Z cyklu – głupie pomysły przed 2 w nocy… JP2

Jak ktoś jest warsiawski i branżowy to pewnie co nie co… a może i więcej słyszał o dużym formacie aka Jej Perfekcyjności.
Podziwiam z ukrycia, cichym wielbicielem wszystkich wcieleń, zarówno tych realnych jak i netowych będąc.
I tak w ramach zabaw językowych (bez skojarzeń proszę) wymyśliłem, że skoro wśród drag queens są Druga Maryla czy Druga Doda to gdybym jak upodobnił się do Jej Perfekcyjności, określanej tu i ówdzie skrótem JP to mógłbym być JP2.
A teraz już możecie włączyć skojarzenia :-)

Dobra… mam już głupawkę wieczorną.
Dobranoc.

Proszę Państwa, ostatnia minuta i kończymy temat

Na koniec tej bulwersującej historii w której czuję się jak trybik i ofiara w jednym. chyba jedyny głos rozsądku jaki się pojawił.
Bo niektórzy na Gaylife w toku gorącej dyskusji odsądzali mnie od czci i wiary, zarzucając mi, że m.in obrażam ludzi, którzy słuchają d’n'b i chodzą w dresach.
Nie obrażam, ale nie uogólniając, owszem o niektórych z nich mam niezbyt pochlebne zdanie, poparte latami doświadczeń nabytych gdy stykałem się z tym środowiskiem,

Wracając do tematu, całość sytuacji moim zdaniem fenomenalnie podsumował sebastic.
Zgodził się na zamieszczenie na moim blogu jego komentarza.

Niestety, incydent z Xell’em jest świetną wodą na młyn dla Gaylife i tylko dlatego pojawiła się tu kopia wpisu z jego bloga. Najgorsze, że samo Nara dało Gaylife ten incydent niejako w prezencie..

Tak mi teraz przyszło do głowy, trochę na wesoło, że w zasadzie zarówno Gaylife jak i Nara mają jednak jedną wspólną cechę – oboje boją się krytyki, a krytykantów wolą usuwać siłą, niż z nimi merytorycznie porozmawiać. Nie wiem czemu, uważają, że ta metoda będzie skuteczna w obronie ich wizerunku. A przecież wolność słowa polega na swobodnym wyrażaniu opinii i dyskusji na merytoryczne argumenty. I tak jak już napisałem wcześniej, trzeba nauczyć się żyć z krytyką, a wręcz wykorzystywać ją do wzmocnienia własnej pozycji.

Cóż, miejmy nadzieję, że Nara zacznie uczciwie mierzyć się z nową rzeczywistością. bo ma wystarczający potencjał, by z nadzieją patrzeć w przyszłość. Trzeba tylko grać fair.

Podstawowe błędy rodzą kolejne błędy

Nie milkną echa sobotnich wydarzeń.
Dostałem kilkanaście SMS-ów w których różnie się do tego odnosicie.
Od retorycznych pytań w stylu :

I na co Ci to było, przecież teraz te zawistne cioty Cię zjedzą a i tak wszyscy wiedzą, że to klepisko na Gdańskiej jest niereformowalne ?

poprzez ciepłe wsparcie

Wreszcie ktoś się odważył napisać prawdę.
Może ludzie będą mieli więcej odwagi teraz.


Polskie pedalskie knajpy są takie… przaśne.
Nie tylko Narra, ale w Wawie też.
Ciekawe kto następny wyleci z klubu?

aż po podtrzymujące na duchu

Nie martw się xell, zrobimy w każdą pierwszą sobotę miesiąca Salon Wypędzonych w Ganku, Ty zrobisz muzę ja przyprowadzę znajomych i będzie super impreza.

Gaylife mnie przekopiował bo przecież oni trzymają z blu a nienawidzą się z Narra więc każdy nieprzychylny tekst o tym klubie jest im bardzo na rękę.
Dodatkowo „uhonorowali” mnie statusem VIP’a
No to teraz wrogowie będą mieli pożywkę bo wychodzi na to, że dla nich robię, co oczywiście nie jest prawdą, ale kogo dziś obchodzi prawda.
O ile od dawna wiadomo o różnych animozjach, sojuszach i układach między klubami i portalami to jeszcze nigdy żaden klub nie odważył się zaatakować niezależnego blogera.
W gronie znajomych zastanawialiśmy się też nad przyczynami aż tak alergicznej reakcji ze strony Narragansetu.
Być może po informacji o sprzedaży blu poczuli się już tak silni, że pozwalają sobie zadzierać z niezależnym, nie trzymającym z żadną ze stron blogiem albo wręcz przeciwnie są już tak słabi, że boją się jakiejkolwiek krytyki, dlatego zamykają szczelnie przed nią drzwi.

