zdziecinniałych dorosłych.
I choć jest to jedna z najczęściej odtwarzanych płyt DVD jakie posiadam to i obejrzałem po raz… no dobra nie wiem już który.

po6.jpg

Od zawsze uwielbiałem kreskówki.
Królik Bugs, Kaczor Duffy i cała plejada gwiazd z Warner Bros.
Niedawno nastała era komputerowej animacji.
Zakochany w Shreku sięgnąłem po inne tego typu produkcje.
Pierwsze w ręce wpadły mi właśnie Potwory i spółka.
No i trafiony zatopiony. Jestem fanem Jamesa aka Sulley’ego i Mike’a Wazowskiego oraz Boo.

po2.jpg

A… i byłbym zapomniał – moja ulubienica Rose.

po5.jpg

Może i jestem dziecinny ale co tam, trzeba mieć jakieś wady ;)

po3.jpg„Koniec symulacji, koniec symulacji
- No dobrze panie Flegma, dobrze mówię ?
- Koledzy mówią mi Glucio
- Panie Flegma, to jaki popełnił Pan błąd
- Potkłem się ?”

po1.jpg

Nie ma nic bardziej trującego i niebezpiecznego niż ludzkie dziecko

Dla wszystkich którym mało mam na deser coś wyjątkowego.
Klub Miłośników Filmu POTWORY I SPÓŁKA
No i jeśli narobiłem smaku na ten film to TVP 1 powtórzy go w Drugi Dzień Świąt o 9.30

Święta

Mama krząta się w kuchni, właśnie skubnąłem jedną smażoną pieczarkę.
Mniam, pyszna.
Ten kompot z suszu, którego nie cierpię już stoi nalany na stole.
Karp w galarecie jeszcze korzysta z gościny lodówkowych półek ale lada chwila wjedzie na stół.
Sianka zabrakło ale jest jodła i obowiązkowo jeden talerzyk więcej.
Współczesnym językiem mówiąc to taka świąteczna promocja „Plus 1″

Ojciec oczywiście zdążył już mnie wkurzyć, ale to też już pewnego rodzaju świąteczna tradycja, bo robi to co roku, więc był czas by się przyzwyczaić.
Komórka co chwilę bzyczy i dostarcza życzenia od znajomych i przyjaciół.
Ja odpisuję i przygotowuję się na coroczne życzenia żony i parki dzieci
Chyba się już na to uodporniłem.
Jeśli chodzi o prezenty to jedyną niewiadomą jest kolor.
Bo że są to skarpetki to jestem pewien.

Ogólnie jest miło.
Choć mogłoby być jeszcze milej gdyby On był tu ze mną.
Może kiedyś.

No i czas na życzenia dla Was drodzy czytelnicy.
Wysyłałem je dziś SMS-ami.

Niebo zachmurzone i jak tu wypatrzeć tę pierwszą gwiazdkę.
Ale to, że jej nie widać nie znaczy, że jej nie ma.
Miłości też nie widać, a wszyscy wiemy, że jest wszędzie.
Dlatego na te Święta życzę Wam dużo tego czego nie widać.

Świadkiem będąc

W minioną sobotę ge nazapraszał gości na swoją podwójną imprezę imieninowo-rodzinną.
Było całkiem OK, choć ciasno i nie znaliśmy z Kochaniem połowy składu gości, co czytając wspak oznacza, że pół składu gości imprezy nie znało nas, ale zupełnie nie przeszkadzało to im ślinić się i czynić podchody do mojego Kochania.
Ge zaoferował nawet 1000 zł za fotograficzną dokumentację skonsumowanej randki z Marcinem, choć i bez tego nie brakowało chętnych.
Nawet takich co to tylko, niby przypadkiem, chcieli go dotknąć.
Właściwie, choć przychodzi mi to dość trudno, to w pełni ich rozumiem.
Ja gdy zobaczyłem Miśka po raz pierwszy od razu zaśliniłem monitor a pierwszy delikatny, niby przypadkowy dotyk omal nie kosztował mnie mokrych z wrażenia majtek.
Wyobraźcie sobie co się stało po pierwszym pocałunku :-)

No co tu dużo mówić, przystojna z niego bestia jest i tyle a wygląd to tylko preludium piękna które w sobie nosi.

