Lipcowy Wrocław cz.1

No dobra – wiem, że ta notka powinna się pojawić zaraz na początku lipca, ale…
Mniejsza.

Ostatniego dnia czerwca wybraliśmy się na weekend do Wrocławia.
Piszę –śmy bo do Wrocławia jechał ze mną Miszal.

Dla mnie ten weekend miał być wyprawą o tyle ciekawą i ważną ale chyba przede wszystkim wielką niewiadomą.
Z jednej strony główną przyczyną wyjazdu był Festiwal Creamfields gdzie miałem zobaczyć na żywo swoich ulubieńców: Shapeshifters, Kosheen, Deep Dish i przede wszystkim Boba Sinclara, ale nie zapominajmy o tym, że miała to być moja pierwsza od Sylwestra i od czasu rozstania się z betweenem wizyta we Wrocławiu.
U niego nocowaliśmy.

A dodatkowo ja zapowiedziałem, bardziej w ramach przekomarzania się niż realnych planów, że zamierzam spać z betweenem w jednym łóżku.

Spóźnieni dobrnęliśmy do Wrocka w piątek wieczorem, wniesienie bagażu i od razu wyprawa do H2O.
Lubię ten lokal, choć właściwie to sam do końca nie wiem dlaczego, bo muzycznie to DJ WINAMP, czyli żadna rewelacja, wystrój jak ludowa chata też nie powala – więc chyba tylko przez sentyment do tego co mnie łączyło z tym miastem.
Podobno Scena znów działa, ale doniesiono mi, że to już nie to co dawniej i szkoda tam iść.
W H2O był „mój” Oscar, na którego widok zawsze się ślinię, no bo piękna z niego bestia co by nie mówić i moje kochane Skjeti, czyli sąsiad Marcina, którego bardzo, bardzo lubię.
Szkoda, że u Skjeti nie mam szans ;-(

W klubie between pobił rekord w szybkości podrywu – wystarczyła mu jedna piosenka, podczas której upatrzył „ofiarę”, zbliżył się do niej, omotał i podczas ostatnich taktów już z „ofiarą” tańczył blisko. Bardzo blisko.
Resztę wieczoru spędzili razem.
Miszal był bardziej powściągliwy bo względem upatrzonej „ofiary” zastosował technikę długofalową.
Ja, i to wcale nie jest żadne wybielanie się, jakoś nie miałem tego wieczoru ochoty na podryw.
A że mnie nikt w klubach nie podrywa to do tego już przywykłem.
Przed 3:00 wyszedłem i czekając w samochodzie na „gwiazdy” usnąłem.
Z klubu wytoczyli się po 5:00 i obudziwszy mnie pojechaliśmy spać.
Pierwszy raz w życiu zdarzyło mi się, że prowadziłem samochód prawie w pół-śnie.
Podobno nawet potrąciłem gołębia.
Nie pamiętam.
Gdy dotarliśmy do domu obrałem azymut na łóżko i tak zakończyła się pierwsza noc we Wrocławiu.

Gdy obudziłem się po kilku godzinach stwierdziłem, że Marcin śpi z Miszalem.
Chyba bał się położyć obok mnie.
Słusznie ?

Łódzki piątek

Dziś pierwszy piątek od trzech tygodni którego mniej więcej w tym czasie nie spędzam w samochodzie w korkach między Jankami a Nadarzynem.
Choć w sumie to lubiłem te podróże.
Przynajmniej Niedźwiedzia można sobie posłuchać spokojnie w samochodzie.
O właśnie, za kilka minut kolejne notowanie lp3.

Pusta notka

Z racji tego, ze ciągle zapowiadam, że nowa notka już w drodze, już za chwilę będzie, już właściwie wykrystalizowała się w głowie tylko trzeba ją przelać na kompa ale efektów nie ma i nie macie co czytać i co komentować więc daję Wam drodzy czytelnicy tę pustą notkę byście mogli spokojnie wypisać się w komentarzach.
Do woli.
O czymkolwiek.

A w tzw. międzyczasie MOŻE napiszę notkę, która w głowie znów siedzi.

nie bożyszcz

Byłem w Warszawie.
Powszechnie wiadomo, że podróże kształcą to i tym razem też jestem bogatszy o pewną wiedzę.
O sobie.
nie bożyszcz… nie ideał… ktoś…
I co ja mam o tym sądzić ?

Respect Elton

Sopocki festiwal najlepiej smakuje gdy jest się tam na miejscu.
Gdy w czasie nudnych występów idzie się na ploty i kawę do Centrum Prasowego lub kawiarni pod sceną a podczas występów gwiazd zajmuje się pierwszy rząd przed samą sceną zaraz po tym jak zwolnią go fotoreporterzy i z grupą zaprzyjaźnionych dziennikarzy szaleje w rytm tego co płynie z głośników.
Oj występ Lionela będę pamiętał do końca życia.
Albo recital Urszuli podczas którego artystka zbiegła do nas i wspólnie śpiewaliśmy jedną z jej piosenek machając do kamery znajomym.
Wiem co mówię, bo kilka festiwali tak zaliczyłem.
No ale teraz moja firma już mnie tam nie wysyła.
Oszczędności.

Nigdy jakoś specjalnie za Eltonem nie przepadałem.
No owszem, ładne piosenki i ballady które wyznaczają poziom trudny do osiągnięcia przez konkurencję ale… to nigdy nie był taki bardzo „mój” artysta.
Dlatego wczorajszy koncert przyznam szczerze oglądałem tak bardziej jednym okiem.
Pewnie w ogóle był przełączył na coś innego gdyby nie Miszal, który był u mnie i chciał zobaczyć występ Eltona.
Wiedziałem, że Wałęsa wręczy Eltonowi Złotego Słowika za całokształt twórczości, bo tvn zadbał by było o tym głośno.
Jednak zupełnie zamurowało mnie gdy Elton rozpoczął swój „speach”.
To było coś na co ŻADEN polski artysta i to nie ważne czy gej czy nie-gej, nigdy by się nie zdecydował.
W ogóle mam wrażenie, że po raz kolejny okazało się, że nam Polakom o pewnych sprawach dziejących się w NASZYM kraju głośno mówić mogą tylko obcokrajowcy.
„Jestem tylko piosenkarzem. Bardzo się cieszę, że słuchając mojej muzyki możecie na kilka godzin zapomnieć o codziennych troskach. Ale jestem też gejem i doskonale wiem o przypadkach przemocy, jaka wobec gejów ma teraz miejsce w Polsce. Zostawcie gejów w spokoju, my tylko chcemy być sobą i żyć spokojnie”

Wielki szacunek za te słowa.
Oznaczają one nie tylko moralne czy duchowe wsparcie ale przede wszystkim są sygnałem, że próba izolacji Polski na świecie nie powiedzie się.