Chyba wypada coś napisać prawda ?

Mniej więcej od początku roku bawimy się z Marcinem w „Kaczyńskich i Sejm”.
Zabawa z grubsza polega na tym, że mimo iż obie strony gdzieś tam głęboko zdają sobie sprawę z nieuniknionego i przeczuwają, że niewiele da się zrobić to nadal prowadzą rozmowy.
Rozmowy się przeciągają powodując skutek przeciwny do oczekiwanego, bo zamiast coś rozwiązywać wzmagają tylko obustronną frustrację.
Ale gra trwa.
Pojawiały się dramatyczne momenty i zwroty akcji niczym w kasowym filmie.
I mimo, że strony stawiały pewne sprawy na ostrzu noża to przez chwilę pojawiła się iskierka, co ja mówię, całkiem spora i wielce obiecująca iskra nadziei na pojednanie.
Jedna ze stron poszła nawet na dalekie ustępstwa przy których becikowe, senioralne i kasa dla bezrobotnych to ujadające pieski.
Lecz nawet to nie zmieniło nieuniknionego.
Zatem ogłoszono koniec gry.
Lecz rozmowy trwały dalej.
Dziś już wiemy.
Będą nowe wybory.

Innych komentarzy nie będzie.
Bo na tym kanale nikt nie będzie bawił się w „Oprah Winfrey Show”.
Przynajmniej na razie.

Cisza

Jedna z moich ulubionych polskich wokalistek śpiewa, że „nic nie może przecież wiecznie trwać”.
Ostatnio nie było różowo.
Dużo rozmów, coraz więcej pytań a zamiast odpowiedzi piętrzące się obawy i wątpliwości.
Jak ?
Czy ?
Przecież tak bardzo się od siebie różnimy.
Może za bardzo?

Dziś „wspólnie” doszliśmy do wniosku, że lepiej będzie gdy każdy z nas pójdzie własną drogą.
Bo miłość nawet gdy jest piękna i czysta nie zawsze wygrywa z…

Zostają zdjęcia i piękne wspomnienia z tych wspólnych czterech miesięcy.
Koncert Stinga, pierwszy pocałunek, hotel Ibis, sofa u Ge, skarpetki z ptaszkiem, H2O, Babylon, Liberec, Bata, kapku citrynku, Wrocław gdzie ulica Świecka, Praga, tabletki gdy byłem chory, Łódź, Beherovka z moim ojcem, długie rozmowy przez telefon, Wrocław, biurko z Ikei, festiwal klopsików, „Już dosyć” Dody, kino domowe, rozważania co teraz robi Magda Masny, moje szalone urodziny…
To był naprawdę cudowny czas.

Różowa Pantera znów zamilkła.

xell as Folk

Przed chwilą skończyłem oglądać ostatni odcinek Queer as Folk.
Saga zakończona.

Bardzo mądry serial.
Wiele mnie nauczył, wiele pokazał i na pewne rzeczy pozowolił spojrzeć z innej perspektywy.

Poza tym każdy odcinek daje do myślenia.
Oj daje.

Nie jest dobrze

- Nie jest dobrze, Bob. Nie jest dobrze! A wiesz czemu?
+ Nie wiem.

Czy dopatrywanie się we wszystkich filmach podobieństw do moich obecnych problemów to już schizowanie czy jeszcze tylko niewinna igraszka ?

Prze-pra-szam War-sza-wo

Teraz coś specjalnego dla czytelników z Warszawy.
SpieprzajDziadu.com odnotował fakt nowego wydawnictwa dotyczącego Kaczki Warszawskiej.
Dostępne w sieci fragmenty zapwiadają fascynującą lekturę.
Jestem tylko ciekaw, czy autor ksiązki, Maciej Białecki, będzie miał możliwość napisania podobnej publikacji na koniec kadencji Kaczki Polskiej.
O brak materiałów się nie martwię, bardziej obawiałbym się Ludwikowych siepaczy czy testu Wassermana.

Miss Kazia

Kazimiera Szczuka jest jedną z tych kobiet, które uwielbiam.
Wyzwolona, posiadająca własne zdanie i nie bojąca się je wyrażać co tworzy z niej archetyp kobiety której mężczyźni się boją a w moich oczach wynosi ją na piedestał niezależności i wolności myśli.
Osobiście nie miałem jeszcze przyjemności poznać Kazi, choć mam nadzieję, że będzie mi to kiedyś dane.
Z pewnością budzi zainteresowanie i co najważniejsze w dzisiejszych czasach nie jest to chore zainteresowanie.

Tygodnik wprost zdecydował się wybrać Miss Feministek.
Ja zagłosowałem na Kazię.
Mam nadzieję, że wygra.

Uwaga rozbójnik !!!

Uwaga przerywamy nasz program by podać ważny komunikat.

We Wrocławiu byliśmy dziś świadkami bójki między pasażerem a motorniczym.
Wszystko wydarzyło się w centrum miasta około godziny 21.00.
Obecnie nie możemy przedstawić dokładnej rekonstrukcji zdarzeń, nie wiemy nawet kto sprowokował bójkę czy motorniczy czy pasażer, łączymy się z naszą satelitarną Dwójką która jest na Placu Grunwaldzkim, a w niej nasz reporter.
Bartku, czy wiesz coś więcej ?