Ge ostatnio pisał, że bardziej ceni sobie prezenty przemyślane niż kosztowne co idealnie wkomponowuje się w uprawianą przeze mnie stylistykę obdarowywania znajomych prezentami albo zboczonymi albo z jakimś podtekstem.
A że Ge imieniny obchodzić już będzie pod panowieniem króla Kaczora I dostał od nas plastikową kaczkę.
Zawsze będzie mógł z nią uprawić PiSs.

Przy prezencie na zaręczyny wsparłem się pomysłem Bla i kupiłem im słoiczek wazeliny argumentując to faktem, że ostatnio były między nimi tarcia, więc to powinno załagodzić sytuację.
Może naciągane tłumaczenie ale jakby nie patrzeć wazelina zawsze się przyda :-)

Po imprezie Narra z Lolą Lou.
Wreszcie udało mi się ją zobaczyć.
W sensie, że na scenie, bo prywatnie znamy się od jakiegoś już czasu.
Występ rewelacyjny.
Naprawdę świetnie się bawiłem.
W domy byliśmy o 4.00

Snowstorm conqueror

Wybrałem się dziś do Wawy.
Rano dzwonili że u nich śnieżna burza i świata nie widać i żebym uważał na drodze.
Dziwne, bo w Łodzi pochmurno było a chmury dość nisko ale nic z nich nie leciało.

Dojechałem do Warszawy i na miejscu też nic nie padało, choć było widać, że trochę dużo tego białego nawieźli.

Ledwie ruszyłem w drogę powrotną a tu telefony, żebym uważał, bo w Łodzi straszliwie sypie śniegiem i świata nie widać i ogólnie to saniami najlepiej się po mieście poruszać.
Dziwne bo w Warszawie sucho.

Dojechałem do Łodzi a tam jeszcze więcej tego białego niż w Wawce rano.
Prawie stan klęski żywiołowej.

Ciekawe czego można uniknąć podróżując na dłuższych dystanasach ?

Impreza urodzinowa bis

No to mi zrobili niespodziankę.
Bla, Michał, Misiek, j., 306 i /all
Tydzień temu podstępnie zwabili mnie do mieszkanie Bla gdzie wszystko czekało przygotowane.

To były najwspanialsze urodziny jakie miałem.
Bawiłem się cudnie.
Jedzenie po prostu boskie, alkohole wspaniałe no i program artystyczny, że dech w piersiach zapiera.

Po wyśmienitych naleśnikach ze szpinakiem i czymś tam jeszcze by Mój Miś przyszedł czas na występy drag-queen.
Nasze gwiazdy dopiero raczkują w tej branży ale gdy tylko wypłyną na szerokie wody i świat się na nich pozna to wszystkie te Merliny, Cathriny i inne Zefy mogą się zwijać.

Trzeba im tylko jakieś pseudonimy artystyczne wymyślić.

Pierwsza zaprezentowała się wysoka szczupła blondynka, w czarnej sukience, spontanicznie nazwana przez rozentuzjazmowany tłum Królową Nocy.

301.jpg

Jej występ spowodował małe zamieszanie i zakłopotanie właścicielki kreacji, bowiem doszła ona do wniosku (całkiem słusznego zresztą), że nasza Królowa wygląda w tej kiecce lepiej niż właścicielka.
No cóż, bywa…

Potem na scenę wkroczyła jej koleżanka – niższa brunetka która uwagę publiczności zwracała głownie kusą sukienką i odkrytymi nogami.

302.jpg

Komunikat prasowy po jej występie głosił, że widoczne na fotce szpilki może już właściwie sobie zatrzymać, bo właścicielka się ich zrzekła.

