Absurd

No jakoś pisać mi się nie chce, choć jak widać i słychać jest o czym.

Cieszę się ogromnie, że już niedługo wejdzie nowe prawo zakazujące promocji homoseksualizmu, bowiem na jego mocy spokojnie będzie można wsadzić do więzienia Giertycha, Orzechowskiego i tą jak jej tam Teletubisiową od dzieci też.
Kto jak kto ale to właśnie oni najbardziej nachalnie promują homoseksualizm.
Nie ma tygodnia, co ja gadam nie ma dnia żeby nasze tematy nie były na czołówkach gazet.
Czasem odnoszę wrażenie, że oni nam czegoś zazdroszczą.
Tylko czego ?
Ze niestety los, Bóg czy historia umiejscowili ich w tym szaro-burym obozie z wstecznymi poglądami a oni tak naprawdę też chcieliby się choć raz kolorowo ubrać i dobrze pobawić.
Jak mówił Neo w Matrixie – problemem zawsze jest wybór.
Trzeba było wziąć tą drugą tabletką

Kiedyś przy okazji którejś z Parad Równości któryś z aktywistów powiedział, że gejom w Polsce zależy przede wszystkim na tym, by zaistnieć w społecznej świadomości, żeby tzw. normalni ludzie wiedzieli, że w Polsce też są geje i że są wśród nich.
No to się ta prośba spełnia na naszych oczach.
Właściwie to powinniśmy się od nich uczyć PR-u

Gdybym miał taką możliwość to zgłaszam całą tą wspomnianą wyżej zgraję do przyszłorocznej nagrody Hiacynta za propagowanie homoseksualizmu.
Tylko trzeba by jakąś „specjalną”, nawet „mocno specjalną” kategorię dla nich utworzyć.

A tak na koniec – coś z cyklu absurd zwalczaj absurdem.

tinky.jpg

LPR t(r)opi gejów na basenie

A myślałem, że nic mnie już nie zaskoczy.
Jakże się okrutnie myliłem.
Liga Pozbawionych Rozumu odkryła, że geje chodzą na basen.
Co więcej nawet się na tym basenie specjalnie umawiają.

Tutaj szczegóły >>> Poseł LPR tropi gejów na pływalni

To ja jako praworządny obywatel chciałbym donieść, że w minioną niedzielę dwaj geje Teresa & Metka namawiali mnie na wspólne pójście na basen.
Niestety z powodów zawodowych nie mogłem… ;-(

Po dzisiejszym artykule chciałbym jednak uroczyście zaświadczyć, że ja również przyłączam się do tropienia gejów na polskich pływalniach i dlatego wybieram się dziś wieczorem do Nowej Gdyni.
A nóż wytropię jakiegoś fajnego geja.

Gejole

Pseudo wynaturzeń socjologicznych ciąg dalszy.
Po tym co naród pisał w komentarzach na Gaylife wywnioskowałem, że niektórym gejom bardzo blisko do piłki nożnej.
A właściwie do jej fanów.

Za Wikipedią
Kibice to osoby zainteresowana jakąś publiczną dyscypliną, najczęściej sportową.
Aktywnie uczestniczą w zdarzeniach związanych z ich ulubioną dyscypliną.
Do kibiców zalicza się przede wszystkim widzów widowisk sportowych na stadionach, halach i innych obiektach, ale także telewidzów oglądających sport lub osoby wspominające czasami o danej dyscyplinie.
Rolą prawdziwego, wiernego kibica powinna być próba wsparcia swojej drużyny zarówno w sytuacjach dobrych, jak i złych.

Idąc tym tropem
Geje to osoby homoseksualne zainteresowane spotykaniem się z innymi takimi osobami, chętnie lub mniej chętnie chodzące do miejsc gejowskiej rozrywki, takich jak kluby, puby, dyskoteki i/lub inne obiekty.
Rolą prawdziwego, wiernego geja powinna być próba wsparcia takowych miejsc zarówno w sytuacjach dobrych, jak i złych.

