Się dzieje

Z innych przyjemniejszych rzeczy.
Dużo się dzieje takiej „codzienności”

Wreszcie w ubiegłym tygodniu zakończyłem przedłużające się negocjacje z Plusem i ja mam nowy wymarzony telefon – Nokię 6230i, a oni mnie na kolejne 2 lata.
Samego aparatu dopiero się uczę, bo dla mnie to duży przeskok z 6310i na to co mam teraz.
Tam nie było żadnych tapet, obrazków i tych wszystkich bajerów a tu mnóstwo tego jest ale już teraz mogę powiedzieć, że to po prostu wspaniały telefon.

***

Rozsyłam CV-ki po kraju-raju mając nadzieję i nie wierząc jednocześnie w siebie.
Taka mieszanka oczekiwań i ich braku powoduje, że nie czekam panicznie na telefon ale gdy on się pojawi będę mile zaskoczony.

***

W obecnej pracy za to chwalą mnie na każdym możliwym kroku.
Chyba tak już jest, że jak ogólnie pojęte życie osobiste jebie się na całej linii to zawodowo jest lepiej niż dobrze.
Spoglądając na to jednak przez pryzmat głęboko zakorzenionego we mnie materializmu pochwały nie przekładają się na papierki NBP-u a szkoda, bo kilka fajnych rzeczy mam na oku do kupienia.

***

A propos zakupów, zaistniałem ostatnimi czasy mocniej na Allegro.
Przejrzałem posiadane płyty i inne tzw. „zasoby” i część z nich wystawiłem na aukcje.
Skoro leżą niepotrzebnie i kurz zbierają to może znajdą się chętni by za nie zapłacić.
Jak na razie idzie obiecująco.

***

Wreszcie dostałem z wytwórni płytę Jamesa Blunta.
Cudowny krążek.
Jak na razie tylko on spowodował, że przez dwa dni z rzędu nie wróciłem do najnowszej Madonny.
Blunt jest taki w sam raz dla mnie teraz.
Goodbye my lover itp…

***

Pozostając w klimacie byłem na Brokeback Mountain.
To był premierowy seans wieczorny więc pełna sala a ja wolałbym ten film obejrzeć w samotności ale i tak byłem pełen podziwu, że właściwie w chwilę po tym gdy zaczął się film nikt nie ciamkał popcornem i nie siorbał coli, choć naród wchodził na salę zaopatrzony jak na każdy inny film.
Właściwie przez większą część filmu przelatująca mucha uznana zostałaby za irytujący hałas.
Chcę się wybrać raz jeszcze, chyba nawet w tym tygodniu.

***

Po kinie podjechałem do La Strady, gdzie w miniony piątek grał niemiecki duet Mopot.
Wcześniej zarejestrowałem z nimi wywiad i dostałem płytę żeby sobie posłuchać a do klubu podjechałem usłyszeć na żywo… i trafiło mnie niesamowicie.
Gatunkowo coś w stylu miękkiego elektro i mimo, że początkowo byłem nastawiony dość sceptycznie, bo wolę house’y to przekonałem się do ich debiutanckiego krążka „25uhr30”
Polecam, bo warto.

***

Byłem też przez moment w Narra, gdzie zaraz jak tylko się pojawiłem dopadł mnie Waldek i zapytał czy nie zechciałbym u nich pobawić się w piątkowego DJ-a.
W sumie, co mi szkodzi.
Wstępnie zgodziłem się na jeden lub dwa „próbne wieczory”, bo sam muszę sprawdzić, czy przede wszystkim mnie będzie to kręcić.
Oczywiście już w myślach układałem playlistę co zagram.
Na pewno będzie inaczej, nieMatrixowo.
O terminie powiadomię, gdybyście mieli ochotę wpaść.

***

A w najbliższy weekend, jeśli nic się nie zmieni wybieram się do Warszawy, bo dawno mnie tam nie było.
Od piątkowego wieczora do niedzielnego późnego popołudnia będę gdzieś między Żoliborzem, Mokotowem, Centrum a Pragą.
Ma ktoś ochotę na spotkanie ?

You make me want to be a better man

Założę się, że between nie widział tego filmu.
A jak widział, to niczego z niego nie zrozumiał.

