Co słychać ?

Wiosna idzie !!!
Poza moim ciągłym uwielbieniem dla leżenia w moim zajebiście wygodnym łóżku, jakoś chce mi się ruszać…
ruszać napisałem, nie ruchać !!!
wychodzić do ludzi i imprezować.
Oczywiście niebagatelną rolę w nakręcaniu mnie, poza lekami na katar ma muza.
A że dawno nie pisałem czego słucham to nadrabiam.
Przy okazji oczywiście polecając gorąco.
Słuchajcie i bawcie się !!!

Może najpierw o rzeczach które już są przebojami.
Ostatnio siedząc w domu miałem włączone MTV DANCE.
Zatem dane z pierwszej ręki, prosto z UK.
Ten numer leciał średnio co 40 minut.
Calvin Harris rządzi.
To już kolejny singlowy numer z krążka Ready for the weekend.
Jeśli jeszcze nie macie tego albumu a pretendujecie do miana Party People – wstydźcie się.
CALVIN HARRIS – YOU USED TO HOLD ME

Część świata zwariowała na punkcie odgrzewanego motywu harmonii, wykorzystanego tym razem w utworze Stereo Love.
Że we Francji jest to numer 1 to mnie wcale nie dziwi.
Ale żeby od razu na całym świecie.
Na tym blogu nie lansujemy muzycznego chłamu, to pozostawiamy Gejowskiemu, zatem nawet linka nie będzie.
Nie zasłużyli.

Za to ten numer mnie totalnie zakręcił.
Raper Example postanowił muzycznie przesunąć się w kierunku niezwykle tanecznego electro. Rozpoczął współpracę z Calvinem Harrisem i mamy tego wspaniały efekt, swoją drogą mam wrażenie, że Calvin Harris macza palce we wszystkim co się teraz dzieje muzycznego na Wyspach (o Dizzim będzie za moment)
Sam Example swoje nowe muzyczne oblicze nazywa Dysfunctional Electro-Pop
Czy to nagranie jest dysfunkcyjne – nie wiem ale nie można mu odmówić fajnego bujanego klimatu.
EXAMPLE – WON’T GO QUIETLY

Dizzee gdy pojawił się w Polsce na pierwszej edycji Selector Music Festival na początku czerwca ubiegłego roku, nie uchodził jeszcze nad Wisłą za powszechnie znaną gwiazdę, choć miał już wierne grono fanów.
I o ile do dziś jestem sceptyczny co do nagrania Dance Wiv Me to tym numerem zaskarbił sobie jednak moją ogromną życzliwość.
DIZZEE RASCAL & ARMAND VAN HELDEN – BONKERS

Ale jego kolejny, w PL ciągle uchodzący za ostatni, singiel mnie totalnie rozwalił.
Nawet zrobiłem sobie z tego dzwonek do telefonu.
Ja już chcę wakacji !!!!
DIZZEE RASCAL – HOLIDAY

Boskie prawda.
I zapada w pamięć.

No to teraz w ramach zapowiedzi… coś co za chwilę będą grali wszyscy, choć numer oficjalnie miał premierę we wrześniu 2009.
Początek video przywodzi na myśl Madonnę i jej Like a Prayer.
I dobrze, bo oryginał tego nagrania pochodzi z 1990 i wtedy wykonywał go Adventures of Stevie V – klasyka muzyki tanecznej.
Dizzee dodał trochę siebie i odświeżył brzmienie, choć niektórzy sądzą, że raczej zmasakrował to nagranie.
DIZZEE RASCAL – DIRTEE CASH

************

Czas na rzeczy które dopiero nadejdą.
W sensie albumów, bo single już szczęśliwie są.