Kibole to pseudokibice lub inaczej chuligani stadionowi, tak określa się zazwyczaj agresywnych widzów, osoby, których „doping” polega na rzucaniu obraźliwych słów zarówno na zawodników jak i sędziów, głoszeniu rasistowskich haseł przede wszystkim na meczach piłkarskich, hokejowych oraz na meczach koszykówki. Przywiązanie takich osób do barw klubowych lub reprezentacyjnych graniczy z fanatyzmem, skutkiem czego dochodzi do walk między grupami.

Analogicznie.
Gejole zatem to fanatycznie przywiązani bywalcy jednego klubu, którzy każdą krytykę bądź nawet sugestię najmniejszej zmiany traktują jako atak na ich święte terytorium, ich klub.
Najczęściej nigdy nigdzie nie byli, nie mając tym samym żadnej skali porównawczej, stając się najzacieklejszymi obrońcami status quo.
Co dziwi, gejolami są na ogół osoby bardzo młode, które chociażby z racji wieku powinny być otwarte na świat.

Nieszczęściem Łodzi jest jej podział.
Miasto leży na dziale wodnym.
Rzeki i rzeczki na zachodzie to zlewisko Odry, na wschodzie zlewisko Wisły.
Łódź od zawsze podzielona była na tych którzy są za Widzewem i tych którzy są za ŁKS-em.
Jak widać, teraz trzeba się też opowiedzieć czy jest się za Ganimedesem czy za Narragansetem.

Napiszesz kilka cierpkich słów pod adresem Narra to gejole z Tuwima zwyzywają Cię od najgorszych, gdy nie dołączysz do piewców świetności nowego Ganka to zaraz zarzucą Ci, ze uzurpujesz sobie prawo bycia kreatorem lokalu.
A jeszcze inni uznają Cię za zakompleksionego wariata, bo przecież „jakoś” zawsze można się bawić.

Jestem przeciwnikiem sławnego, polskiego „jakoś”

Jakoś to nie jakość

Aleś się spisał

No to już chyba wszyscy wiedzą.
Gaylife przedrukował dwie moje ostatnie notki.
No i zaczęła się burza.
Jedni chwalili, twierdząc, że wreszcie ktoś miał odwagę napisać prawdę a inni przejechali się po mnie niczym walec drogowy rozdając przy tym ciosy na lewo i prawo.
Choć w sumie to i tak niczego nowego się o sobie nie dowiedziałem.
Od lat wiem, że mam jakieś tam kompleksy, że zazdroszczę szczuplakom, że są szczuplakami bo ja też bym chciał a idzie mi opornie, że czasem wstydzę się, że jestem gejem patrząc na poczynania „koleżanek” przez co niestety bliżej mi momentami do Młodzieży Weszpolskiej niż KPH.
Poza tym jak widać wyczucie cynizmu i ironii w narodzie jakieś takie słabiutkie, co przy obecnie rządzącej ekipie naprawdę dziwi.
Mniejsza.

Jako, że ogólnie to ja umiem liczyć więc podsumujmy wydarzenia ubiegłego tygodnia.
Po stronie minusów:
• Waldek z Narra już nie podaje mi ręki (sprawdzone w sobotę)
• Lesbijki, zwłaszcza te grubsze zapewne już przykleiły moje zdjęcie do tablicy z rzutkami i trenują

Po stronie plusów:
• Blog zyskał nowych czytelników
• Redakcja Gaylife szarpnęła się dla mnie zapewne ruszona wyrzutami sumienia po przedrukowaniu wszystkiego na profil VIP (więc dla postronny będzie teraz, że jestem dłużnikiem Jacka i w ogóle to pewnie wszystko było wcześniej przygotowane)
• No i ta 5 minutowa sława

No jak by nie patrzeć – bilans wychodzi na plus.
Idąc tym tropem i pielęgnując swoje pokłady jadu, cynizmu i zawiści (zupełnie bezpodstawnie nazywanych przez niektórych zdrowym rozsądkiem) mogę co tydzień coś podobnego tworzyć i całkiem nieźle z tego żyć.
Tylko w Polsce trochę za mało jest gejowskich portali.