Żebyście nie pomyśleli, że impreza była jakaś tam plebejska, znaczy się dla nie wyrobionej publiczności, po drag-queen contest przyszedł czas na nieco ambitniejszy repertuar, mianowicie – balet.

303.jpg

Spokojnie, artystka przed zaprezentowaniem swojego układu wypiła odpowiednio dużą ilość Żołądkowej Gorzkiej, więc nic się jej nie stało i może chodzić.

Końcowym godzinom imprezy przyświecało hasło Are you fetish? co widać na załączonym obrazku.

304.jpg

Na koniec słowo o prezentach.
Na ogół jest tak, że te praktyczne są nieciekawe lub niefajne a te ciekawe i fajne są niepraktyczne.
Tym razem moim gościom udało się idealnie wyważyć proporcje między praktycznością a fajnością.
Od Bla (z zemsty za moherowy beret) dostałem słoiczek wazeliny (zawsze się przyda) a od /all i 306 coś co przyda się na nadchodzącą zimę

prezent1.JPG

henryk

Zajrzałem przez linka gdy wpisał się u kochania na blogu.
W pierwszej chwili nieco odstraszył mnie szablon.
Ale przetrwałem pierwszą notkę.
Kolejne też.
A teraz mam wrażenie, że chwilami ja to On albo ja to K.

Jak henryk pisze o sobie:
„Pierwszy raz w klubie gejowskim spędziłem z oczami utkwionymi w podłodze (…)
Z czasem podniosłem wzrok, zobaczyłem miniaturowe t-shirty w komplecie ze spodniami rybaczkami i doszedłem do przekonania, że ubieram się jak namiot. Moje ubrania z okresu samozwańczej heteroseksualności były szyte chyba na Kristie Alley. Nie jestem tego w stanie wytłumaczyć, ale coming out przewartościował moje pojęcie „właściwego rozmiaru” z „L” na „M”, nie zmieniając przy tym wagi ani wzrostu.

Ja, który na studiach siałem zgorszenie opracowaniem diety pestkowej i rygorystycznym jej przetrzeganiem przez 4 dni, zamieszkałem z posiadaczem karty rabatowej Pizza Hut!

Faktycznie może na pierwszy rzut oka „nie wyglądam” (na geja – red.), ale tak naprawdę niewiele jest gejowskich stereotypów, których bym nie powielał.

Przegląd rozpocznę od oczywistego stwierdzenia, że bardziej jestem związany z matką niż z ojcem.

Nieco niedomagam w temacie „przyjaciółka geja”. Niestety, okrutny los nie obdarzył mnie przyjaciółką, która byłaby singlem i stworzyłaby ze mną dysfunkcyjny związek.

Jestem też skupiony na sobie, posłusznie celebrując własne manie, fobie i paranoiczne myśli. (…) Moja kosmetyczka jest dla mnie świątynią, a uzupełnianie jej zawartości przeżyciem duchowym. Nie wyobrażam sobie, żebym co rano nie umył włosów. Z szamponem Vichy mam coś w rodzaju spiritual connection, a bez produktu do stylizacji fryzury, nie wyszedłbym nawet do warzywniaka.

Poza tym słowa takie jak: dieta (poza: dietą Atkinsa), Pilates, zen, świadome oddychanie, Prada, błonnik, oczyszczanie aury, Evian, kolorystka i „Vogue” wywołują u mnie przyspieszone bicie serca i lekkie podniecenie.

Musze dodać, że mam też kilka wyjątkowo odszczepieńczych cech. Nie znoszę Barbry Stresiand, uważam, że jest przygnębiająco brzydka. Wzdrygam się na myśl o zakupie różowej koszuli i noszeniu do niej krawata w kolorze zgaszonej śliwki. Pozostaję również obojętny na musicale, dekorację wnętrz, ogrodnictwo i brokatowy lakier do włosów.