Na Gaylife ktoś napisał w komentarzach, że wyproszono mnie, bo właścicielom skończyła się cierpliwość.
Ciekawe, że nie kończy im się cierpliwość w stosunku do pijanych klientów, którzy co weekend rozrabiają w klubie, rozlewając piwo, tłukąc szklanki na parkiecie, siejąc tym samym postrach wśród współuczestników zabawy.
Oni pewnie nadal mogą tam przychodzić, ale jak ktoś odważył się na nieprzychylny komentarz to już cierpliwość się kończy.

Cała sytuacja wygląda trochę podobnie do krytyków kulinarnych, którzy odwiedzają lokale a potem piszę recenzję.
Lecz nawet jeśli recenzja jest niepochlebna nikt nie odważy się zakazać wejścia  takiemu krytykowi bo wie, że to oznacza śmierć lokalu.
Tak jest wszędzie w cywilizowanym świecie.
Oczywiście doskonale zdaję sobie sprawę, że Narra dalej będzie istniało i zapewne miało się dobrze w swoim bagienku, ale to nie będzie już nigdy ten sam klub.
I nie uratuje tego choćby tysiąc fajnych lamp i genialne nagłośnienie, którym tak bardzo lubią się chwalić właściciele.
Bo coraz więcej osób przestaje mieć ochotę tam się bawić a takie sytuacje jak sobotnie wyproszenie mnie z klubu za słowa krytyki tylko dolewają oliwy do ognia.

PS
A pomysł z imprezą dla niezadowolonych z oferty Narra brzmi kusząco.
W końcu jak się na coś nie godzisz, to sam zrób coś w tym kierunku, żeby było lepiej.

Narraganset śmierdzi towarzyskim trupem

Najpierw w Łodzi potem na gejowskich portalach gruchnęła informacja o wystawieniu na licytację na Allegro klubu blu Queen.
Gejowski popełnił bardzo mądrą i analityczną notkę dlaczego ten klub w tym mieście niestety musi upaść.
Ja po początkowym ostentacyjnym bojkocie spowodowanym z jednej strony mega nachalną (na mnie zawsze działającą zupełnie odwrotnie) promocją na Gaylife i dodatkowo moim osobistym ambicjonalnym fochem na ten klub (bo naprawdę szczerze nienawidzę jak ktoś się ze mną umawia a potem wystawia mnie do wiatru i ani be ani me ani pocałuj mnie w dupę, a tak zachował się Jarek z blu), zostałem tam zaciągnięty na zasadzie:
- Nie wygłupiaj się, nie obrażaj choć sam sprawdź.
Jeśli chodzi o wystrój to niewiele się tam zmieniło w stosunku do czasów przed-hip-hop’owych ale muzycznie blu Queen bił wszystko co do tej pory działo się w łódzkiej branży.
Oczywiście docierały do mnie jakieś wręcz Hiobowe wieści, że lokal tak po prawdzie świeci pustkami ale właściwie w pewnym momencie sądziłem, że złą passę ma już za sobą.
Najpierw udana impreza fellow potem Fashion Week wraz z pokazem fenomenalnych TransMode były kulminacją rozbudzającą apetyt na więcej i częściej.
Niestety dziś już chyba wiemy, że długo, jeśli w ogóle, powtórki z tak fajnej zabawy się nie doczekamy.