Nie sądzicie, że byłbym dobrym PR-owcem ?

A w ramach dojenia sławy… to ja oczywiście faceta szukam cały czas.
Choć teraz to może zamiast na telefon lubego powinienem czekać na telefony headhunterów…

There is no longer a gay club

Czyli szersze spojrzenie na nasze łódzkie Narragansetowe podwórko.
Narra to doskonałe miejsce do obserwacji.
Jeśli ktoś, jak ja ma lekkie zacięcie socjologiczne i ogólnie ciekawią go ludzie.
Niestety za każdym razem po takim przyglądaniu się coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że jestem nietolerancyjną świnią i homofobem.

Zacznijmy od początku, bo ostatni piątek to istna kopalnia przypadków.
Na początku był… podryw.
Wchodzę o 23:30, parkiet pusty, muzyka napieprza niemiłosiernie a w lokalu pustki.
Usiadłem grzecznie przy przejściu, przyglądam się ludziom po czym widzę, że zaczyna krążyć wokół mnie jakiś koleś.
W sumie to miłe, że wpadłem w oko komuś tak wcześnie bo jest szansa, że nie podobam mu się tylko dlatego, że jest już totalnie nawalony, hehehe
Krąży, krąży aż wreszcie usiadł obok mnie i zaczyna pełną klasyką:
- A często tu przychodzisz
- Tak
- Słuchaj, nie będę owijał w bawełnę, czy jest szansa żebym zrobił Ci laskę ?

No wgniotło mnie w krzesło.
Widząc moje oszołomienie koleś brnął dalej
- Bo wiesz, ja tu jestem z kolegą i jak chcesz się zabawić we trójkę to mój kolega też może Ci obciągnąć.
Na mój brak entuzjazmu, koleś zachęcał, że jak teraz to pójdziemy zrobić, to jeszcze nie ma tłoku w darkroomie.
- Bo my z kolegą to tak w ogóle to jesteśmy BI, tylko jak nasze kobiety wyjadą to stajemy się pasywni.
Grzecznie odmówiłem i ewakuowałem się w okolice baru.

Chyba przyjechał nocny autobus, bo nagle do klubu zaczęli się schodzić ludzie.
Po góra kwadransie było już ich dość sporo jak na piątkowy wieczór.
Warte odnotowania – ludzie schodzą się około północy.

Parkiet nadal pusty, ale o to akurat od samego początku dość dobrze starają się DJ-e
Szerzej o muzyce pisałem w poprzedniej notce.

Do odważnych (albo głupich… nie wiem jak to szło) świat należy.
Jako pierwsi na parkiet wychodzą ONI.
Pewna para która ma chyba nagrane na wideo wszystkie odcinki „Tańca z gwiazdami” i dość nieudolnie próbuje to co tam pokazuję naśladować prezentując głównie tzw. wiejski krok weselny czyli raz-dwa-trzy i obrót partnerki.
Jak się później okazało tej parze muzyka do tańca w ogóle nie była potrzebna.
Tańczyli bez przerwy dobre 3 godziny i bez względu na to co leciało oni po prostu odstawiali wyuczone kroki.

Podobnie muzyka nie przeszkadzała pewnemu chłopakowi którego z Zambrem i Egusiem ochrzciliśmy określeniem Pan Drgawka.
Specyficzny sposób „tańczenia” polegający na zupełnie nieskoordynowanych ruchach ciałem we wszystkich kierunkach bez względu na rytm i tempo tego co płynęło z głośników.

