Ibize trzeba odespac… tak ze dwa dni najlepiej.

Wrocilem z Ibizy.
Tylko po co ?

Boszzzz jak tak jest fajnie.
Jacy tam fantastycznie geje sa.
Zewszad.
Z calego swiata.
Na jednej imprezie, na jednej plazy slychac wszystkie jezyki swiata.
Wszystkie typy meskiej urody.
I kazdy z nich taki piekny i taki dostepny.
Mozna bezkarnie flirtowac, ocierac sie w tancu, usmiechac sie i calowac.

No i nikt tam nie nosi tych krolujacyh na Majorce oblesnych szortow do kolan w kwieciste wzory.

No to mam nowe wakacyjne marzenia.
Tyle tylko, ze to CHOLERNIE kosztowne marzenia.

Nazbierane

Oj nazbieralo mi sie w glowie materialow do nowych notek.
Takie xellowe przemyslenia z tego co widzi dookola.
O najglupszych zabawach Niemcow, o wygladzie jak z DDR, o manierach roznych nacji, o sposobie jezdzenia, o parkowaniu, o znajomosci jezykow czy wreszcie o tym ze w Hiszpanii zawsze wszystko jest OK

Wczoraj w nocy zdalem autko, wiec juz sobie nie pojezdze.
Dzis plazowanie… ale musze uwazac, bo slonce mocne dzis jak diabli.
A jutro IBIZA.
Trzeba naladowac akumlatorki i cykac foty.
Na raze zrobilem juz 280.
Wczoraj ustrzelilem piekny zachod slonca i sliczny blask ksiezyca odbijajacy sie w morzu.

A na Ibizie oczywiscie ukochane miejsca: rozbierana plaza Es Cavalet i Cafe del Mar.

Being gay = Internet for free

W sumie to swietny pomysl zeby w gejowskiej knajpie gdzie cola kosztuje 3€ Internet byl gratis.
Gdyby to wprowadzili w Londynie nagle okazaloby sie ze wszyscy Polacy to geje.

No dobra…. to skoro mam nie skrepowany czasowo dostep to moge sobie troche popisac.

Chcialem sie Wam drodzy czytelnicy do czegos przyznac.
Jestem uzalezniony od 3 rzeczy:
* internetu
* samochodu
* komorki

Od Internetu to chyba widac…
Jak np. wracam z kolacji do swojego pokoju to nerwowo rozgladam sie za kompem… po czym zdaje sobie bolesnie sprawe z tego, ze do licha ja przeciez jestem na wakacjach i niby czlowiek powinien odpoczywac.
No ale jak tu odpoczywac bez netu.
Pogody sprawdzic nie mozna.
Nawet nie wiem gdzie w Palmie miesci sie firmowy sklep celio* czy innego GAP-a.
No przeciez tak nie mozna zyc…

Od samochodu tez jestem uzalezniony.
Dzis wypozyczylem sobie na 3 dni KIA Picanto.
No do mojej Cliowki to lata swietlne ale wazne ze w ogole jezdzi no i ma klime.
Kocham jazde samochodem, wierzcie mi badz nie ale jak dzis usiadlem za kierownica to nagle wszystkie chwilowe problemy ulecialy gdzies daleko.
Nie przeszkadzal mi rzesisty deszcz, przypalone sloncem plecy itd…
Prowadzenie samochodu ma na mnie zdecydowanie pozytywny wplyw.
Troche sie obawialem kretej gorskiej drogi… bo ja to taki kierowca z centralnej (czyt. plaskiej) Polski co to w sumie nigdy po serpentynach nie jezdzil a tu od razu na gleboka wode.
Ale bylo fajnie.
Foty beda jak wroce.
A jesli jestescie bardzo niecierpliwi to sprawdzcie sobie na mapie trase z Palmy do Soleil a potem przez Fornalutx do Sa Calobra.
No normalnie czlowiek przez kilometry marzy o tym by wreszcie mozna wrzucic trzeci bieg.

A potem trzeba jeszcze ta sama droga wrocic…
Szczesliwe Hiszpania w przeciwienstwie do Polski buduje autostrady, tutaj zwane autopistami i powrot do Palmy z Incy zajal tylko kilka minut.

Trzecie uzaleznienie to komorka.
Mimo iz jestem na wakacjach, to i tak sprawdzam czy ktos do mnie napisal.
A tu pusto.
Moze Ci co pisza tez maja wakacje i sa zagranica ?

