Manifest

Właśnie skończyłem oglądać „Prime” (Serce nie sługa)
Dla mnie to bardzo ważny film.
Film na który zabrał mnie kiedyś tam between przed tym jak powiedział, że nie możemy byc ze sobą dłużej.
Od kilku dni znów jestem singlem.
Myślałem, że po mnie to trochę spłynie, przecież to ja z Nim już wcześniej zrywałem i to niby mnie mniej zależało.
Tyle, że ostatnio się zaangażowałem.
Fakt, trochę za późno.
Ale nie o tym chciałem.

Cztery związki za mną.
Trzy na odległość.
Staje się powoli expertem w tego rodzaju relacjach.
Zastanawiam się, czy to ze mną jest wszystko w porządku.
Przecież jak się ludzie poznają, zakochują, chcą być ze sobą…. i w rezultacie chcą razem zamieszkać.
A ja robię wszystko by do tego nie dopuścić.
Weekendowe spotkania są dla mnie swoistym świętem i celebrą związku.
Problem w tym, że ja nie chcę albo cholernie się boję iść dalej.
Moi dotychczasowi partnerzy początkowo to rozumieli.
Ale każdemu cierpliwość się kończy.
Każdemu tylko nie mnie.
Najwyraźniej jestem jeszcze niedojrzałym dzieciaiem, niegotowym na związek w szerszym niz tylko wspólne chodzenie do kina rozumieniu.
Boję się tylko, jednego czy aby ktoś jeszcze będzie miał na tyle siły i determinacji by o mnie samego trochę powalczyć.
W końcu nie mam już dwudziestu paru lat.

Podobno wszyscy boimy sie tego czego nie znamy.
To naturalne.
Dlaczego więc ja obawiam się tego co jest mi znane?
A może ja tego nie znam, może ja to tylko widziałem na filmach…

Dobrze, że jutro już normalny dzień, bo podczas wolnego człowiek za dużo rozmyśla…
 

Pedalskie jajeczko 2008

Jak zwykle odbyła się na Julianowie u Teresy.
Podobno miało być w klimacie disco-polo ale tylko Ge przyszedł w dresach.
Za to firmowych.

Było tradycyjnie stukanie się jajkami.
Pierwszą rundę wygrałem, eliminując Teresę.
W drugiej przegrałem z Czarkiem.
No ale z Nim to ja mogę zawsze i wszędzie przegrywać  ;-)

Gry i zabawy słowne też oczywiście były i nawet ja jako pierwszy odpowiadałem na pytania zgromadzonych.
Ale tym razem obeszło się bez jakichś skandali.
Samego trochę mnie zdziwiło, że właściwie nie umiałem odpowiedzieć na pytanie o moje największe życiowe rozczarownie seksualne.
Ale to chyba dobrze świadczy o moim dotychczasowym życiu seksualnym.

A no i nie daje mi spokoju pytanie od takiego jednego młodziaka (przepraszam ale nie zapamiętałem Jego imienia).
Zapytał mnie czy lubię używać kosmetyków.
Ale, że niby mam się tu doszukiwać drugiego dna.
Że niby śmierdzę ?
Albo powinienem zmienić te których używam, na nowe, bo te już nie działają ?
A może to czas by zainwestować w antyzmarszczkowe ?
Macie jakieś pomysły co się może kryć za tym pytaniem…

… i jeszcze

Piasek też jest z Kielc.
Kamil, zauważyłeś, że wszystko zmieniłem.
Profil, bloga a na nim Twój dawny status.
Staram się jakoś sobie dawać radę.
Takie proste porządkowanie rzeczywistości jest dla mnie jakimś tam substytutem panowania nad sytuacją.
Mam wtedy wrażenie, że nie rozsypuję się na kawałeczki.

Wiem, że to przeczytasz i pewnie znów uronisz nie jedną łzę.
Ale jeśli zaryzykowałeś i chciałeś sprawdzić moje uczucie tym co powiedziałeś, to wybrałeś najgorszy z możliwych sposobów.
Gdyż mam jedną poważną ułomność w stosunku do swoich facetów – wierzę im w to co mówią.
A wyczyściłem Cię tylko z teraźniejszości.
Reszta zostaje bez zmian.
I na zawsze.

Poza tym nie rozmawiajmy przez blogi, zawsze możesz zadzwonić.

Happy ending

„Ze wszystkich rzeczy wiecznych miłość trwa najkrócej.”
Tak mówią.
Ale mówią, też w pewnym bliskim mi filmie, żeby „zachować w tym wszystkim choć odrobinę klasy”
W tym wypadku wprawdzie żaden z nas żadnej Joli nie zrobił dziecka, nikt też nikogo od gnomów nie wyzywał. ale reszta w miarę się zgadza.
Z naciskiem na W MIARĘ.
Nie dramatyzujemy i rozstaliśmy się kulturalnie.

A mnie po głowie chodzi od wczoraj Mika „Happy ending”

This is the way you left me,
I’m not pretending.
No hope, no love, no glory,
No Happy Ending.
This is the way that we love,
Like it’s forever.
Then live the rest of our life,
But not together.