A propos bywalców.
Gdy pozna się kogoś nowego to naturalne jest, że człowiek chce się pochwalić tym przed całym światem.
Czasem przybiera to jednak komiczną postać, gdy stoi taka para i jeden drugiego czule obejmując (a właściwie mocno go trzymając) namiętnie głaszcze po ręce a jego wzrok mówi jednocześnie wszystkim dookoła
„Patrzcie jakiego mam nowego fajnego towara, ale nie podchodźcie do nas głupie cioty bo Wam wszystkim oczy wydrapię, teraz mam swojego Misia.”
No pusty śmiech mnie ogarnia wtedy…

Inna sprawą są te super-fajne towary.
Zawsze zastanawiałem się jak niektórzy chłopcy mogą w ogóle funkcjonować.
Są tak rachityczni, chudzi i powyginani, że wedle praw fizyki i biologii nie powinni już dawno żyć.
Przymykam oko na ich odjechane fryzury w stylu „moim fryzjerem jest Edward Nożycoręki”, na fakt, że zatrzasnęli się w solarium lub na to, że na siłowni niezbyt równomiernie ćwiczą swe ciało co czasem daje komiczne efekty (już masywny biceps a przedramię jak u 12-latka).
Zawsze pytam się co oni robią na co dzień?
Przecież ile można siedzieć w komórce od poniedziałku do piątku chowając się przed ludźmi by zabłysnąć w pedelarni w weekend.
Nie wiem – może tylko ja mam takiego pecha, że nigdy takich „gwiazd” nie widzę na Piotrkowskiej w tygodniu.
Może jednak się chowają przed narodem.

Innym ciekawym zjawiskiem w Narra jest zmiana rodzaju klienteli.
Zdecydowanie zmalał odsetek gejów wśród gości klubu.
Był nawet taki moment, że miałem wrażenie, że w klubie jest więcej kobiet niż gejów.
I nie do końca jestem pewien czy były to lesby.
Heteryków też znacząco przybyło i o ile kiedyś gdy przychodzili to zachowywali się raczej cicho i grzecznie, być może nieco wstydząc się miejsca w jakim są, tak teraz zaczynają szaleć nierzadko głośno naśmiewając się z gejów.
- Ty patrz, widziałeś, tamten koleś lizał się z tym drugim, fuj… pedały
Taki tekst niestety nie należy już do rzadkości, zwłaszcza gdy ilość wypitego alkoholu jest już znaczna.
Przyznam szczerze, że może to odczucie na wyrost ale zaczynam się chwilami dziwnie czuć w „moim”, w sensie, że gejowskim, dotychczas klubie.
Heterycy przychodzą grupami ze swoimi plastikowymi, wyfiokowanymi, otipsowanymi blacharami, do tego część bardzo młodych gejów tabunami przyprowadza swoje z reguły brzydkie jak kupa i grube koleżanki (nie wiem czy dlatego, że boją się sami przyjść czy tamte pchają się tu z ciekawości) co skutkuje tym, że na parkiecie czuję się jak kiedyś w West Side.

Wszędzie na świecie jest tak, że to geje na ogół „przejmują” jakieś lokale częściej w nich bywając.
U nas odwrotnie, geje powoli są wypierani z własnego klubu.

Ja w pewnym sensie rozumiem dlaczego.
Narra jest jeśli nie najbardziej to z pewnością jednym z najbardziej bezpiecznych klubów w mieście. Jeszcze nigdy nie widziałem tam jakiejś poważnej rozróby ani bijatyki, nie licząc targających się za włosy pijanych lesb.

Może marudzę, ale marzą mi się lokale albo chociaż imprezy MEN ONLY.
Byłem na takiej w CRASH w Londynie i wierzcie mi atmosfera była zupełnie inna od występujących w Polsce koedukacyjnych imprez.

Ciekawi mnie jeszcze jedna rzecz.
Jak już powiedziałem geje są pionierami mód wszelakich.
Dziwne, że Polscy geje zupełnie nie odnotowali światowej mody na niepalenie.
Kopcą wszyscy.
Młodzi, starzy, brzydcy i Ci zrobieni na bóstwa.
No to jest jakiś większy dramat.
Ciekaw jestem co będzie jak i w Polsce (ja już nie mogę się tego doczekać) wprowadzą całkowity zakaz palenia w klubach.

