True Blood

Przemiłe uczucie.
Pierwsze odcinki tego serialu oglądałem na Kubie, leżąc w chłodnym pokoju i popijając drinki z baru przy basenie.
Teraz ciąg dalszy.
I wszystko rozumiem, nie zgubiłem wątków.
Tylko otoczenie trochę inne.
Chciałbym, żeby było już ciepło.
A tak naprawdę to chciałbym już mieszkać u siebie.

Nie ma ideałów

Boszzz jestem pieprznięty na punkcie tego filmu.
Na HBO2 właśnie leci „Bezsenność w Seattle”
I jedna z moich ulubionych scen.
Pamiętacie gdy Sam tłumaczy synkowi, że spotyka się z Victorią bo tak robią single, bo po prostu sprawdzają czy są do siebie dopasowani, bo przecież ideały nie istnieją… a wtedy z samolotu wysiada Ona, czyli Annie.
I jednak ideały istnieją.
Wiem o tym… bo kiedyś miałem podobną sytuację a ideał czekał na mnie w centrum mojego miasta leżąc na murku.

Martwię się tym, że każdemu pisany jest tylko jedne ideał w życiu.
Choć ciągle mam nadzieję, że jednak tak nie jest.

Chyba jeszcze nigdy aż tak…

… nie było, zeby mi cały miesiąc uciekł.
Miesiąc który można zamiennie obwołać niekończącym się pasmem koszmarnych błędów i czasu płacenia za nie.
Nawet dosłownie.
I to niestety bardzo słono.

Jakoś nie mam ochoty teraz pisać.
Robię sobie ferie na jakiś czas.