30 Gay B*Day v.4.0

Każdy z nas chciałby być bogaty, piękny i młody.
No cóż… skoro nie za dobrze idzie mi z tym pierwszym to postanowiłem być piękny i młody.

Co roku na początku grudnia staję się jeszcze piękniejszy oraz coraz młodszy.
A że uważam, że geje nigdy nie powinni mieć więcej niż 30 lat dlatego w tym roku organizuję już czwartą edycję swoich 30 urodzin.

Przy okazji impreza będzie połączona z oficjalną parapetówką.
A hasło „parapetówka” jest świetną wymówką dla faktu nieposiadania odpowiedniej ilości szklanek, sztućców i innego rodzaju sprzętów oraz idealnie kryje wszelkie możliwe niewygody.
A propos… tylko pierwsze 8 osób będzie siedzieć bo nie dorobiłem się jeszcze sofy.
Załóżcie zatem wygodne buty :-)

Oficjalne 30 Gay B*Day ver. 4.0 odbędzie się w sobotę 5 grudnia – start o 20:00.
Można przyjść punktualnie, przyspawać się do telewizora i oglądać finał Mam talent.

Zaproszeni są wszyscy czytelnicy bloga.
Jeśli chcecie wpaść to wydajcie wpierw pół średniej krajowej na prezenty
(właśnie otworzyli IKEA w Łodzi)
Spontaniczną listę prezentów będzie ogarniać Bla w komentarzach.
W komentarzach do tej notki wpiszcie się – koniecznie ze zwrotnym adresem mailowym celem poinformowania Was o miejscu imprezy.

Cała reszta która otrzyma zaproszenia via SMS or Gadu-Gadu – RSVP
bo nie wiem czy przygotowując menu postawić na żarcie czy na wódę.

Nie chce mi się babrać w gównie…

Po poprzedniej notce znów dostałem kilka maili w sprawie Narra.
Pisali bywalcy (chyba Ci nie do końca zadowoleni), byli barmani, ludzie kiedyś z Waldkiem wspólpracujący.
Napisał nawet ktoś kto podał się za bliskiego znajomego Dody.

Wszystkie opowieści łączyło to, że chcieli bym wreszcie coś zrobił, by coś się poprawiło, zmieniło na lepsze.
Najbardziej radykalni pragnęli bym wręcz dowalił temu klubowi – „ale tak, żeby ich zabolało”
Nie wiem jak silni są „ludzie z Narra” skoro wszyscy autorzy zwracający się do mnie nie mają odwagi na podjęcie jakiegokolwiek działania tylko siedzą cicho.
Może i po kątach wymieniają się niepochlebnymi opiniami ale… w weekend i tak tam idą i z gębą na kłódkę doskonale się bawią.
Przecież takie zachowanie tylko rozzuchwala ekipę z Gdańskiej.

Poniekąd rozumiem dlaczego zwracano się do mnie, lecz gdy zapytałem jedną z osób dlaczego nic w tym kierunku nie zrobi, usłyszałem, że „nie ma ochoty babrać się w tym gównie”.

Bla gdy jej to opowiedziałem tez zapytała ale chyba bardziej retorycznie, niźli tak jakby oczekiwała odpowiedzi
- A Tobie się chce tym zajmować ?
Nie. Już nie.

Helloween czyli Narra nadal straszy.

Pre-party u Ge jak zwykle bardzo sympatyczne.
Potem rozdział na tych którzy chcą iść do Narra i tych co wolą Fou-Fou.
Mimo, że wszyscy doskonale wiedzą, że w lipcu mnie wyproszono z klubu na Gdańskiej to i tak cała ekipa ciągnie mnie właśnie tam.
Metka z Teresą stwierdzili, że idziemy całą grupą więc jestem na ich zaproszenie.

Czuję się niezręcznie i w innych okolicznościach zdecydowanie bym odmówił, lecz ostatnimi czasy wiem, że kilka osób rozmawiało na „mój temat” z szefostwem klubu i dyplomatycznie to ujmijmy… pojawiła się wątła nić porozumienia a nawet przekonanie, że sprawa jest już przedawniona.
Swoje zdanie w tym temacie już dawno wyraziłem, bitewny kurz opadł więc może faktycznie jest już pozamiatane.
OK., zgadzam się i jedziemy.
Wszedłem bez problemu, raand z egusiem żartując sprawdzają czy podłoga się nie lepi i mówią żebym się nie przejmował bo będzie dobrze.
Ja też obracam wszystko w żart i mówię niczym starowinka z Seksmisji, że „wszystko mi się tu podoba i ze wszystkiego jestem bardzo zadowolony”

Całą ekipą bawimy się pod dj-ką aż do czasu gdy wybieram się do baru.
Namierza mnie „Doda” i… każe opuścić lokal.
Wracam do znajomych mówiąc jak się sprawy mają.
Wszyscy zdziwieni.
Wychodzę.

Wysyłam SMS-a do Waldka, że musiało go cholernie zaboleć to co powiedziałem w lipcu o tej lepiącej się podłodze, skoro nadal chowa uraz.
No cóż najwyraźniej prawda boli najmocniej.
W odpowiedzi otrzymuje pełne dumy i buty oświadczenie że teraz to ja jestem towarzyskim trupem i niech tak pozostanie.

Oj, oj, oj… Waldku, nieładnie.
Pamiętaj, że fortuna kołem się toczy a łaska Pańska (w tym wypadku klientów) na pstrym koniu jeździ.
Jasne jest, że Narra będzie trwało, bo jest zbyt wielkie by upaść, ale pamiętam taki czas na Tylnej jeszcze, że w soboty było góra 30 osób. Módl się by te czasy nie powróciły, bo nie będzie wtedy na kredyty.

Niektórzy twierdzą, że nie ma się o co boczyć.
Bo w sumie poszło o brudną podłogę.
Najwyraźniej jednak w tym klubie wyżej cenią sobie zachlanych w trupa klientów niźli kogoś kto naprawdę cenił (czas przeszły jak najbardziej zamierzony) ten lokal i zdobył się na szczerą opinię myśląc, że konstruktywnie wpłynie ona na jakość miejsca.
Dziś nawet moi dawni wrogowie doceniają moją szczerość.
No bo jak to szło… prawdziwa cnota krytyki się nie boi ?

PS
A może wyprosili mnie bo byłem ubrany w żółtą bluzę a przecież wszyscy wiemy, że ten kolor to nadwyraz drażliwy na Gdańskiej temat.