„As good as it gets” czyli Lepiej być nie może, to jeden z moich ulubionych filmów pozwalający wierzyć w to, ze to właśnie miłość jest tą siłą która powoduje, że chcemy coś w życiu zmieniać, na coś się zdobywać, że chcemy iść do przodu.
Melvin miał swoje totalne dziwactwa ale powiedział w tym filmie najpiękniejszy komplement jaki kiedykolwiek słyszałam.
Komplement który sobie zapożyczyłem i pod którym mogę się podpisać bo zachowuję się tak samo gdy jestem zakochany i gdy mi na kimś zależy.

„You make me want to be a better man”

Nie jest ze mną na tym polu najlepiej ostatnio.
Nie mam ochoty na sex, nawet straciłem zainteresowanie facetami.
Po prostu, żaden mi się nie podoba.
Depresja i marazm.
Wiem, że to przejdzie, tylko potrzeba trochę czasu.
Choć nie tak dawno rozmawiałem z Helio i on podzielił się ze mną swym przemyśleniem, że może bycie singlem nie jest takie straszne nawet na dłuższa metę.

Lux się do mnie odezwał.
Tak sam z siebie.
I od razu część znajomych zapaliła mi ostrzegawcze lampki z napisem „Ale Ty nie zamierzasz do niego wrócić, prawda?”
Nie, nie zamierzam.
On teraz po prostu płaci cenę tego, że zmieniając faceta właściwie odciął się od starych znajomych, bo wszedł w inne kręgi.
Teraz po prostu się nudzi.
Chwilowo.
Gdy sytuacja wróci do normy znów będzie do mnie dzwonił od wielkiego dzwonu albo jak będzie czegoś potrzebował.
„Był czas przywyknąć” jak mówiła matka Pawlaka w Samych Swoich, choć nie ukrywam, że chciałbym mieć z nim po prostu normalny o dobry kontakt.
Tyle tylko, żeby było normalnie to najpierw trzeba sobie pewne rzeczy wyjaśnić, być może za niektóre przeprosić, przyznać się do popełnionych błędów.
Po cichu mam nadzieję, że dzwoniąc do mnie nie robił tego tylko z nudów.
Naiwniak ze mnie ?

Orły 2006

Zacznijmy od plusów, bo jest ich zdecydowanie mniej.
Największym z nich jest to, że to pierwsza jakakolwiek gala od co najmniej roku której nie prowadziła Grażyna Torbicka. I właściwie w tym momencie cała reszta przestaje być ważna.
Młody (jeszcze) Stuhr jak zwykle rewelacyjny choć nawet jego konferansjerskie talenty na niewiele się zdały, bo co tu dużo mówić była to raczej kolejna stypa naszej kinematografii niż rozdanie nagród filmowych w prawie 40 milionowym kraju.
Mam odważną propozycję dla szanownej Akademii by do przyszłorocznego typowania do Orłów włączyć branżę porno to wtedy będzie chociaż po pięć filmów w każdej kategorii.
Patrząc bowiem na nominacje można odnieść wrażenie, że nasza kinematografia plasuje się gdzieś tak pomiędzy Ugandą a Zimbabwe. A będzie gorzej, bo nagrodzony dziś Hoffman nakręcił już wszystkie dzieła Sienkiewicza, pozostałe lektury szkolne też już zekranizowane, a On odbierając nagrodę odgrażał się, że jeszcze coś nakręci.
Oczywiście w Polsce można by i 1000 filmów kręcić rocznie ale do Orłów i tak zawsze zgłoszą jakiegoś gniota Pana Pralki (Zanussi). Czy on ma tam dożywotni przydział ?
Wracając do samych nagród.
W tym roku powinny zmienić nazwy na Komorniki, wszystko bowiem przypadło filmowi Falka.
Skądinąd bardzo dobremu filmowi… dokumentalnemu, co oznacza ni mniej ni więcej że ubiegłoroczne filmy fabularne dostały „po pysku” i nadają się do kosza.

TV-Man

Telewizja chyba mnie lubi.
Wczoraj dobry odcinek Kuby z Kazią a dziś najpierw ceremonia rozdania Orłów 2006, później Brit Awards na TV4 a potem a na koniec zupełnie niezamierzenie trafiłem na Jedynce na jeden z moich ulubionych filmów, „As good as it gets” (Lepiej być nie może).

