Żałoba czyli trzy dni obłudy.

Wreszcie ktoś o tym napisał.
Przyznam szczerze, że trochę mnie ubiegł bo sam miałem ochotę popełnić taki tekst ale skoro już on powstał to pozwolę sobie zacytować fragmenty dodając parę słów od siebie.

Nie ulega kwestii, żałoby wychodzą u nas coraz bardziej profesjonalnie. Stacje telewizyjne szybko wrzucają logo w czerń albo opatrują je czarną pętelką, podobnie zmienia się kolor internetowych winiet i pierwszych stron gazet, a przyuczeni dziennikarze gładko sypią dyszoszczypatielne frazy: „Wszystkie polskie serca przepełniła żałoba”, „Cała Polska łączy się w bólu”, „Wszyscy płaczemy razem z rodzinami ofiar” i tak dalej.

To prawda.
Niedługo pewnie powstanie firma „Profesjonalne Żałoby na WWW”
Sam nawet zażartowałem, że mój czwartkowy program telewizyjny powinien pójść o krok dalej niż tylko czarne logo stacji i być nadawany jako czarno-biały.

Zginęło 23 ludzi. Każdego weekendu o kilkunastu więcej ginie na polskich drogach, ale to nie jest żaden news, nie ma do pokazania zapłakanych wdów i sierot zebranych w jednym miejscu, więc nikt z tego powodu nie będzie urządzał żałobnego cyrku (…)

Bądźmy poważni: trzydziestoparomilionowy naród nie znieruchomieje na trzy dni w bólu z powodu śmierci dwudziestu kilku osób. Nikt nie jest w stanie aż tak się przejąć tragedią kogoś, o kim tylko słyszał.

Najlepszym tego przykładem była ulica Piotrkowska wczoraj kilkanaście minut po północy.
Ulica pełna gwaru, śmiechów i przemierzających ją ludzi poszukujących jak co tydzień weekendowej rozrywki.
Cabaret zamknięty ale coffees & toffiees już nie.
Nie wiem jak reszta.
A zamiast jakiejkolwiek, nawet szczątkowej, atmosfery zadumy złorzeczenia na kaczkę że żałobę ogłosili i imprezy odwołane lub lokale pozamykane.

Żałoba kończy się dziś o północy.
I z pewnością Ci którzy gdzieś dziś wyjdą odczują fakt, że wybije północ.
Część lokali się wtedy otworzy a w pozostałych podkręcą bass.

Całość artykułu znajdziesz tutaj

Z przeszłości

Opisywanie tego co się wydarzyło dwa lub trzy miesiące temu idzie mi zdecydowanie lepiej niż pisanie tego co dzieje się teraz.
Może ze mną tak jest, że ja muszę to przetrawić, coś gdzieś tam musi się odleżeć.

Ostatnio w ramach jesiennej nostalgii podczas przepysznego obiadu w Anatewce pomyślałem o takiej pięknej piosence „Co się stało z naszą klasą?”
Równie dobrze mógłbym to odnieść do siebie i zapytać co się stało z naszą grupą blogowych znajomych.
Tylko po co mam pytać jak znam odpowiedź ?
Gorzką odpowiedź.
Tej grupy już nie ma.
I nigdy już nie będzie.
Czas przeszły dokonany.
Jedni za granicą, inni się porozwodzili lub powymieniali facetów zrywając w ten sposób jakieś więzi i kontakty.
Ktoś się z kimś pokłócił, obraził, nie chce już więcej widywać czy nawet przebywać wspólnie.
Pewni ludzie zupełnie się wyalienowali i zaprzestali bywania, ginąc tym samym towarzysko.
Ktoś wyjechał i pobiera nauki daleko stąd, jeszcze inni sprzedają domy, kupują mieszkania i znikają z orbity.
Czasem tylko zadzwoni telefon, ale i to z rzadka, z pytaniem co u Ciebie i że może warto się spotkać.
Zawsze odpowiadam, że wszystko w porządku i jak tylko będzie okazja to koniecznie trzeba się zobaczyć, bo to przecież tyle już LAT.

Kiedyś będąc dzieckiem dziwiłem się jak jechaliśmy gdzieś w gości i rodzice mówili, że z jakąś tam ciocią czy wujkiem nie widzieli się od 20 lat.
Powoli zaczynam to rozumieć.
I nie dziwić się temu już tak bardzo.

I choć kłamię mówiąc, że wszystko jest OK. bo tak naprawdę wcale nie jest dobrze, bo świat z przed kilku lat umarł – to chyba tylko ja z tego powodu odczuwam jakiś tam dyskomfort.

A może to wszystko nie najlepiej świadczy o mnie, bo wszyscy poszli do przodu a ja zostałem gdzieś daleko w tyle, sam z garścią rozsypanego grona znajomych.

Nadrabiam

Nadrabiam – to moje ostatnio ulubione słowo.
Nadrabiam notki z okresu kiedy nie chciało mi się pisać.
Nadrabiam też kinowe zaległości.

Ostatnio byłem na „Sezonie na misia”.
Przereklamowane.
To chyba pierwszy z całej tej serii animowanych filmów, który zrobiono z myślą o dzieciach.
Ale nie dorosłych, którzy czują się dziećmi ale faktycznie o dzieciach.
I tylko by rodzice którzy z nimi przyszli nie posnęli z nudów wrzucono kilka tekstów m.in. o PiS-ie.

W ramach nadrabiania muszę jeszcze koniecznie wybrać się na Diabła ubierającego się u Prady.
A w kolejce już czekają nowości.
I to tym razem polskie.
Job – oj będzie zaJOBiście.

Ludzkie dzieci

Wybrałem się bo mnie zaintrygował trailer.
Film dość przejmujący ale może tylko na mnie tak podziałał, bo trochę ostatnio zdołowany chodzę.
Ogólnie przygnębiający i to nie tylko tematyką ale tez zdjęciami.
Niestety chwilami przewidywalny i to nie tylko w kwesti gorzkiego ale jednak happy-endu ale tego, kto, kiedy i do kogo będzie strzelał.

Czy wart obejrzenia.
Tak, ale chyba raczej na DVD w długi zimowy wieczór niźli w kinie.