I pamiętaj kopiuj rozsądnie.

Dwa tygodnie temu, w pierwszą sobotę Nowego Roku cała ekipa znajomych wybrała się do Narra.
Do NOWEGO Narra.
No bo trzeba zobaczyć.

Mnie się lokal podoba.
Ale to takie podobanie się na zasadzie jest zdecydowanie lepiej niż było.
I żeby było jasne mówię o wystroju… nie o muzyce (choć na Loli, Matrix serwował całkiem niezłą muzę… jak nie On)
Oczywiście nie wszyscy są tego zdania.
GE chyba się nie chciało opisywać przybytku więc wykorzystał to co Teresa naskrobała.
Dla niewtajemniczonych Teresa to tylko pseudonim naszego wspólnego znajomego.
Swoją drogą to bardzo sympatyczny i inteligenty gość uroczo i niesamowicie zgryźliwy i cyniczny.
Ja nie komentowałem notki, bo musiałbym tylko napisać, że jak się ma takie podejście to trzeba siedzieć w domu a nie balować po lokalach, a alko kupować w Makro to wtedy wyjdzie jeszcze taniej.
W skrócie – moim zdaniem Teresa czepiał(a) się trochę na siłę.
Tak dla zasady żeby się tylko przyczepić.

No ale dziś to już nie wypada nie skomentować całej sprawy.
Wstaję rano, sprawdzam pocztę a tam Gaylife pisze, że Teresa bloguje o Narra.
Początkowo myślałem, że to automat powiadamiający o nowych notkach u Ge zwariował ale jednak nie.
Wchodzę na ten „portal” i co widzę:
„Gejowski blog – to jeden z lepszych gejowskich blogów w sieci. Pisze go od lat gej w średnim wieku, który z rodzinnej Łodzi wyemigrował do Wielkiej Brytanii, ale często nawiedza rodzinne strony. Oto jego surowa ocena dyskoteki gejowskiej w Łodzi – Narraganset na nowej lokalizacji.”
I dalej cała przeklejona notka.

I co z tego wynika dla szerokiej publiczności ?
Ge = Teresa
hłe, hłe, hłe
Ge mieszka na stałe w UK
hłe, hłe, hłe
Ge jest w średnim wieku
No to ostatnie akurat się zgadza… ale to raczej na zasadzie ślepej kurze ziarno.
A już tak bardziej na serio:
Portal Gaylife = nie wiemy o czym piszemy ale piszemy.

Uroczo się rozpoczął ten tydzień prawda…

Kameralnie

To miło, że dziś w Narra dobrze bawiło się 20 osób.
Ja jednak czułbym się zdecydowanie lepiej gdyby dobrze bawili się wszyscy.
No cóż… ale DJ robił wszystko by było to niemożliwe.

Jakie jest nowe Narra ?
Ogólnie bardzo bardzo fajne… naprawdę mi się podoba.
Wszystko o wiele bardziej eleganckie i przede wszystkim już nie takie siermiężne jak dawniej.
No i póki co – nowe.
Szkoda jednak, że muzyka nic a nic się nie zmieniła.

Teraz spać a dziś (sobota) wieczorem… LOLA LOU.

Lekka doza przerażenia

Zawsze zazdrościłem ludziom, którzy nigdy nie musieli użerać się z syfami na twarzy.
Wprawdzie takiego prawdziwego trądziku nigdy nie miałem ale co rusz jakieś paskudztwa pojawiają się tu i ówdzie.
Walczę z nimi na wszelkie sposoby i co z tego, że wygrywam jak jest to niekończący się bój.
Jeden zniknie dwa się pojawią.
I tak w koło Macieju.

Od czasu jak pracuję dla wszechwładnego medium przed każdym programem muszą mnie umalować.
Początkowo podchodziłem do tego jak do przykrej konieczności.
Ostatnio ku mojemu lekkiemu przerażeniu zaczynam się sobie podobać z pełnym make-up’em
Żadnych przebarwień, niedoskonałości i tym podobnych rzeczy.
Twarz idealna… taka żywcem wyjęta z marzeń.
Czy to już jest groźne dla psychiki czy jeszcze wszystko ze mną OK ?