Miało być o Kazi.
Nie wiem co w tej kobiecie jest ale dla mnie jest fascynująca.
Nie do końca zgadzam się z pewnymi szczegółami wygłaszanych przez nią kwestii ale z sensem całego przesłania utożsamiam się w 100 %.
Dla mnie jest elektryzująca.
Przykuwa uwagę.
I mimo, że jestem raczej człowiekiem nastawionym w życiu bardziej na opcję „mów” niż „słuchaj” to przy niej mi się to odmienia.
Lubię jej słuchać.

Wczoraj u Kuby jechała po wszystkich.
Potrafiła delikatniej niż Kuba tego oczekiwał powiedzieć o sobie, ale tylko tyle ile sama chciała.
Nie dała mu się sprowokować.

Poza tym, co już napisałem, że w swoisty sposób ją „kocham” to dziś chciałbym dodać, że jeszcze niezwykle ją cenię.
I miło by było poznać ją kiedyś.

Kocham Kazię

Pewnie wszyscy teraz o tym będą pisać, bo to takie nośne jest.
Kazia u Wojewódzkiego.
Jutro mam dyżur w pracy, więc będę się zapewne nudził jak mops to coś więcej o tym napiszę co dziś się wydarzyło u Kuby.
Na ten czas mogę powiedzieć, że moja miłość do Kazi urosła.
Wspaniała kobieta.

Buy me, please !!!

Tak ze 2 lata temu odkryłem dziwną przypadłość Media Marktów w Polsce.
Niby sieć a każdy market może mieć własne ceny.
Nawet jeśli oba sklepy są w jednym mieście.
W Galerii nie przeceniają płyt.
W M1 tak.

Byłem dziś zawodowo w centrum, i jak skończyłem nagranie to podskoczyłem jeszcze do WKU żeby się upewnić, że moje erotyczne sny o orgii w jednostce wojskowej na zawsze pozostaną sennymi marzeniami bom przeniesiony do rezerwy.
Uff.

Potem wypad do wspomnianego już M1.
Kusił trójpak Gwiezdnych Wojen.
Tych starszych czyli IV, V i VI część.
W sumie tylko 129 zł.
Ale jeszcze muszę się trochę zastanowić (czyt. poczekam na aktualne wyciągi)
Za to na półce z wyprzedażami znalazłem płytę „Songs about Jane” zespołu Maroon 5.
No żal było nie wziąć skoro kosztowała tylko 29 zł.
Na razie brzmi nieźle.
Jestem na 5 utworze i tak na zmianę mamy coś ostrzejszego i balladę.
Przyjemnie się słucha.
Taka lekka odmiana od klimatów klubowych w których ostatnimi czasy częściej przesiaduję z racji pracy.

Żara Kaczyńska

Cenzura nie śpi.
Wczoraj dyrektor TVP 1 Maciej Grzywaczewski zdjął materiał o nowym ministrze skarbu Wojciechu Jasińskim i jego związkach z Jarosławem Kaczyńskim. Poszło o dialog z reporterem.

Wojciech Jasiński: + My byliśmy mniej więcej normalnymi ludźmi.
Mikołaj Kunica – Piwko?
+ Tak, bywało
- Koleżanki?
+ To akurat z Jarosławem Kaczyńskim nie.

Guy or gay but not a queer or faggot.

Odświeżyłem swój profil na jednym z serwisów.
I nie z racji tego, że koniecznie chcę kogoś poznać, bo wręcz przeciwnie jakoś nie mam na to ochoty a zrobiłem to bardziej z nudów.
Nudziłem się w domu to i poklikałem sobie.
Efekt przerósł moje najśmielsze oczekiwania.
Ja wiem, że to zawsze trochę działa jak zasada „świeżego mięsa” w klubie i pewnie za chwilę pojawi się ktoś nowy którym wszyscy będą się ekscytować a o mnie wszelki słuch zaginie ale nigdy bym nie liczył na takie zainteresowanie swoją osobą.
I tyle ciepłych słów pod moim adresem.
I fell like a film star on red carpet before the Kodak Theatre, when everybody wants to touch you, fans and media people screaming “Oh God, look at him, he’s absolutely gorgeous”.
Wow.
W sumie to bardzo miłe i niezwykle łechczące moją próżność.
No i wyszło, żem pusty jak bębenek w środku.
Ja wiem, że to trochę jak sen i zaraz wszystko wróci do rzeczywistości ale co tam.
Fuck it, and let’s have some fun.

