Pralnia… czyli trochę o tym, czego to człowiek może się przy okazji dowiedzieć o sobie.

BeePlu Gate i inne takie „okazje” wyzwalają demony, no i można komuś bezceremonialnie po prostu przywalić.

Lux miał w miniony poniedziałek urodziny.
Ostatnie miesiące dzięki różnym zbiegom okoliczności ale przede
wszystkim dzięki zaślubinom All i 306 spowodowały jakieś tam ocieplenie
we wzajemnych kontaktach.
Dlatego też postanowiłem ot tak po prostu zadzwonić i złożyć mu urodzinowe życzenia.
Jak się okazało to był bardzo poważny błąd.
Kiedyś a propos Luxa napisałem, że exowie są jak Reserved, bo patrząc
na nich po latach kompletnie nie wiesz co Ci się w nich podobało.
Dziś wycofuję to określenie.
Lux jest jak Biedronka albo Lidl, bo po latach zastanawiasz się jakim cudem uszedłeś z tego związku z życiem.
Przy takich okazjach najczęściej wychodzą najgłębiej skrywane zadry.
Tym razem dowiedziałem się, że boli go to co powiedziałem o jego
obecnym facecie prawie cztery lata temu i że… mam to odszczekać.
Dno i pięć metrów mułu.

Z innej rozmowy telefonicznej dowiedziałem się z kolei, że blogi piszą tylko osoby słabe psychicznie.

Co to wszystko jest, jakiś pieprzony efekt motyla ?

Co autor miał na myśli pisząc to co napisał.

Czy to ja jestem pojebany czy może jednak świat ?
Mam wrażenie, że tylko jeden prawiebrunet zrozumiał moją poprzednią notkę.

To co napisałem nie miało być tanią sensacją nakręcającą licznik odwiedzin.
To jest po prostu kilka słów… tak ogólnie w temacie prawdziwej miłości.
Miłości, która nie uznając barier stawianych przez kogokolwiek, być może nawet początkowo negowana i tłamszona jest na tyle silna, że wcześniej czy później zawsze triumfuje.

- No ale przecież mówiłaś, że żadnych mężczyzn, że nigdy w życiu, że oni wszyscy są tacy sami.
- Ula no co Ty… On jest zupełnie inny niż wszyscy.

Zdaję sobie sprawę, że za chwilę ktoś powie, że to wali kiczem na odległość jak bajki Disneya ale ciekaw jestem czy jest ktoś kto gdzieś tam głęboko na samym dnie serducha nie marzyłby choć raz o takim kiczu jak z bajki.
Tylko nie wszyscy mają odwagę się do tego przyznać.

Nie wiem czy taka miłość wydarzyła się akurat w tym wypadku.
Oby.
Bo ja zawsze kibicuje każdej wielkiej miłości

Się dzieje…

No, nieźle proszę Państwa.
Nasza mała homicza blogosfera aż huczy od oficjalnych stanowisk, komentarzy, plotek, pranych brudów i zewsząd płynącej żółci.

„Trochę jestem nie w temacie ale Pluto i between są razem (ale mam zdziwko)”
„I po co było to wszystko pisać publicznie, blogi nie są po to by prać takie brudy.”
„Oj narobili sobie wrogów
.”
To tylko mała próbka cytatów które docierały do mnie w trakcie weekendu.

Oczywiście skłamałbym twierdząc, że nie mam zielonego pojęcia dlaczego ludzie akurat do mnie się z tym zwracają.
Nie wiedzieć czemu, ale czuję przez skórę wręcz wiszącą w powietrzu swoistą presję na mnie bym coś w tej sprawie powiedział.

No to mówię.
Choć nie uważam by moje zdanie jakoś specjalnie się w tej sprawie liczyło.
Zresztą prawdę powiedziawszy niczyje właściwie nie powinno.

Prawdziwe uczucia to potężny ogień, który raz podłożony nie daje się kontrolować.
Choćby nawet w imię utrzymania czy to przyjaźni czy też po prostu fajnej znajomości obie strony obiecywały sobie, że będą nad tym panowały.
No się nie da.
I w sumie to jest w tym wszystkim najwspanialsze.
Ogień bowiem choć sieje pustkę, ból i zniszczenie to wyzwala też przestrzeń, fantazję i chęć budowania czegoś nowego.
Wznieca zapał.
Ja życzę by ten ostatni trwał jak najdłużej.
U wszystkich aktorów tego przedstawienia

Trochę po…

Choć ciągle mi Go brakuje.
Nikt już mnie nie wita merdając ogonem.
I przedpokój się powiększył.

Boję się jak zareaguje na śmierć bliskich mi osób.
We wczesnym dzieciństwie bardzo nie lubiłem dnia 1 listopada, bo wszystkie dzieci szły wtedy na groby kogoś z rodziny a u mnie… wszyscy żyli.
Tylko jeden grób… i do tego dziadka który zmarł 5 lat przed moim urodzeniem, więc w sumie to żadna więź.

No ale to było 25 lat temu.
Niedawno jedna babcia, na krótko ale jednak, trafiła do szpitala bo ciśnienie zaszalało.
Ojciec też już nie tak zdrowy jak kiedyś.

Zastanawiam się, czy w ogóle można się przygotować na czyjeś odejście ?
Sorry, za taki klimat… ale ostatnio mi się zęby śniły.

Alf

Na początku byłem przeciwny psu w domu.
Ale od momentu przekroczenia progu naszego domu On doskonale to wyczuł i mocno zabiegał o moją akceptację.
Zdobył ją bardzo szybko.

To był najukochańszy zwierzak świata.

Od jakiegoś czasu ciężko chorował.
Leki i kroplówki tym razem już nie pomogły.

Dziś odszedł.
Płakałem.
Nadal płaczę.
Smutno mi bez Niego

Alf
(10.05.1996 – 04.11.2008)

Przestawianie kamery

Szwajcarskie złoto, amerykańskie jedzenie przepijane południowymi drinkami a na deser lobby skandynawskiego hotelu i kubańskie mojito.
W Warszawie.
Na chwilę przed zimnym i ponurym listopadem.
A w tym wszystkim my.
Ja, saber i between.
Trójka a może nawet trójca własnego świata.

Sabera wcześniej nie znałem osobiście, choć kilkukrotnie długo gadaliśmy na Skype.
Jest On zdecydowanie jedną z tych osób, której ściskając dłoń na powitanie masz wrażenie, że znacie się od dawna i jednocześnie czujesz, że możesz z Nim przegadać długie godziny bez troski o to, że zabraknie Wam wspólnych tematów.

To zdecydowanie był wspaniały wieczór.
Bez względu na to, że doskonale wiem kto komu czego zazdrościł, czym się, nawet bezwiednie, chwalił a co próbował skrzętnie ukryć.
Mam też wrażenie, że każdy z nas czegoś szukał, choć jednocześnie, przynajmniej oficjalnie, nikt niczego nie zgubił.
Bo gdyby tak na trzeźwo na to spojrzeć… tylko po co.
Niech się kręci.

Powtórka wskazana.