Springfield

Jakoś nigdy nie miałem szczęścia do tego sklepu.
Może dlatego, że nigdy nic nie mogłem tam dla siebie znaleźć. I nie chodzi o rozmiary czy kolory a bardziej o fasony i ogólnie o stylistykę.
No i oczywiście o ceny, które moim zdaniem mieli zupełnie w oderwaniu od oferowanego towaru.
Mimo tego ostatnimi czasy SPF cieszył się wręcz wspaniałą sławą wśród znajomych gejów.
Wszyscy wychwalali, że ach i och.

Jest taki ktoś kto ma na mnie ogromny wpływ i z Jego zdaniem zawsze się liczę.
Ostatnio siedząc przy naleśnikach powiedział:
- Eeee, no nie mów, że nic Ci się tam nie spodobało. Idź sam i na spokojnie pooglądaj. Daj szansę.
Dałem wczoraj.
Z totalnie zjebanym humorem (nienawidzę tego jednego kamerzysty) pojechałem do Manu na późno-wieczorne zakupy.
20 minut w przymierzalni ZARY… i nic, bo jednak 130 zł, za fajną ale wciąż zwykłą koszulę w kratkę, to ciut za dużo. Choć pewnie i tak wcześniej czy później ją kupię, bo jest zajebista.
No i na deser chwilę przed zamknięciem właśnie Springfield.
Pierwszy wybór.
Sztruksowa marynarka.
Ale coś z nią znów było nie tak.
Przymierzyłem kurtkę.
Już trochę zrażony więc tak bez przekonania… i o dziwo nieźle leżała. Jeszcze szybciej zmieniłem zdanie gdy zobaczyłem naklejkę -50%

Widać trzeba słuchać pana od naleśników.
Szkoda, że On zajęty.

Kula szpiegula czyli baśń o anonimowym Internecie

Zajrzałem do statystyk.
I złapałem się za głowę.
Rok 2006 był najgorszym pełnym rokiem w historii mojego bloga jeśli chodzi o liczbę odwiedzających.
Odwiedzin w latach:
2004 – 24.912
2005 – 33.269
2006 – 24.075
No ale jak się pisze mało to potem nie należy się dziwić.
Więc się nie dziwię i obiecuję poprawę.
Ciekawe czy tym razem uda się dotrzymać obietnicy.

Poza tym znów okazuje się, że geje są jakby do przodu ze wszystkim.
Nie tak dawno przeczytałem gdzieś, że rok 2006 był rokiem blogów.
W Polsce oczywiście…
Kto żyw, zakładał bloga.
Politycy, artyści, dziennikarze.
Blogowe szaleństwo dotknęło wszystkich.
No prawie wszystkich bo geje… raczej już zamykali swoje blogi – albo przestawali je pisać vide eguś & raand.

Blogowe podwórko linków kurczy się z każdym miesiącem.
I tak naprawdę muszę przyznać, że z tzw. starej gwardii to nie ma już kogo czytać.
Może podsuniecie w komentarzach kilka ciekawych linów gdzie sami zaglądacie i zarekomendujecie innym godne polecenia internetowe dzienniki.
Miejsca sporo i wystarczy dla wszystkich.

No ale żeby nie było, że samo narzekanie – to chciałbym uhonorować stałych czytelników którzy zaglądają tu codziennie obojętnie czy jest coś nowego czy nie.

Codziennie rano wpada sejm.gov.pl – pozdrowienia dla elit rządzących.
Od jakiegoś czasu regularnie odwiedza mnie użytkownik iPlusa – gprspla.plusgsm.pl – i jak działa to cudo, bo sam się zastanawiam nad nabyciem, warto ?
Energii dostarcza gość z Częstochowy – enion.pl – pozdrawiamy, pozdrawiamy.
Korpus dyplomatyczny reprezentuje abnamro.nl – dag
A świat ducha goście z kul.lublin.pl (tylko dlaczego o tak późnej porze)

Zastanawia mnie jeszcze tylko ta rozanka.wroc.pl… ale i do tego doję.

Pozdrowienia dla wszystkich stałych, wiernych a nie wymienionych bądź zdemaskowanych tutaj czytelników. Wszystkim nieśmiało przypominam o tym, że można wpisywać się do księgi gości

Wersja zimowa… na razie bez śniegu.