Na deser coś z cyklu fascynująca ludzka głupota:
Niektórzy nigdy niczego się nie nauczą.
Nie ważne ile jeszcze szklanek pełnych piwa zostanie rozbitych na parkiecie, ile osób zostanie poparzonych żarem z papierosów do narodu to nie przemawia.
Lezą kretyni na parkiet z piwem w jednym ręku i petem w drugim i dawaj… tańczymy
Bawmy się, nie zważając na innych.
Zawsze widząc takich osobników mam ochotę podejść i jebnąć w ryj.
Może wtedy zderzą się te dwie szare komórki i jakiś proces myślowy zaistnieje.

Chyba z wiekiem robi się ze mnie coraz większy faszysta…
A może to świat wariuje ?

Muzyka w Narra – dno i pięć metrów mułu

Byłem w piatek w Narra.
Gdyby nie różne dziwne i głupie przygody, odwiedziny licznej rzeszy znajomych i przystojni faceci z którymi trochę flirtowałem, byłby to najgorszy mój wieczór w tym lokalu.

Jeśli zaś chodzi o muzykę jaką tam serwowano w piątek to zdecydowanie był to najgorszy wieczór w moim życiu.
Narra muzycznie nie jest już nawet na dnie. Jest znacznie niżej.

Tego wieczora za konsoletą zebrało się prawdziwie kilkuosobowe konsylium, lecz widać było a właściwie bardziej słychać było, że ilość nijak nie ma przełożenia na jakość.
Od obsługi dowiedziałem się, że tego dnia grał nijaki DJ DORIAN, który zaprosił jakichś swoich znajomych.
Nie wiem który z nich ma małego fiuta i próbuje to sobie rekompensować zabawą w ale jestem zajefajnym DJ-em i będę co chwilę darł mordę „Jak się bawi Łódź, heeeeeeej” ale było to jedno z moich najgorszych życiowych doświadczeń imprezowych a biorąc pod uwagę, że z racji zawodu musiałem być na kilku imprezach drum’n’bass’owych to wierzcie mi, ciężko jest bardziej spieprzyć imprezę ale DORIANOWI i spółce to się udało.
Zatem cały piątkowy zestaw DJ-ski ogłaszam wszem i wobec NAJWIĘKSZĄ ŻENADĄ I PORAŻKĄ ROKU.
I bodajby mnie przypiekali żywym ogniem nie wyprę się tego osądu.
Uciekajcie gdzie pieprz rośnie jeśli na imprezie będzie grał DJ DORIAN !!!

Ja rozumiem, że berlińska Parada Miłości zrobiła komercyjną klapę kilka lat temu i gdzieś musieli poupychać na wyprzedażach te wszystkie płyty z taką muzyką ale do jasnej cholery dlaczego DJ DORIAN musiał je wszystkie kupić.
Po drugie, do jasnej cholery kiedy ktoś wreszcie zrozumie, że Manieczki to muzyka dla karków i dresów a nie dla pedałów.
Geje na całym świecie słyną z tego, że pierwsi wyczuwają trendy i lansują modę.
Tyczy się to również muzyki.
Zupełnie nie rozumiem dlaczego w łódzkim Narra próbuje się zawracać kijem Wisłę i po pierwsze grać jakieś gnioty z dawno już minionej epoki trance a po drugie dopuszczać do konsolety jakichś niespełnionych Manieczkowo-drecholskich dyletantów.

A do właścicieli Narra mam prośbę, piszcie z łaski swojej w rozkładzie jazdy zamieszczanym na stronach jaki rodzaj muzyki gra grający danego wieczora DJ.
Bo podejrzewam, że nikomu nic nie mówi określenie DJ siaki czy owaki.
A jeśli będę wiedział, co gra np. taki Dorian to będę mógł wcześniej zrezygnować z wizyty w tym terminie w lokalu i wybrać się np. do Warszawy.

Gwoli rzetelności na stronach Narra w zapowiedział było napisane:

11.05 – Narragansetowe hity, muza dla każdego. DJ.Dorian. Wstęp wolny.

No bardzo smutne jest to, że co jak co, ale to z pewnością nie była muza dla każdego.
Prędzej dla nikogo.