Pod artykułem na Gaylife właściciele blu przekopiowali notkę Ge i… zaczęła się burza w komentarzach.
Dodałem swoje trzy grosze zwracając uwagę, że międzyklubowa wojna naprawdę chyba wszystkich wykończyła, bo to co ostatnimi czasy działo się w Narra wołało o pomstę do nieba.
O ile naprawdę uwielbiałem lokalizację na Tuwima to zawsze sceptycznie podchodziłem do obecnej na Gdańskiej.
W tej postaci to zdecydowanie był dobry lokal dla drecholskiej, drum’n’bass’owej, niewymagającej klienteli byłego Nexusa ale nie dla bywalców Narra.
Niestety zmienił się szyld ale dawni klienci nadal przychodzą.
Przykre jest to, że Narra się dostosowało właśnie do ich gustu.
Od kilku tygodni wpadałem do Narra w sobotę i za każdym razem przeżywałem coraz większy szok.
Zawsze więcej było plastikowych, upitych dziewuch (nawet nie dziewczyn) niż gejów.

O muzyce w tym klubie piszę od początku istnienia tego bloga.
Ogólnie zawsze była zła, lecz zdarzały się przebłyski, czy tez nawet dość długie okresy świetności. Nawet Matrix się z czasem wyrobił… i o dziwo to On był ostatnimi czasy najjaśniejszą stroną muzy w tym klubie. Co mimo częstych wcześniejszych słów krytyki potrafiłem szczerze przyznać.
Lecz ostatnio królował tam tylko mocny trans rodem z początku lat 90-tych plus nieśmiertelne (zgodzę się, że tworzące jakiś tam klimat) badziewia.

Szczytem wszystkiego była jednak miniona sobota… kiedy kilkukrotnie przykleiłem się do podłogi.

********

Przyleciał Miszal z Londynu… i zaplanowaliśmy klubową sobotę.
W blu kilka osób.
I mimo, że fajna muza to w środku smutno.
Narra
Wejście 10 zł
Idziemy do baru, zamawiam coś dla nas.
Podchodzi Doda i prosi mnie na chwilę do wejścia.
Po czym informuje mnie, że po moich licznych nieprzychylnych komentarzach (był raptem jeden) właściciele klubu życzą sobie, żebym opuścił klub.

WOW

Powiem szczerze, że jestem w szoku.
Słyszałem co nieco o jakichś zakazach wstępu dla różnych ludzi ale sądziłem, że to raczej bajki są a nie decyzje dorosłych facetów.
Takie zachowanie to dla mnie gówniarzeria
Waldku, na Twoim miejscu zaprosiłbym mnie do baru, zapytał się czego się napiję a potem zapytał o komentarze i moje stanowisko.
Porozmawiał i wyjaśnił sprawę.
Ale Ty wybrałeś najgorsze z możliwych rozwiązań.
Choć może powinienem się cieszyć z takiego obrotu sprawy, zawsze przecież mógłbyś kazać mnie obić czy coś w tym guście.

Zawsze ceniłem ludzi, którzy coś zbudowali.
Coś osiągnęli.
Jednak kiedy zaczyna im się w dupach przewracać to należy o tym głośno mówić.
Inteligentni przyjmą krytykę i wyciągną z niej wnioski.
Może nie głaskałem Was po główce i jak stadko fanów zawsze chwaliłem ale sądziłem, że konstruktywnie wpływam na to by Narra stawało się lepsze.
Jak widać nie.
A tutaj najwyraźniej właściciele zapomnieli o pochodzeniu nazwy Narragansett i jak skończyła się ta cała historia kilka wieków temu w Ameryce.

Nie życzę Wam źle – choć po dzisiejszym zachowaniu właściwie powinienem.
Ale towarzysko jesteście dla mnie skończeni.