Wracajac do tej knajpy z darmowym netem z ktorej teraz pisze… gdyby ktos szukal >>> Pub Yuppie przy Joan Miro.

Soleil

No to zaplacilem te 4,25 € za przejechanie sie ponad 3 kilometrowym tunelem i jestem po drugiej stronie gor.
A dokladniej w pieknym i urokliwym Soleil
Szkoda ze dzis pada.

Wlasnie… w informatorze Neckermanna jak wol stoi ze w sierpniu ilosc dni z opadami deszczu wynosi 1 (slownie: jeden)
A tu juz trzeci dzien od mojego przyjazdu podczas ktorego albo burza albo deszcz.
To jak oni ten niby jeden dzien licza – sumujac godziny opadow ?
Jeszcze jeden przyklad na to, ze katalogi turystyczne klamia.

Klamia tez producenci kremow z filtrem.
Mial byc kuzwa wodoodporny i co ???
xell sie nasmarowal, odczekal chwile by wchlonelo i ziu na dmuchany naterac pobujac sie na falach.
Dlugo nie bylem.
Gdy wrocilem znow sie nasmarowalem i troche polezalem na plazy.
Potem plywanie i wracamy do hotelu.
A tu po drodze cos mnie juz plecy pieka.
Jak zobaczylem rozmiar „zniszczen” to sie z lekka zirytowalem.
Mam cale czerowone plecy, wszystko mnie boli, spalem prawie na stojaco a Panthenol pomaga tylko w chwili nakladania.

No i jak ja jutro pojde na gejowska impreze w Palmie ?
Mam nadzieje, ze mi troche minie.

Teraz chwila oddechu w Soleil i dalej w gory.
Jesli nie spadne gdzies w jakas doline na ktorejs serpentynie to beda fajne zdjecia.
Jesli oczywiscie sie troche przejasni.

No i co tu robic…

No i oczywiscie bylo kwiczenie.
Ktorego miejsca nie da sie posmarowac tak zeby uchronic sie przed sloncem ?
Stopy.
No to teraz mam je cale czerwone i chodzenie jest z lekka utrudnione.

Dzis rano obudzila mnie ulewa.
Ze tez nie ma kiedy padac tylko wczesnie rano i do poludnia ?
Nie moze se lac w nocy ?

Pogoda na Majorce to temat na osobna notke, bo jet bardziej zmienna niz gej i kobieta razem wzieci.
Teraz np. jest juz slonecznie ale za to mocno wieje.
Ide sobie na spacer promenada… bo co tu robic kiedy woda w morzu nagle ochlodzila sie od deszczu o 3 stopnie a opalanie nieszczegolnie dzis wchodzi w gre.
Chyba ze tylko twarzyczke wystawie do slonca.

A storm

Wczoraj wieczorem pilem razem z gejowo.pl
W sumie to Rafika czasem latwiej spotkac na Majorce niz w Polsce.
Bardzo mily wieczor, ktory mial byc z zalozenia dosc krotki bo My przeciez jutro wracamy do Polski przeciagnal sie do 2 w nocy.
Oj troche chwiejnym krokiem wrocilem do domu… no dobra co ja bede sciemnial, jak na moje warunki to bylem rowno nawalony.
Kocham Sangrie.
Ale szczesliwie udalo mi sie usnac zanim pojawil sie helikopter w glowie.
Obudzil mnie jakis rumor okolo 7 nad ranem.
Myslalem ze ktos przestawia lozka.
Ale chwile pozniej nagle zrobilo sie jasniej.
Zdjecia… o tej porze – ale kogos rowno pogrzalo – pomyslalem.
Jakie tam zdjecia.
Tropikalna burza jakiej w zyciu nie widzialem.
Blyskalo sie tak, ze az musialem oczy mruzyc.
Rano nawet ojciec zadzwonil, czy mnie nie zalalo, bo podobno RMF podal, ze nad Majorka jakies tropikalne burze szaleja.
Media jak zwykle klamia.
O 10.00 nikt juz nie pamietal o burzy i wszyscy wybrali sie jak gdyby nigdy nic na plaze.
Ja tez…
A to oznacza, ze dzis bedzie pierwszy dzien kwiczenia ze sie gdzies tam spieklem.
No zaczyna mi sie tutaj podobac.