Ich nowa płyta ukaże się dopiero 22 marca, ale po radiowej premierze singla Rocket zdecydowanie jest na co czekać.
Singlowy numer ma potencjał by zawładnąć parkietami tej wiosny.
To będzie prawdziwa rakieta, tym bardziej, że Tiesto już popełnił dwa remixy tego nagrania (wersję radiową i klubową)
GOLDFRAPP – ROCKET

Kolejną gwiazdą zapowiadającą swój album jest Róisín Murphy.
Z dwóch jej nowych utworów zakochałem się w Momma’s Place.
Cały album… niestety nie wiadomo kiedy.
15 grudnia Róisín urodziła córeczkę i wydaje się, że to teraz zajmuję ją najmocniej.
W wywiadzie dla Entertainment Weekly, Murphy powiedziała,
„First of all, I haven’t recorded a new album as such. I’ve recorded a lot of songs, but I haven’t planned beyond just putting the songs out there and letting them have their own life, and see how the music lives on its own, without videos, without a big promotion. It’s more just about getting songs out there and letting them have their own life.”
Zatem zerkajcie na jej stronę na myspace i oczekujcie nowości.
ROISIN MURPHY – MOMMA’S PLACE

Trochę długo wyszło… ale chyba było warto.
Piękne, porywające, wiosenne rytmy.

Szaleństwo w komentarzach.

Pod poprzednią notką nabiło się aż 27 komentów.
To sporo.
Dawno żaden temat nie wywołał aż tak zażartej dyskusji.
Szefowa łódzkiej TOYI, w swojej wypowiedzi na antenie stacji stwierdziła, że parytety to taka proteza którą, pewnie za kilka lat będzie można spokojnie znieść, ale teraz są potrzebne, by dać impuls.
Mnie to nie przekonuje.
Po pierwsze, znacie jakiś przypadek by ktokolwiek, kiedykolwiek, z czegokolwiek, sam, dobrowolnie zrezygnował, zwłaszcza jeśli jest to jego, a w tym przypadku jej przywilejem.
No właśnie.
Już widzę oczami wyobraźni te hasła protestów podczas znoszenie parytetów za kilka lat.
ZAMACH NA WOLNOŚĆ KOBIETY
ZNÓW CHCECIE NAS COFNĄĆ DO KUCHNII

A jako komentarz do mojego nieprzejednanego w tej kwestii stanowiska posłużę się komentarzem znajomego, który wpisał mi się na fejsbuku.
Politycy dzielą się na dobrych i złych a nie na damskich i męskich.

Parytety są do dupy.

Obiecałem sobie, że o tym napiszę.
Więc piszę.
To było chyba w grudniu, zapomniałem, żeby trochę szybszym krokiem zmierzać na Centralny i w rezultacie uciekł mi pociąg do Łodzi.
Miałem niecałą godzinę, więc wszedłem do Tarasów, gdzie na chwilę przycupnąłem przy kawie.
Za chwilę pojawiły się przemiłe dwie panie, które zapytały mnie czy nie zechciałbym podpisać obywatelskiego projektu ustawy o parytetach.
Odmówiłem.
Chyba zbyt stanowczo, bo od razu zwątpiły i odeszły.
A ja chciałbym z kimś na ten temat sensownie porozmawiać.
Powtarzam – SENSOWNIE.
Czyli nie z nawiedzonymi feministkami, które widzą tylko ZA, ani nie z obrońcami jak to się mówi, patriarchalnego modelu świata, tak, którzy są na NIE.

Początkowo nawet miałem wyrzuty sumienia, że ja gej, czyli jakby też uciskana mniejszość nie przyczyniłem się w żaden sposób do poparcie praw innej, jakby nie patrzeć z perspektywy historii również uciskanej mniejszości.
Moje obawy rozwiały współpasażerki z pociągu.
Najpierw jedna z nich rozmawiała o parytetach z kimś przez telefon, dosadnie przekonując, że bez ich uchwalenia wyjdziemy na zaścianek Europy, że wszyscy będą nas wytykać palcami.
No po prostu jednym słowem, parytety muszą wejść.
Zaraz po skończonej rozmowie telefonicznej zwraca się do siedzącej obok koleżanki tymi mniej więcej słowy:
- No i wracając do tego co Ci mówiłam. Jadę sobie Marszałkowską, no korek jest jak zwykle a ten mi się tu wpierdziela. A przecież widzi, że kobieta. To nie, nie ustąpi, tylko się pcha.
Jaki to z niego gentelman, niewychowane bydle, nie wie, że kobiecie się powinno ustępować.