Filmowe Ctrl+C, Ctrl+V

Nie masz chwilowo pomysłu na siebie ?
Skopiuj to co już wymyślono.
Nie trać czasu na wymyślanie prochu, bo to nie ma najmniejszego sensu.

Judyta w „Nigdy w życiu” byłą szarą sfrustrowaną myszką gdy odszedł od niej mąż.
Nie miała na nic siły, nic się jej nie chciało.
Wiadomo, że w takich okolicznościach nie zainteresowałaby sobą nawet ślepca, ale gdy złapała wiatr w żagle szła, co ja mówię, defilowała korytarzem z podniesioną głową i wtedy los się odmienił.
Wszyscy chcieli się z nią umawiać.
Nie mogła się opędzić od adoratorów.

Oczywiście, ktoś powie, że to film a życie ma z nim tylko tyle wspólnego, że i w rzeczywistości i na ekranie Paweł Deląg zawsze jest brzydki a Grażyna Wolszczak i tu i tu ma cellulit, ale nie o tym teraz. Biorąc powyższe pod uwagę postanowiłem iść przez życie z podniesioną głową.

Co z tego, że znów formalnie jestem singlem.
Przecież ciągle mam kogo kochać.
Kocham najwspanialszego faceta na świecie – SIEBIE !!!
Już Oscar Wilde pisał, „Pokochać siebie, to początek romansu na całe życie

Po tygodniach posuchy wybrałem się w ostatnią sobotę do Narra.
Fakt nie miałem pomysłu w co się ubrać, więc włożyłem jeansy i najzwyklejszą podkoszulkę. Żaden lans.
Szalałem na parkiecie jak dawno nie i… czułem na sobie oczy a w jednym wypadku nawet ręce i ciała współtancerzy.
Dwóch dość sympatycznych facetów namiętnie śledziło mnie wzrokiem a jeden z nich kilka razy zbierał się na odwagę by podejść, ale ja mu złośliwie uciekałem i czarowałem wzrokiem i uśmiechem.
Skoro to Targowisko Próżności, to bawmy się wedle jego reguł, tym bardziej, że trwa karnawał.

Ja wiem, że takie życie na pokaz to nie moja dyscyplina, ale traktuję to jako aktorską wprawkę.
Znam siebie i wiem, jaki jestem naprawdę.
Wiem, że po każdym związku muszą być aspirynki i czas który jest najlepszym lekarzem.
Jakoś nie mam teraz ochoty na seks, więć aspirynki odpadają ale poflirtować zawsze można.

U mnie „czas” trwa 9 miesięcy.
Swoista ciąża.
Zresztą prawie wszystkie horoskopy dla mnie na ten rok które przeczytałem i w które zupełnie nie wiem dlaczego wierzę, jak jeden mąż twierdzą, że uwierzę znów w miłość na przełomie października i listopada tego roku, bo wtedy pojawi się ktoś kto tę wiarę przywróci.
No 9 miesięcy jak w mordę dał.

Po Luxie poznałem Tego Mojego, czyli petru.
Wtedy kubu zarzucił mi, że szybko się pocieszyłem.
Trochę flirtowaliśmy, może gdzieś w duszy na coś liczyłem ale nic z tego nie było.
Może i lepiej, bo dziś jesteśmy dobrymi znajomymi a to zawsze coś.
Nie chcę zapeszać, ale teraz Tym Moim mógłby zostać Nicolas.
Fajnie byłoby mieć takiego znajomego.
To co, mały flirt ?

Dobre strony bycia porzuconym.

Przede wszystkim dużo złej energii można przemienić w pożyteczne czynności codzienne.
Wprawdzie nie zamierzam uczyć się włoskiego czy remontować kuchni choć Diane Keaton gdy porzucił ją Jack Nicholson w „Lepiej późno niż później” tak właśnie zrobiła i to jej pomogło.
Nie ogarnął mnie też niestety twórczy szał, dzięki któremu napisałbym powieść niczym sławny sąsiad Bee.
Choć właściwie to muszę nad tym pomyśleć, bo może podreperowałoby to mój budżet.
No i potem mógłbym to nagrać na płytę i zgarnąć kolejną kasę od wszystkich którzy chcieliby posłuchać mojego czarującego głosu.
Nawet mam już tytuł: „ON czyli kto?”
Hmmm, pomyślę nad tym.

Ta notka powstawała w głowie bardzo szybko.
Jej zarys pojawił się w pierwszych dniach lutego… więc patrząc z dzisiejszej perspektywy jest ona już totalnie nieaktualna, bo prawie wszystko się zmieniło.