Tak naprawdę to z rozmów z ludźmi wiem, że wielu z nich w piątek bawiłoby się zdecydowanie lepiej gdyby w lokalu była absolutna cisza. Wszystkim wyszło by na dobre.

xell na siłowni – cz.2

Zaczęło się od opisu urządzeń do tortur.
Trener (bez okularów, z trudem bo z trudem ale dojrzałem, że ma na imię Łukasz) powiedział, że skoro zależy mi głównie na tym by przede wszystkim zrzucić parę kilogramów a nie budować masę to powinienem skupić się na rowerku, bieżni i steperze.
Jest jeszcze taka dodatkowa wersja stepera gdzie macha się rękoma, ale jak powiedział trener
- To bardziej dla kobiet jest, bo kształtuje jędrne pośladki.
Chyba nie muszę mówić, że z miejsca stał się to mój ulubiony przyrząd do ćwiczeń.

Na moją sugestię, że z czasów licealnych gdy pływałem zostały mi jeszcze dość mocne i nazwijmy to eufemistycznie „rozbudowane” nogi, więc wolałbym ich już bardziej nie powiększać lecz skupić się bardziej na płaskim brzuchu i silniejszych ramionach, więc może jeszcze jakieś brzuszki dorzuci do zestawu z ćwiczeniami, odparł:
- Słuchaj, Ty możesz sobie i 100 brzuszków robić i co z tego, skoro tych pięknych mięśni nie będzie widać bo je przykrywa tłuszczyk. Najpierw się trzeba go pozbyć, żeby odsłonić mięśnie. A najszybciej się go pozbędziesz biegając i jeżdżąc na rowerku.

Z jednej strony to budujące, że mam mięśnie choć może na pierwszy rzut oka ich nie widać… ale przecież nikt tego co cenne nie trzyma na wierzchu tak ?

Oczywiście brzuszki mogę sobie robić… np. w domu.

No dobra, zatem do roboty.
Najpierw rowerek
Trener zaczął od objaśnienia co do czego służy, żeby zacząć trzeba wklepać do tej mądrej maszyny wiek (kazałem mu się odwrócić) i wagę (zasugerowałem, że chyba właśnie dostał SMS-a) a on potem wstukał mi jakieś programy i ruszyłem.
15 minut pedałowania i kalorie ulatywały ze mnie w kosmos.
Potem bieżnia, na początek light’owo 10 minut.
Gdy szedłem nawet szybko kalorie owszem spadały, ale dopiero gdy zacząłem biec licznik kalorii zaczął przypominać taksometr w taksówce w niedzielę w drugiej strefie.
Pot zalewał mi oczy ale twardo się trzymałem.
Nie skorzystałem z czerwonego guzika WHATEVER.
Powrót na kolejne 15 minut na rowerek i znów bieżnia.
Na deser jeszcze steper.

Łącznie przejechałem 15 km, przebiegłem 5 km i wszedłem na 200 stopni.
Spaliłem ponad 500 kalorii.
Byłem z siebie dumny i chociaż do szatni omal nie doczołgałem się na czterech to i tak byłem zadowolony.

Dzięki Bogu, że oni tam mają saunę, bo jak umierać po ćwiczeniach to przynajmniej w cieple.
Poleżałem dobre 20 minut, wziąłem prysznic i jadąc do domu zahaczyłem jeszcze o solarium.
Pojechałem do pracy a wieczorem wpadłem jeszcze na imprezę urodzinową znajomej.
W domu byłem po północy.
Kładąc się, byłem przekonany, że następnego dnia będę wstawał przy pomocy pobliskich mebli, dlatego nastawiłem budzik pół godziny wcześniej i z apteczki wyjąłem profilaktycznie specjalny żel dla sportowców.

O dziwo wstałem rano rześki jak nigdy i nic mnie nie bolało.
Może za mało dałem sobie w kość ?
Ale w końcu to był pierwszy raz, więc nie chciałem przesadzać.

xell na siłowni – cz.1

Nigdy przenigdy nie należy głośno mówić o swoich planach.
Nawet jeśli się mówi tylko do siebie.
A już pisanie o planach na blogu jest jakby proszeniem się opatrzności o kłody.

