UK

Zdjęcia już zgrane, teraz trafią do obróbki.
Ale jak to zwykle jest po powrotach, człowiek nie wie w co ręce włożyć tyle roboty.
A jak się do tego doda kroczące imprezy to nawet na sen brakuje czasu.

Flaga.jpg

Rush hours

Oj… bylo goraco.
Tzn ogolnie dzis jest cieplo w Londynie, ale ja nie pojechalem tym o 8.11 tylko tym o 8.21.
Skutek… na Victorii musialem czekac na nastepny Terravision na Stansted.
Wpadlem tam doslownie w ostatniej chwili, biegiem do odprawy bagazu i potem biegiem do bramki wejsciowej.
Cholera wszystkie sklepy zostaly za plecami a mialem przeciez jeszcze jakies gifty kupic.
FR 2468 LODZ – gate 45 closing time 11:00
Dochodze do bramki… 11:10
Zamknieta.
Oh fuck… no to po balu, pomyslalem
Po czym slysze, ze samolot jest opozniony.
Odlot o 12:35
Moze.

*********

Jednak odlecieliśmy… i lądując jak na mój gust przywaliliśmy całkiem nieźle w pas.
Chciałoby się powiedzieć, nareszcie w domu.
Wszystko jeździ po normalnej stronie drogi, znaki też jakieś takie większe i tylko nigdzie nic na asfalcie nie jest napisane.
No i wreszcie nasza klawiatura.
Z tymi wszystkimi ogonkami, których muszę powiedzieć, trochę mi tam brakowało a pomyśleć, że kiedyś godziny spędzone na IRC-u skutecznie mnie z ogonków wyleczyły.

Podobno czytelność bloga wzrosła i spodobały się codzienne notki.
Niektórzy nawet z wypiekami na twarzy czytali.
I już doszły mnie głosy, że może ja bym częściej gdzieś wyjeżdzał bo dobrze pisze.

O nowe notki nie musicie się póki co martwić, bo „trawienie Londynu” bedzie jeszcze trochę trwało.

Being like James Blunt

Jaka tak ze mnie dziwka…
Po prostu poszedlem do klubu poszalec, facet mi sie bardzo spodobal, ja jemu tez… wiec bawilismy sie razem.
Obroncy moralnosci moga sie czuc dumni, polska cnota zostala zachowana.
Tylko sie calowalismy.
Za to bardzo namietnie :-)

Ian, bo tak ma na imie, zostal oficjalnie moim British Prince Charming.

Pamietacie piosenke „You’re beautiful” Jamesa Blunta.
No to ja sie czuje troche podobnie.
I saw an angel.
Of that I’m sure.
(…)
But it’s time to face the truth,
I will never be with you.

I zeby nie bylo… doskonale wiedzialem ze tak to bedzie wygladac wiec o niczym wiecej nie moglobyc mowy.
Z zalozenia.
Choc w sumie obaj zalowalismy, ze On ma juz zaplanowana niedziele.
Pozostaje dzisiejsza kawa badz lunch… jesli znajdzie czas.
Byloby milo… ale bez cisnienia.
Co do fotek… to sami rozumiecie, musze zapytac o zgode.

Pan Potencjalny z ktorym flirtowalem ostatnio via net nie daje znaku zycia.
A tak chcialem sie z nim spotkac.
Ciekawe czy juz wrocil do Londynu, czy jeszcze nie ?

Piekne slonce za oknem, wreszcie zrobilo sie cieplo, wiec pedze cykac fotki.

I tego mi bylo trzeba…

… slonca oczywiscie.
A o czym pomysleliscie perwersi ?
Humor mi sie zdecydowanie poprawil… ogolne samopoczucie tez poszybowalo w gore.
Wniosek – jestem meteopata

No dobra… zdradze troche szczegolow.
Slonce jest z Nowej Zelandii i swietnie caluje.

Takie sobie przemyslenia z pociagu

Wracajac jeszcze na chwile do tych smieci… zastanawialem sie jak taki narod jak Brytyjczycy mogl zawojowac pol swiata.
No i doszedlem do wniosku, ze to jest bardzo proste.
Skoro na wyspach jest brzydko, zimno i do tego brudno to kazdy kto tylko mogl chcial jak najszybciej i jak najdalej stad uciekac.
A ze tak sie jakos ulozylo ze wszedzie jest lepiej, ladniej, czysciej (niepotrzebne skreslic) no to marynarka jej krolewskiej mosci miala co robic.
I tak im zostalo do dzis… w jednej z tych darmowych gazet przeczytalem dzis wywiad z jakims za cos tam zasluzonym malolatem, na pytanie o plany na przyszlosc powiedzial ze ma zamiar troche sie jeszcze wyszalec w londynskich klubach a potem wyemigrowac do Nowej Zelandii bo przeciez tutaj w Anglii nie da sie zyc.