Wczoraj zaszalałem z kolorystyką bloga.
Proszę mnie zrozumieć i wybaczyć czerwone szaleństwo – bo wedle najnowszych badań okulistycznych jestem prawie ślepy.
Dobrze, że prawie robi jeszcze jakąś różnicę.
Choć nie wszystkim.
Moherom nie.
„Zostań z nami, zostań z nami”

Dziś spotkanie z byłym-niedoszłym.
Oglądałem zdjęcia z Zakopanego.
Świąteczna.
I oni tam śnieg mieli.
Tak mi się jakoś tęskno zrobiło do zimowej aury – choć gdyby się niespodziewanie w nocy pojawiła, to rano klął bym na czym świat stoi, że samochód muszę odśnieżać.
No to postanowiłem pokolorować blog na zimowo.
Może to sprowokuje zimę…

Kolorowy xell

Będzie o ciuchach.
A właściwie o kolorach ciuchów.

Pod koniec liceum i na początku studiów przeżywałem „okres granatowy”.
Polegało to mniej więcej na tym, że kupowałem wszystko tylko w tym kolorze.
Skończyło się na tym, że otwierając szafę wszystkie znajdujące się w niej rzeczy były tylko w kolorze granatowym. Majtki, skarpetki, t-shirty, koszule i swetry.
Granat rulet.
Niezły schiz.
Matka się cieszyła, bo przynajmniej z praniem nie było problemów
A z tego okresu do dziś pozostała mi miłość do tego koloru.

Wychodzenie z granatu rozpocząłem dość ostrożnie – bo na miano ulubionego koloru zasłużył błękit.
Przynajmniej jeśli chodzi o letnie koszulki.

Kolejny odpał to „szeroko pojęte” beże
Pokochałem wszelkie ich odcienie, od jasnego piasku, przez miód aż po coś zbliżonego do oliwki.
Spodnie, bluzy, swetry i kurtki – wszystko beżowe.
Albo w okolicach.
Nawet zielono-oliwkowe buty sobie strzeliłem.
Co dziwne zauroczenie kolorem nie postępowało bo nie wpadłem jakoś w czystą zieleń, której nie wiedzieć czemu nigdy nie lubiłem.
Gdybyście pytali o mój stosunek do wojska, to ze względów kolorystycznych ja mogę służyć tylko i wyłącznie w Marynarce.

Od tej całej palety beżu blisko było do pomarańczy.
Żartowałem, że na fali ukraińskiej rewolucji ja też jestem „Juszczenko kolor”

Wiosna 2006 to romans z różem, który jak wszyscy wiedzą jest zawsze modny.
Przynajmniej w niektórych kręgach.
Co ciekawe – ja nigdy wcześniej nie lubiłem tego koloru.
Uważałem go za esencję pedalstwa.
A tu proszę, dwie różowe koszule i podkoszulka.
Może to jakiś podświadomy clothes – comming-out.

Róż doskonale komponuje się z bielą, a upalne lato przywróciło biel do łask.
Mnóstwo białych rzeczy zagościło w mojej szafie, zmieniając dotychczasowe proporcje na półce z ponadczasowymi kolorami.
Biel : czerń 1:0

Z racji tego, że lato skończyło się w tym roku gdzieś tak około połowy listopada, biel długo królowała.
No ale czas na zmiany…
Oficjalnie zaprezentowałem mój nowy kolor u Adama na imieninach.
Na tych imieninach które zamierzam bardziej szczegółowo opisać w najbliższym wolnym terminie… a wierzcie mi, jest co opisywać, bo te rachityczne opisy z innych blogów nie oddają atmosfery, tfu pikanterii wydarzeń.
Wprawdzie prezydent wszystkich moherów jak zwykle wybiegł przed szereg ale może dzięki temu mam teraz niezłe hasło reklamowe na najbliższy sezon.
Tp ja zamierzam być tą małpą w czerwonym.
Zatem drodzy czytelnicy – może Maciejem Zieniem nie jestem i zapewne po filmie bądź lekturze Diabła ubierającego się u Prady ktoś powie, ze to tylko pokłosie tego co już kilka sezonów temu odtrąbili w Mediolanie czy Paryżu ale co tam.
Najbliższy czas ogłaszam czasem czerwieni – przynajmniej jeśli chodzi o moją garderobę.
Od ognia, przez cegłę aż po burgund.
Czerwień rządzi.