Na razie nic więcej nie jesteśmy w stanie ustalić, bowiem uczestniczący pasażer szybko oddalił się w z miejsca zdarzenia.
Oto kilka zarejestrowanych wypowiedzi świadków zdarzenia.
- To było bardzo szybko machnął go i motorniczy leżał cały we krwi, chyba złamał mu nos.
- Eeee tam załamał od razu, powiedział tylko do niego Spieprzaj dziadu…
- Właściwie to należało się temu burakowi motorniczemu bo on nas tu trzymał w zamknięciu a przecież tu w środku mogły być kobiety w ciąży lub nawet głodni geje.
- Panie redaktorze, bo wie Pan, ten pasażer był tak zabójczo przystojny, że jeśli mnie teraz słyszy to ja chętnie się z nim umówię…

To były wypowiedzi uczestników zdarzenia.
Wynika więc z tego co mówią, że to motorniczy sam prosił się o swój los a postawa pasażera zasługuje na pochwałę
Z miejsca zdarzenia Bartek Eremefowski

Dziękujemy za relacje.
Wszystko się dobrze skończyło nie mniej przez chwilę blady strach padł na niemieckie, tfu niebieskie wrocławskie tramwaje, gdzie jedem z pasażerów został już ochrzczony mianem rozbójnika w czerwonym szaliku.

www.nudzę-się-w-pracy.pl

A skoro człowiek się nudzi, to łazi po różnych www i innych takich.
Przy okazji można znaleźć odpowiedź na znaczące pytania ludzkości.
Oto jedno z nich.
Dlaczego nikt nie lubi dziewczyn, bądź chłopców (w końcu to gejowski blog) z Warszawy?
Bo z jednej strony Wola i Ochota, a z drugiej Włochy i Bródno.

A na poprawienia humoru jeszcze wiewiórkowy problem.
Pewne trzy parafie nawiedziła plaga wiewiórek. Całe dziesiątki rudych
stworzonek zamieszkały w murach kościołów.
Członkowie pierwszej parafii uznali to za wolę Boga i wiewiórki zostały.
W drugiej parafii delikatnie wyłapano wszystkie i wywieziono do lasu,
lecz po trzech dniach wróciły.
Tylko w trzeciej parafii znaleziono właściwe rozwiązanie: wiewiórki
zostały ochrzczone i wpisane do rejestrów parafialnych. Od tej pory
widuje się je tylko na Wielkanoc i w Boże Narodzenie.

Idę się nudzić dalej.

Noworoczne frustracje zawodowe.

„Nikt tu nikogo pinezkami do fotela nie przykuł, więc jeśli się komuś nie podoba to można sobie poszukać innej pracy”

…w tym miejscu była notka w której to użalałem się nad mym ciężkim zawodowym losem.
Ale stawiając sobie na tym polu Moje Kochanie za wzór, staram się od Niego uczyć „nienarzekania”, tak jak On uczy się ode mnie by zawsze zamykać szampon po użyciu.
Zatem zamiast notki w klimacie zewsząd w mojej pracy dużo gówna napiszę tylko, że pogoda jest cudowna, słońce świeci a to zawsze nastrajało mnie pozytywnie.
I choć do wiosny jeszcze daleko to chyba już czas na nowo zacząć odkrywkę moich pokładów życiowego optymizmu i zamiast z miną NA NIE mówić światu, że „jakoś to będzie” przestawić się na „to jest mój czas i uda się, bo ja tego chcę”

Pobudzony optymizm nie przeszkadza jedna by przypomnieć, ze nadal szukam pracy i wszelkie propozycje są mile widziane !!!

91:21

To czas naszej dzisiejszej rozmowy.
Gdyby ktoś szukał do pracy osoby umiejącej podtrzymać rozmowę przez telefon to chyba się obaj nadajemy.

!!! Kochanie – nie czytaj tego co poniżej !!!

A tak zupełnie z innej beczki… bardzo lubię z Nim rozmawiać, mimo, że czasem te rozmowy nie należą do łatwych.
Z drugiej jednak strony ludzie tak mają, że nie szanują tego co przychodzi zbyt łatwo.

Gdyby dziś ktoś mnie zapytał jakim partnerem On jest, odparłbym, że chwilami trudnym i wymagającym ale nie zamieniłbym go na żadnego innego.

On się teraz pewnie wkurzy, bo nie trawi jak się go chwali, jak się go głaszcze. Taki skromniacha z niego i co ważne nie jest to skromność udawana a raczej taka 100 procentowa. Jak Woolmark – czysta żywa wełna.
To porównanie jest tu jak najbardziej na miejscu. Wełna zawsze trochę drapie ale za to jak grzeje… no i co by nie mówić nic jej nie zastąpi.

On sam twierdzi, że jest po trosze masochistą bo zamiast pochwał woli kubeł zimnej wody na łeb. To go mobilizuje. I choć jest to zgoła odmienne od mojego postrzegania świata to przecież nie od dziś wiadomo, że przeciwieństwa się przyciągają.