Aż się we mnie zagotowało.
Rozpocząłbym dyskusję, ale właśnie dojeżdżaliśmy do Łodzi.

Zatem wyleje swoje przemyślenia tutaj, choć wydaje mi się, że Marek Kondrat w tej scenie zawarł wszystko co chcę powiedzieć.

Moim zdaniem, postulowane parytety to jawne pogwałcenie polskiej konstytucji jak i ogólnie panującego porządku prawnego i na nic zdadzą się opinię konstytucjonalistów, że tak podobno nie jest.
Nie tylko zresztą w polskiej konstytucji jest napisane, że

Art. 32.
1.    Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne.

A wszelkiej maści ruchy w obronie mniejszości na całym świecie od zawsze walczyły o to by nikt nie był dyskryminowany ze względu na płeć, rasę, wyznanie czy orientację seksualną.
A teraz co…. teraz dopiszemy drobnym drukiem, nie dotyczy mężczyzn.
Jak w Folwarku zwierzęcym Orwella
WSZYSTKIE ZWIERZĘTA SĄ RÓWNE, ALE NIEKTÓRE ZWIERZĘTA SĄ RÓWNIEJSZE OD INNYCH

Być może jestem niedostatecznie uświadomiony w feministycznej walce o lepsze jutro ale nie zgadzam się, by na siłę na listy wyborcze zapisywano kobiety tylko dlatego, że są kobietami.
Próbowała tego Samoobrona i potem w Sejmie mieliśmy gorszące występy posłanek typu Hojarska czy Beger.
Albo zgadzam się, pod warunkiem pełnych parytetów i wszędzie.
W szkołach 50% nauczycieli to muszą być mężczyźni, zwolnić nienaturalną nadreprezentację kobiet w tym zawodzie.
A co z polem wiary, 50% księży to powinny być kobiety.
Dlaczego tak nie jest ?
Pomyślicie, że przytaczam absurdalne przykłady.
Tak.
Owszem.
Specjalnie to czynię, by uwypuklić tylko bezsens całego pomysłu parytetów.
Bowiem nic do czego nie dojrzeliśmy nie będzie zrozumiane i zaakceptowane.

Każda mniejszość, przechodzi te same etapy w swoim rozwoju.
Tak było z kobietami, kolorowymi, gejami…
Najpierw zaczyna się krystalizować sam zalążek jej wewnętrznej świadomości.
Potem ta świadomość ściera się ze status quo i przegrywa.
Mniejszość dostaje łupnia od systemu, który nie chce zmian.
Ale to właśnie ją konsoliduje i wzmacnia.
Kolejne walki z systemem prowadzą nieuchronnie do zwycięstwa.
Potem należy się zorganizować na nowo, bo hasła walki już nie pasują do nowej rzeczywistości.
Zaczyna się zawsze trudny okres pracy organicznej, pracy u podstaw.
Oswajanie niedowiarków.
Przeobrażanie się z wojującej mniejszości postrzeganej czasem jako banda szaleńców, którzy chcą wywrócić zastany porządek w normalnych takich samych jak cała reszta obywateli.

Największym błędem jaki może wówczas taka mniejszość popełnić, jest, nawet skrywany, rewanżyzm bądź dalsze podążanie drogą walki z tymi samymi hasłami na sztandarach, bo wówczas budzą one tylko politowanie i śmieszność.
I nie uwierzę, że jest to nowy etap walki, bo historia czasem się powtarza ale zawsze jako farsa
Parytety są moim zdaniem tego najlepszym przykładem.