A co poza Sandomierzem ?

No właśnie nic.

Byłem kilka dni w Warszawie, tak żeby odpocząć.
Udało się.
To już się staje pewnego rodzaju tradycją, że gdy mam jakiś syf w pracy to wsiadam w samochód i jade na kilka dni do Warszawy.
Do KaMiśka.
Wtulam się w Niego.
A On rozumie wszystkie moje problemy… bo ma podobne w pracy.
14 piętro to widać jest ta wysokość na którą nie dolatują moje problemy, bo czuję się u Niego zawsze bardzo bezpieczny.
Aż trochę szkoda, że moje nowe mieszkanie będzie na 3 piętrze.
Wyżej się i tak nie dało.

Nigdy na tym blogu nie pisałem o swojej pracy.
Taka była zasada.
Coraz częściej rozważam złamanie tej zasady… w końcu i tak wszyscy wiedzą.
Życzliwych nie brakuje i pewnie Pani prezes za chwilę tę notkę będzie miała jako załącznik w mailu.
No to choć raz skorzystam z pośrednictwa tych „życzliwych” i przy okazji chciałbym powiedzieć, że mimo iż dzielą mnie z Panią lata świetlne jeśli chodzi o poglądy i stoi Pani w jednym rzędzie z osobami które ja łagodnie mówiąc nie cenię to uważam, że jest Pani jedną z najpiękniejszych i najlepiej ubranych kobiet w naszej firmie.
Jak to się mówi – babka z klasą.

A co poza tym w pracy ?
Chujnia.
Do kwadratu.
Ostatnio usłyszałem, że jestem rozkapryszonym dzieciakiem a nie rozsądnym pracownikiem, bo… po miesiącu wykonywania obowiązków kierowniczych całkowicie darmo (w oczekiwaniu na umowę) i po tym jak dowiedziałem się, że ostatecznie umowy nie będzie powiedziałem, że nie będę dalej pracował za darmo.
Szefostwo było oburzone.
No jakim prawem ja dalej nie chce pracować darmo.
Skandal.
Początkowo sądziłem, że mi się to wszystko śni… i nawet liczyłem, że się zaraz obudzę.
Niestety to nie był sen… gdyż musiałbym spać już trzecią dobę :-)

Szczęśliwie to wiosna już za rogiem… no bo przecież dziś zima idzie do morza.

(tak, jasne, że to było nieskromne i całkowicie zaplanowane przypomnienie faktu)

Sandomierz: otwarte od 10 do 16

Pojechaliśmy z KaMiśkiem na św.Krzyż
Uprzedzając Wasze pytania – jasne, że wjechałem samochodem na samą górę.
Przecież jeszcze nie oszalałem, żeby taki kawał poginać piechotą.
Kiedyś wchodziłem tam z wycieczką szkolną i wystarczy.

No ładnie tam i cicho i… nawet nie wiało.
KaMiś nie lubi jak ja naśmiewam się z religii i przyległości ale jak widziałem te obrazy w kaplicy na których najbardziej dawał po gałach totalny i całkowity brak znajomości proporcji ludzkiego ciała to aż mnie skręcało.
Ja wiem, że to był czy była jakaś święta (gdyby nie podpisy to bym płci za Chiny nie rozpoznał) ale to nie powód, żeby malować jej stopy jak u hobbitów.

Zjeżdżając KaMiś zasugerował podróż do Sandomierza.
Oczywiście, bez mapy nie zdawaliśmy sobie sprawy jaki to kawał drogi jest i wyszło na to, że to prawie 100 km od Kielc.
Nieszczęśliwie dojechaliśmy na miejsce około 15:30 i przez to nie załapaliśmy się na chodzenie po piwnicach, co tam szumnie nazwano „Trasą Podziemną”.
Mimo, że zwiedzanie trasy możliwe jest do 16:00 to pani w kasie powiedziała, że przejście wszystkich piwnic zajmie 40 minut a poza tym to ona już i tak za chwilę zamyka i żebyśmy przyszli jutro.
No bo ja nie mam co robić tylko siedzieć do jutra w Sandomierzu.

Poszliśmy na rynek.
Schludnie i czysto tam.
Ładne kamieniczki, wszystko odremontowane.
Tylko jakoś tak mało ludzi było.
Choć to ostatki były.

Zeszliśmy w stronę Wisły, potem odwiedziliśmy kościół.
W środku tak „na bogato”
Wracamy i chcieliśmy gdzieś coś zjeść.
Pierwszy lokal.
Czynne do 16:00
Sklep
Czynne do 16:00
Cukiernia
Czynne do 16:00
Kawiarnia
Czynne do 16:00
Nawet sklep z pamiątkami
Czynne do 16:00

No żesz *** jego mać
Co to jest ?
Miasto czy jakiś skansen do którego przychodzi się do pracy jak do biura i wychodzi o 16:00
To jakaś popierdółka jest a nie miasto.
Sandomierz SUCKS !!!