Co wydarzyło się w tym czasie ?
O to długa lista jest.
W kilka dni po powrocie na łono singli doprowadziłem swój pokój do stanu w którym mógł on spokojnie konkurować z laboratorium badawczo-testowym broni biologicznej.
Z podłogi można było jeść a przelatujący pyłek powodował włączenie się alarmu.
W ciągu dwóch dni przejrzałem stosy papierów za które nie mogłem się wziąć od roku.
Zmieliłem na niszczarce 3 kalendarze.
Posegregowałem faktury, wyciągi i inne wszelakie rachunki.
No jak widać, powinni mnie częściej rzucać.

Obejrzałem wreszcie w spokoju trzy pierwsze części Gwiezdnych Wojen wzruszając się na Zemście Sithów przemianą Anakina w Dartha Vadera.
Bee nigdy nie oglądał Sagi, więc nie zrozumie o czym mowa, a szkoda bo jest tam tyle wspaniałych odniesień.
Do „nas” pasowałyby ostatnie słowa Padme wypowiedziane na łożu śmierci.
Do sytuacji politycznej kraju, Padme mówiąca „A więc tak umiera demokracja, w burzy oklasków” bo Pakt Stabilizacyjny PiSiorów to przecież wypisz wymaluj przekształcenie Republiki w Imperium. Zresztą Głowa, choć z racji wzrostu raczej, Główka Narodu taka podobna do Lorda Sitha.

Co dalej ?
Zdążyłem się rozchorować.
A to wszystko przez hip-hop, bo miałem zastępstwo za Bla podczas jej nocy i wróciłem rano do domu chory.
Wniosek: hip-hop szkodzi !!!
Całe szczęście była to grypa XXI wieku, czyli full-express.
Jak się okazuje w dzisiejszych czasach nie tylko ludzie nie mają na nic czasu, zarazki i inne wirusy również. Wpadają takie do organizmu, robią co swoje, powodując gorączkę, bóle wszelakie i spadają za 2 dni dalej.
Całe chorowanie trwa 3 dni, i weź tu teraz wytłumacz pracodawcy, że to grypa była a nie kac.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie zadziałała żelazna pozycja akcji „jestem porzucony”, nie schudłem ani grama.
Może Bee ma racje, że to nie była miłość tylko zauroczenie.
Chyba powinienem wysnuć jakąś teorię, jak sprawdzić czy to co się właśnie zakończyło było miłością czy nie.
Jeśli schudłeś – to była miłość.
Jeśli nie – no sorry brachu, tylko zauroczenie.

No dobra… kogo ja tu oszukuję.
Przecież próbą obśmiania to ja mogę zamydlić oczy jakimś małolatom a nie rozumnym czytelnikom mojego bloga a przede wszystkim sobie.
Liczyłem, że coś z tego będzie, bo Bee to fajny facet.
Ale chyba zbyt idealny.
Nawet sam dla siebie.
Spokojnie.
Dojrzeje.
Zrozumie.
Ktoś kto z nim będzie, będzie miał sporo szczęścia.

Co jeszcze ?
Słucham dużo muzyki i staram się nie dołować.
To smutne, ale z wiekiem człowiek radzi sobie z takimi sytuacjami porzucenia coraz lepiej.
Oczywiście brakuje mi jego delikatnej dłoni gładzącej mnie po głowie podczas oglądania filmu, brakuje mi jego smutnych oczu i zawadiackiej bródki która tak przyjemnie miziała podczas pocałunków.
Seksu też brakuje, bo akurat pod tym względem dostawałem od Niego wszystko czego chciałem.
Ale mówi się trudno i żyję się dalej.

Wracając jeszcze na chwilę do muzyki.
Pewnie każda para ma jakąś swoją piosenkę, coś co brzmiało w uszach gdy się poznawali.
My też mieliśmy taki utwór.
To „You’re beautiful” Jamesa Blunta.
W oczekiwaniu na płytę z Warnera ściągnąłem sobie cały album eMulem a w sieci znalazłem teksty.
I… zastanawiające są ostatnie dwie linijki.
Oczywiście możecie dowolnie się z tego śmiać, że teraz naginam rzeczywistość ale wcześniej tego nie słyszałem w tym utworze.

„But it’s time to face the truth,
I will never be with you.”