Oczywiscie zdaje sobie sprawe, ze to nad wyraz uproszczone myslenie.
Ale wierzcie mi, bylem w Niemczech i tez sporo tam widzialem ale tam nikt nie rzuca po przeczytaniu gazety na podloge metra.
Tutaj jest to nagminne.

Z drugiej jednak strony nalezy docenic fakt, ze wiele aspektow zycia jest tu wprost fenomenalnie rozwiazane.
Dla Polaka, czasem te ostrzezenia brzmia troche lopatoligicznie, ale przynajmniej sytuacja jest jasna.
Skoro jest tabliczka, ze jak zostawisz tutaj rower to go odholuja to nie ma potem gadania, ze „ja nie wiedzialem”.
Wogole mam wrazenie, ze wladze traktuja tutaj obywateli jak troglodytow.
Przed kazdym skrzyzowaniem napis na drodze SLOW, mimo ze wisi znak zakazu wjazdu to oni i tak napisali po swojemu NO ENTRY.
W sumie ostrzezen nigdy za wiele.
A moze spoleczenstwo tak wlasnie nalezaloby traktowac i tak jak tutaj powinno byc wszedzie ?

City of London

No nareszcie znalazlem cywilizacje.
Po przejsciu przez London Bridge czlowiek czuje sie jak… w Europie.
Ladne budynki, czyste ulice, elegancko ubrani ludzie.

Ani na Oxford Street ani w innych czesciach Londynu nigdzie nie zauwazylem blondynek.
Wszedzie tylko ciemne wlosy… w City pelno bylo blondynek w garsonkach i z eleganckimi teczkami.
Za to kolorowych tutaj nie uswiadczysz… no chyba, ze najwyzej w portierniach tych przeszklonych biurowcow.
Jak do tej pory nigdzie w Londynie tak jawnie jak w City nie widac rasizmu.
Ewidentnie pieniadze tam sa biale.

Przyznam szczerze, ze ja w swoich jeansach i bluzie troche tam nie pasowalem, bo wszyscy dookola w garniturach i pod krawatem, ale ratowal mnie moj aparat fotograficzny.
Z luboscia przyjomowalem usmiechy serwowane mi przez mijajacych mnie ludzi, ktorzy pewnie mysleli, ze On to ma dobrze, bo sobie chodzi i fotki cyka a my musimy liczyc te slupki z milionami funtow transferowanych po calym swiecie.

Fotki pojawia sie jak wroce.

Pizdzi jak w… Londynie

No kuzwa nie przylecialem tutaj w drugiej polowie marca po to by marznac.
I gdzie ja mam sie lansowac w tych wszystkich moich fajnych ciuchach… skoro ubieram sie jak ta dziewczynka z reklamy Actimela.
Podkoszulka, bluza z kapturem i kurtka.
Szkoda, ze nie wzialem ze soba mojego zimowego futra i cieplych rekawic – byloby jak znalazl.

Doszedlem do wniosku dlaczego brytole mowia z tak ogromna nosowoscia w glosie.
Na zewnatrz zimno w metrze i pociagach goraco… przeciez to prosta droga do przeziebienia i kataru.
Permanentnego.

Wczoraj jadac z mojego Selhurst na London Bridge po raz kolejny obserwowalem sobie widoczny z okien pociagu wszedobylski syf.
No Dzizaz kurwa ja pierdole jak tu wszedzie jest brudno.
Wiecie po co oni maja te ogrodki na tylach tych swoich domkow ?
Po to by organizowac tam przydomowe wysypiska smieci.
O dziwo najczysciej jest tam gdzie stoja jakies mniej lub bardziej wypasione ale bloki. Po prostu wtedy nie maja gdzie wywalac smieci i zanosza je chyba do kublow jak Bog przykazal.

Azyl

Poszlismy do Virgin.
Przy pierwszej polce zaswiecily mi sie oczy.
Przy drugiej, zaczalem sie zastanawiac czy wystarczy mi pieniedzy
Przy trzeciej… ile kosztuje nadbagaz.

Wielkie wow.
Przede wszystkim dla faktu, ze sklep z muzyka jest… pelen ludzi.
W Polsce taki sklep zrobilby plajte po miesiacu.
Ale skoro jedna plyta kosztuje tutaj tyle ile zarabia sie w godzine lub dwie to czemu sie dziwic.
Gdyby w EMPIKu plyty kosztowaly do 6 do 16 zlotych to stadionowi piraci poszliby z torbami.
Gdy wychodzilismy na zewnatrz padal snieg.
Chcialem poprosic o azyl w Virgin.

HMV w necie jest tansze… w realu drozsze.
Choc obsluga znacznie milsza i bardziej kompetentna.