W poniedziałek zaplanowałem sobie resztę tygodnia.
I napisałem na blogu, że wybieram się we wtorek na siłownię.
Nie wiem jak mój tłuszcz na brzuchu to zrobił i do kogo wznosił modły ale podziałało.
We wtorek od rana zamiast walczyć z kaloriami zaatakowały mnie maile, komórki i ludzie którzy nie wiedzieć czemu ciągle coś ode mnie chcieli.
Czułem się jak Bridget Jones pytana o to z kim sąsiadują Niemcy.

Wszyscy którzy pracują we wszelakich biurach doskonale wiedzą, że odpisywanie na maile w tempie nawet ekspresowym nic nie daje.
Co z tego, że odpisujesz żyjąc w przeświadczeniu, że zaraz ze wszystkim się obrobisz i będzie wreszcie spokój, jak Ci którym odpisujesz, też odpisują i to wszyscy razem.
Rezultat: ciągle odpisujesz na ciągle przychodzące odpisy.
No to jakiś dramat jest.
Wprawdzie znalazłem na to sposób – trzeba odpisywać na maile o 16:55 to wtedy już tego dnia nikt nie zdąży przysłać odpowiedzi, ale to tylko przerzucenie jako to pisze Kubu pierdyliarda maili na jutro.

Jak już się uporałem ze wszystkimi zaległościami, bieżącymi sprawami itp… to była 17:00 i jakoś mi ochota na spalanie kalorii przeszła.
Tzn. nie to żeby zamykali mi siłownie, bo przecież ona czynna do późnej nocy… ale nie będę pierwszy raz się wydurniał przed tłumem ludzi.
Chciałem iść jak nikogo nie będzie.
A poza tym to miałem nocny dyżur i musiałem się wyspać.

Środa odpadała ze względów zawodowych, więc wybrałem się walczyć o piękniejsze ciało w czwartek w okolicach południa.
Oczywiście jak na 100% geja przystało najpierw przez kwadrans zastanawiałem się jaką wziąć podkoszulkę do ćwiczeń.
Przecież musi mi pasować do błękitnych spodenek i niebieskich butów.
Ale i tak nie byłem królem lansu, bo moje rzeczy (buty, skarpetki i spodenki) miały logo FILA (ech te dobre IRC-owe czasy) a po sali szlajał się taki jeden szczuplak co to się chyba ostatnio zatrzasnął w solarium, cały odziany we wszystko z logo Nike.

Mój trener sięga mi do ramion i biceps ma wielkości mojego uda.
No taki klasycznie przypakowany kompakcie, choć uśmiech ma zabójczy i jest bardzo miły.

Cdn…

Wiosna… czekamy na burze

Mimo tego, że bardzo lubię kolor niebieski, to przyszła pora na zmiany.
Najpierw się ostro zazieleniło, potem ta z lekka oczojebna zieleń pociemniała a potem za radą petru zdecydowałem się na wprowadzenie ciemno niebieskiego kontrastu.
Oczywiście ograniczenia tego szablonu nie pozwalają np. na rozdzielenie podświetlania linków, by na niebieskim tle było to innego koloru niż na głównej stronie… ale nie można przecież mieć wszystkiego.

O długim weekendzie nic nie napiszę… bo zupełnie nie wiem co to jest długi weekend.
Siedziałem cały czas w pracy i jak nie zarobię za ten czas grubych tysięcy to podam do sądu mojego pracodawce za praktyki niewolnicze.

A z rzeczy sensacyjnych… to zapisałem się na siłownię.

Oj przegapiłem

Przyznaję się szczerze, że przegapiłem.
Przegapiłem powrót kogoś kto mieszał w mej głowie swojego czasu bardzo mocno.
Mieszał swoimi notkami.
Gdy wreszcie go poznałem, podobno jako jeden z nielicznych odkryłem zupełnie inne oblicze tego człowieka.
Jakże inne od tego jakie sam stworzył.

Panie, Panowie onanista.blog.pl powrócił.

Fajnie móc znów Cię czytać…