PS
Ale w sumie opłacało się poświęcić.
Dziś podłoga już się nie lepiła.
Umyli

Problem Parady

I nie piszę teraz o łódzkiej stacji… która już szczęśliwie odchodzi w niepamięć.
Abiekt, który z tygodnia na tydzień coraz bardziej mi imponuje swoim zaangażowaniem, chęciami i ogólnie działalnością nazwijmy to nieładnie „branżową” prawie wyklął wszystkich którzy mieszkają w Warszawie a nie poszli.
Powiem szczerze, gdybym tam mieszkał też bym nie poszedł.
A przyczyn ku temu w tym roku miałbym aż nadto.
Po pierwsze
Wszyscy którzy mnie dobrze znają, doskonale wiedzą, że poza tłuszczem, pychą, zazdrością i żółcią do innych (w końcu trzeba mieć jakieś cechy narodowe) składam się głównie z cukru więc deszczu nienawidzę.
Dwa
Wyświechtanym ale jednak ważkim tematem był termin… który tak naprawdę w sumie nikomu nie pasował. Długi weekend, sesja no i ogłoszenie w ostatniej chwili.
W czasach, gdzie wyloty bukuje się na kilka miesięcy naprzód organizowanie parady w stylu…
ej to weźcie wszyscy przyjdźcie w sobotę na Bankowy to sobie poparadujemy uważam za szczyt braku profesjonalizmu.
Trzy
Nie uczestniczę w gejowskim życiu elit stolicy, więc nie wiem, ile, kto i komu musiał zapłacić za pozwolenie wystąpienia z ciężarówką / transparentem / ulotkami ale jeżeli prawdą są sumy które padają we wzajemnych oskarżeniach to faktycznie całą ta zabawa zakrawa na kpinę.
Podobnie było z berlińską Love Parade, początkowo manifestacją a z czasem doskonale prosperującym przedsiębiorstwem, które tak naprawdę padło gdy władze misiowego miasta przestały traktować wydarzenie jak manifestację i zażądały od organizatorów ponoszenia takich samych opłat jak za komercyjną imprezę.
Obym nie wykrakał i w tym przypadku.
Cztery
Biorąc powyższe pod uwagę plus smrodzik i fetorek pokłóconego środowiska każdy średnio rozgarnięty gej zada sobie pytanie PO CO MAM TAM IŚĆ ???
Najbardziej przekonywującej odpowiedzi udzielił znów Abiekt.
Bo mam ochotę przejść się środkiem Marszałkowskiej.
Problemem Parady jest to że ta odpowiedź jest jednocześnie żałosnym obrazem tego co dziś możemy w stosunku do tego co moglibyśmy… razem.

Post Selectorovo

Na Kraków zawsze można liczyć.
Oczywiście, że lało, było zimno i do tego była burza.
Piękna ale jednak uporczywie gmatwająca wcześniejsze plany.

Wczesnym popołudniem opuszczając Kraków skierowałem się na Anetki i Rafała na wręcz wymuszoną wcześniejszym telefonem pyszną Anetkową zupę.
Kiedyś to bym powiedział, że mógłbym się z Anetką ożenić gdyby tylko do aktu ślubu dopisać, że taka zupa raz w tygodniu będzie no ale teraz… cóż, zawsze mogę ją przyjacielsko wycałować.
Co też oczywiście uczyniłem.

Powrót z Tychów do Łodzi nawet gdybym nie chciał (a wierzcie mi, że głowę i uszy zaprzątał ciągle jeszcze piątkowy Royksopp) przywodził na myśl wspomnienia.
No co ja na to poradzę, że taki głupi sentymentalny facet ze mnie.

Dwie godziny szybko minęły, zwłaszcza, że jak mówię, towarzyszyły mi norweskie Purchawki i ich najnowszy krążek Junior.
Mega optymistyczna muza.
Przy okazji nowy rekord prędkości auta – 175 km/h

się dzieje… Selector Festival

No dobra… wiem,  że kilka…naście dni posuchy było na tym blogu, ale po prostu nie przekleiłem notek z laptopa a pisałem je gdy nie miałem dostepu do Internetu.

Kończący się tydzień spokojnie mogę ogłosić Żużlem Roku.
Dawno u mnie sie tyle nie działo,
dawno tak mało nie spałem,
dawno tak długo nie leciałem na Red Bullu
i dawno tak nie padałem wieczorem na pysk ze zmęczenia
po podejmowaniu setek decyzji jednocześnie.
Szczytem wszystkiego była poniedziałkowa rozmowa telefoniczna przez sen.
O dziwo rano wszystko pamiętałem tzn. z kim rozmawiałem o czym co obiecałem, na co się zgodziłem i gdzie się umówiłem.

W skrócie: IKEA, łazienka i reszta mieszkania, Fashion Week, radio, Warszawa, Kraków
Ufff…szczegóły wkrótce.
Długi weekend nadchodzi… może chociaż się wyśpię.

Teraz gra Franz Ferdinand, a że to mimo wszystko niekoniecznie moje klimaty to udało się dopaść netu na stoisku Play’a i tworzę.
Czekam na 1:00 bo wtedy pojawi się Royksoop i będę szalał pod sceną.

W Krakowie do niedzielnego popołudnia, jak ktoś ma ochotę na kawę to jestem otwarty…