Linki i sznurki

Wreszcie po miesiącach przekładania tego na wieczne „jutro” wziąłem się i nawet dość sprawnie mi poszło.
Oddaję w wasze ręce drodzy czytelnicy całkowicie odmienione linki.
Mam nadzieję, że nowa ich wersja będzie bardziej przydatna niż to co było dotychczas.

Zaległości ??? Jakie zaległości

Wszystkie notki które popełniałem od sierpnia do szuflady już zostały opublikowane.
Zatem jestem ze wszystkim, na bieżąco.
Wprawdzie w głowie siedzą jeszcze pomysły na nowe zapiski… ale skoro siedziały tyle, to może jeszcze muszą dojrzec.
W każdym razie będą się pojawiac, bo jakoś tak jesień chyba nastraja do częstszego pisania.

Fantastyczny Ge

Piszę to oczywiście tylko i wyłącznie powodowany zazdrością, żeby nie było, że mam jakieś niecne intencje.

Czy zaglądaliście ostatnio na bloga do Ge ?
Nie… no to zarezerwujcie sobie kilka dni na nadrobienie zaległości.
Od kiedy Ge znów jest do wzięcia (podobno… bo do mnie jak zwykle wszystkie gorące ploteczki docierają gdy są już zimne niczym pasażerowie w warszawskich autobusach) pisze jak szalony.
I do tego dobrze pisze.
Cholera… w porównaniu ze mną dużo lepiej.
Ale przynajmniej jest co czytać.

Zatem postuluje w trosce o to by mieć zajęcie w długie jesienne wieczory… nie swatajcie jeszcze Ge z nikim OK ?
Przynajmniej będzie jeden sezon doskonałego blogowania.

Älmhult

Älmhult – the heart of IKEA.
No to przylecielismy i dojechalismy.
Mala miescina 8500 mieszkancow, z czego chyba tylko niemowlaki nie pracuja jeszcze dla IKEA, ale to wlasnie tutaj w 1958 roku powstal pierwszy sklep IKEA na swiecie.
Vis a vis niego znajduje sie hotel w ktorym sie zatrzymalismy.
Pierwszego dnia zwiedzanie siedziby firmy, sluchanie o zrownowazonym rozwoju i przyjaznosci dla srodowiska.
Zjawiskowa wrecz wizyta w IKEA Lab gdzie w wyrafinowany i przemyslny sposob testuje sie (czyt. niszczy sie) wszystko co wymysla koledzy z budynku obok.
Jutro spotkanie z projektantami i Dzien Szwedzki.
Fotki jak dotre do domu.

A poza tym to zimno tu jak cholera… ale powietrze takie ze az sie chce oddychac.
No i pyszne jedzenie.

Czasoprzestrzeń

Jak pewnie zauważyliście zaczęły pojawiać się sierpniowe notki.
Sporo ich jeszcze czeka w kolejce do publikacji.
Postanowiłem otworzyć szufladę do której ostatnimi czasy pisałem.

Ta notka z kolei jest notką jak najbardziej bieżącą i pojawi się tylko na chwilę, tzn na czas mojej nieobecności w kraju.
Dziś frunę sobie do Szwecji na zaproszenie IKEA.
Mam nadzieję, że między zwiedzaniem, rozmowami z projektantami uda mi się też popróbować w samej centrali tych ich sławnych szwedzkich klopsików.

A że dawno nie leciałem samolotem a Miszal pokazał mi w te wakacje boską, wspaniałą i cudowną Pam Ann
Więc wklejam ją na czas mojej nieobecności.
Have fun when I will be busy, busy, busy


 

Masaż jest dobry na wszystko

Chyba tak już jest, że to nasze życie emocjonalne to taka sinusoida
Doły i góry.
Ostatnio było źle, dodatkowo w pracy na GG ostro pożarłem się z Kamisiem.
A wiecie, że On potrafi człowieka wkurwić do żywego.

Dlatego gdy odezwał się do mnie pewien student z którym rozmawiam na GG od jakiegoś miesiąca i zaproponował szaloną kawę w środku nocy, warto nadmienić, jego pierwszej nocy w dużym mieście… zgodziłem się bez wahania.
Na chwilę musiałem jeszcze podjechać pod Bla… a gdy Ona się dowiedziała, że planujemy jeszcze jakieś wyjście, dołączyła do nas i… wieczór i noc należała do nas.
Clubbing w czwartek w Łodzi około 1:30 to nie lada wyzwanie, bo głucho wszędzie, ciemno wszędzie i tylko w Czekoladzie jakoś się ludzie bawią.
I choć serdecznie nie trawię tego miejsca weszliśmy.

Kilka drinków Studenta, kilka Bla zerknięć na kelnera którego fenomenalnej wręcz popularności u kobiet nigdy nie zrozumiem i wracamy.
W założeniu każdy do siebie.
Ale w domu byliśmy po 3:00.
Podkreślam byliśmy.

Łojezu… no toż ja nie wiedziałem, że teraz mamy taką dorodną i silną młodzież.
I taką utalentowaną.
Masaż pierwsza klasa.