Jesli chodzi o finanse to na weekend wynajalem samochod (120 €) i kupilem juz bilet na Ibize (56 €)

Ide pod prysznic i ide szukac jakiejs knajpy z Happy Hour na Sangrie

importe: 0,75€ – tiempo adquirido: 30 min

Chyba najtanszy net na wyspie.
Gdyby ktos szukal – Poczta Glowna w Palmie.

Wczoraj padlem okolo 15:00 i zasnalem ze zmeczenia prawie na stojaco.
Obudzilem sie na kolacje.
Jedzenie srednie… bardzo srednie.
Po kolacji spacer promenada
3,60€ za pol litra truskawkowego likieru.
Mniam.
Ja wprawdzie nie pijam alko ale tutejsze likiery to wyjatek.
W Polsce takich nie ma.
Noc koszmarna.
Nie moglem zasnac, bo w pokoju mimo chodzacego wiatraka bylo koszmarnie goraco.
Gdy wreszcie udalo mi sie zasnac… zrobilo sie straszliwie zimno.
Do tego rano cisnienie wody po prysznicem bylo takie, ze splukiwanie sie zajelo mi 15 minut.
Po sniadaniu…
jedzenie bardzo kiepskie, oj bardzo kiepskie
wreszcie przydzielili mi moj pokoj.
Jest prawie dwa razy mniejszy niz ten ktory dostalem pierwszej nocy ale za to jest w nim chlodniej i cisnienie wody pod prysznicem po prostu…. jest !

Jadac do Palmy, bo dzis spore zachmurzenie wiec plaza odpada, obserwowalem inne hotele.
Moj jest 3*** ale moim zdaniem zasluguej na co najmniej dwie mniej.
¿ Ciekawe jak jest w innych 3*** i jaka jest roznica w cenie ?

Dobra… czas sie konczy, wiec ide dalej lazic po Palmie.
Ulubione El Corte Ingles juz zaliczone.

Trudne dobrego poczatki

Nie ma polskich znakow…
Samolot odlecial z Okecia planowo, lotnisko na Majorce zdobyte wedlug planu, ale w hotelu okazalo sie ze nie ma wolnego pokoju dla mnie.
Chcieli mnie przeniesc jakis kilometr dalej… i jak powiedzial pan hotelarz „tylko na tydzien”
Opie*** go i… mieszkam na ostatnim pietrze gdzie pokoj wprawdzie malutki ale taras za to taki, ze ho ho.
A ze to ostatnie pietro i nikt nie bedzie podgladal to chyba nie bede mial sladow po majtasach :)

Wogole jakos jesc mi sie nie chce.
Ale tu mimo zachmurzenia jest 30 stopni… wiec moze dlatego.
Chyba dopada mnie zmeczenie, 28 godzina na nogach z krotka drzemka w samolocie.
Ide spac… a wieczorem pospaceruje po promenadzie.
Jest co ogladac.
Poza tym na mnie tez sie wszyscy gapia… ale akurat tutaj nie mam zludzen ze sie komus podobam.
Po prostu trudno tu spotkac kogos tak bladego ;-)

Mallorca

Hola.

No to przyszedł ten czas, że teraz ja będę się byczył przez dwa tygodnie.

Plaża, morze i Sangria… oto plan, który pozwoli mi zapomnieć o wszystkim.
Dorzućmy do tego ognistych Hiszpanów, szalone imprezy i kilkudniowy wypad na Ibizę i będzie bosko.

Adios…

Nie umiem się pakować

No zawsze miałem z tym problem.
Pakowanie to dla mnie katorga.
Wszystko sobie zawsze rozrysowuje, zapisuje a potem i tak się okazuje, że czegoś zapomniałem.

Z kłopotu pakowania się na wszelkie krajowe wyjazdy wyleczyło mnie posiadanie samochodu. W końcu mogę tam zapakować ile wlezie – w myśl zasady, że wszystko się przyda.
Ale jak się gdzieś leci… no to mam problem.
I tak podczas tego wyjazdu będę przypominał mały sklep elektrotechniczny.
Ładowarka do komórki, ładowarka do mp3-ki, kabel do ładowarki akumulatorków do cyfrówki itd, itd…

A przecież możnaby było jechać tylko z takim bagażem…

spakowany.jpg