Z racji szczuplosci czasu GAP tylko na chwile tak samo jak reszta sklepow z ciuchami.
Ale mam juz upatrzone rzeczy, rozmiary i niestety ceny tez.
Uwazacie, ze lniana koszula za 32£ to zbytnia estrawagancja cenowa ?

Wychodzac zauwazylem pod sklepem zebraka.
Juz wiecie co mam na mysli ?
Przeciez ja wygladam od niego znacznie lepiej, mlodziej i czysciej a poza tym gdybym trzymal tekturke z napisem:
I know, that children in Ghana are hungry, but how can you let me not to wear new GAP linen shirt… and some other cool clothes
to mogloby sie udac.
W koncu zyjemy w dobie wszedobylskiego PR-u prawda ?
Ide szukac tektury.

Drugie pierwsze wrazenie

Londyn jednak zmienia ludzi… na gorsze.

Po pierwszym dniu zaczynam przerazac sam siebie.
Zastanawiam sié, czy murzyni to maja w genach, ze gazete trzeba pieprznac na bruk, w metrze glosno spiewac hip-hop’owe numery a poza tym wygladac jak lump i… smierdziec.

Jezeli ktos twierdzi, ze w polskich autobusach i tramwajach smierdzi… to powinien przyjechac tutaj.
Jezeli ktos twierdzi, ze polska mlodziez jest niekulturalna bo nie ustepuje miejsca w autobusach i tramwajach to tez pownien przyjechac tutaj.
Na tle wielokulturowosci która na chwile zamienie na wieloodmianowosc chamstwa i brudu Polska jawi sie jako oaza grzecznosci czystosci i dobrych obyczajów.
Podobno Polacy mowia tutaj do siebie „nie badz Murzynem” to w znaczeniu, nie rob syfu wokol siebie.

Gdybym tu zamieszkal to z moim dobrym wychowaniem i wrodzona grzecznoscia stratowaliby mnie tutaj w tydzien.
Dobrze ze przyjechalem tylko na zwiedzanie i nic mi sie nie stanie jak pojade nastepnym autobusem czy metrem – ja moge poczekac, mnie sie nie spieszy.

Wczoraj chodzilismy po Oxford Street… to owszem troche inne centrum niz to ktore widzialem pierwszego dnia.
Wprawdzie ogolnie przypominalo turecki bazar ale przynajmniej architektonicznie blizsze bylo Europie niz Stanom czy Azji.
Najbardziej podobalo mi sie gdy wracalem 12 na Elephant & Castle i przejezdzalismy przez dzielnice rzadowa, gdzie pelno pieknych i monumentalnych budynkow… i gdzie czuc porzadne miasto.

Aha… i mam za soba pierwsza probe morderstwa mojej osoby.
Ja wiem ze w Paryzu z perspektywy kierowcy wszystko co znajduje sie na ulicy mozna bezkarnie przejechac, ale swiatla rzecz swieta.
W Londynie tez…. z wyjatkiem rowerzystow.
Co z tego, ze mialem zielone – omal na mnie nie wjechal.

Pierwsze wrazenie

No powiem tak… pieprzyc tanie linie.
Przez dwie godziny dziekowalem Bogu za swoje 180 cm wzrostu i za to, ze jednak nie spelnil moich modlitw i nie uroslem wiekszy.
Gdyby tak bylo musialbym sobie odrabac nogi.
Za to zestaw latajaco-pokladowy trafil mi sie wysmienity… 50% to geje.
Adam, wysoki blondyn z przyklejonym usmiechem, plus chyba jego chlopak brunet o aparycji macho i pieknie usmiechajaca sie Dominika, ktora z pewnoscia jest kochanka pilota (nie wyrazal sie o niej inaczej przez glosniki jak „my lovely Dominique”) i kobieta o wygladzie Helgi.

Z lotniska do centrum jechalem autokarem Terravision.
Pierwsze wrazenia… jestem pod ogromnym wrazeniem infrastruktury, te wszystkie drogi, autostrady, wiadukty i tunele.
Doskonale zaprojektowane.
Oj jest czego zazdroscic.

Inna sprawa, ze nagle zaczelismy jechac przez jakies przedmiescia gdzie wszystko wygladalo obrzydliwie.
Brudno, nieladnie i bez jakiejkolwiek architektonicznej aranzacji.
No takie typowe amerykanskie przedmiescie jakie znamy z filmow.
Chwile pozniej autobus zatrzymal zie na Liverpool street i okazalo sie, ze to co wydawalo sie byc przedmiesciem jest… centrum Londynu.
Aua…
Coz za estetyczny bol.

Michal odebral, spokojnie przeprowadzil przez gaszcz nocnych linii i polozyl spac.
Dzis rano walczylem z dwoma kranami a teraz jade ogladac cywilizacje.