Nie chciałbym kiedyś usłyszeć, że skoro od 5 do 10% społeczeństwa to geje to na listach wyborczych też muszą mieć swoją parytetową reprezentację.

To jest prosta droga do klęski !!!
Siłą czy siłowym prawem nikt, nigdy, niczego na dłuższą metę nie osiągnął.
Zwłaszcza zrozumienia u innych.

550 metrów

Tyle dziś przepłynąłem.
Pewnie jutro nie będę mógł ruszać rękoma, że o onanizacji nie wspomnę ale co tam.
Warto było.
Dawno nie czułem się tak dobrze.
Licealne wspomnienia wracają… i nie myślę tu o podglądaniu kolegów pod prysznicami a raczej o tym fajnym czasie gdy w ramach w-f raz w tygodniu porządnie się wypływałem.

Basen to jednak świetna rzecz.

sofa-ra-way

Nareszcie jest.
Choć myślałem, że nigdy już nie dojedzie.
Wreszcie jak do mnie wpadniecie, można spokojnie zasiąść przy kawie na mojej nowej sofie.
Tak… chwalę się nią, bo jest bardzo ładna i na to zasługuje.
Dziś przeszła pierwszą próbę… i została pozytywnie oceniona.
Kawa była… nie sex !!!

Wprawdzie jej pojawienie się, powiązane ze zniknięciem biurek zaowocowało gonitwą nowych koncepcji na ostateczne umeblowanie salonu, no ale kiedyś i tak to się musiało stać.
Teraz w myślach przestawiam wszystkie meble i zastanawiam się jak osiągnąć najlepszą możliwą lokalizację całości.
Pewnie jutro skończy się to kilkugodzinnym siedzeniem nad programem komputerowym do meblowania wnętrz.

Zastanawiam się nad potrzebą posiadania biurka.
Może jednak nie jest ono tak wcale bardzo potrzebne ?
No wiem, że przywykłem do biurek, ale skoro w tym roku tyle zmieniam w swoim życiu, to przezwyciężenie jednego przyzwyczajenia więcej nie powinno byc takie straszne.
Zobaczymy.

A… zastanawiacie się pewnie jakiego koloru jest sofa ?
Oj chyba od niedawna tu zaglądacie
He he he he…

More wenge

Właśnie leżę sobie w doposażonej sypialni, słucham Audiofeels i piszę notkę.
Pościel pachnie świeżością, skręcona w niedzielę szafa roztacza przyjemny zapach nowości wymieszany z formaldechydem, nocna lampka z nowego miejsca rzuca spokojne światło na klawiaturę.
Podnoszę głowę i zastanawiam się co by tu jeszcze zmienić.
Pogodziłem się już z tym, że nie będzie tu telewizora… ale coś na tej ścianie wypadałoby powiesić.
Jakoś tak pusto.

A propos zmian, dziś do sypialni przewędrowała wieża, a to wszystko za sprawą sprzedaży moich dwóch wielkich biurek.
Skoro już o sprzedaży mowa, cały czas się zastanawiam czy sprzedawać mojego HP mini.
Wprawdzie jak wszyscy wiedzą, w łózku rozmiar sę liczy ale akurat na nim się świetnie w łózku pracuje.
No i ta zajefajna klawiatura.
Hmmm pomyślę jeszcze trochę.

Co do przemyśleń… to cała głowa ich pełna.
Na różne tematy, od takich życiowo-seksualnych czyli dlaczego lubimy bzykać 20-latków ale nie mamy ochoty z nimi być po sławne już parytety, które moim zdaniem zrobią więcej złego niż dobrego.

Przez chwilę pomyślałem też, że jestem w tej sypialni sam.
Może nie tak powinno być ?
A może tak właśnie jest dobrze ?
Sam sobie sterem, okrętem, żeglarzem.
No i nikt nie wyrywa w nocy kołdry.