Takie tam różne z całego tygodnia

Na początek o tym jak być niemodnym.

Poszedłem na zakupy.
Cel – upolować jakieś fajne jeansy.
Słowo upolować odnoszące się raczej do robienia zakupów w czasach PRL-u jest tu jak najbardziej na miejscu.
Wprawdzie teraz nie straszą nas już w sklepach puste półki lecz niestety straszy to co się na nich znajduję.
Przywykłem już trochę do tego, że sklepy typu Cropp czy tez House coraz mniej są dla mnie – teraz dołącza do nich Pull&Bear.
Ja wiem, że każdy chce być oryginalny, szkoda, że na siłę i do tego w najgłupszy możliwy sposób – tzn mają swoją własną numerację rozmiarów.
Niby piszą rozmiary w numeracji europejskiej, meksykańskiej czy tez nawet włoskiej ale za cholerę nic mi to nie mówi.
Gdzie się podziały stare dobre S/M/L/XL czy też calowe oznaczenie spodni typu 30/32 ???
Nie… u nich jest jakieś chore 40 czy też 44 które nic nikomu nie mówi.
Ja wiem, że to niby ta sama numeracja co w ZARZE ale raz przymierzałem u nich koszulkę 42 i o mało się w niej nie utopiłem a innym razem nie mogłem się wcisnąć w spodnie rozmiaru 44.

Wracamy do tych jeansów… przewertowałem kilka wieszaków mogąc się przy okazji przekonać, że teraz głównie sprzedaje się podarte łachy, które normalni ludzie wyrzucają na śmietnik.
Wśród tych wszystkich odpadów znalazłem szczęśliwie jeden fason który miał więcej materiału niźli dziur i przedarć.
Niestety rozmiar 44 znów był za mały, poprosiłem o większy.
Miła panienka owszem przyniosła ale już te z modelu „właśnie napadło mnie stado wściekłych psów” ewentualnie „chciałem załapać się na wyprzedaż w MediaMarkcie ale mnie stratowali”
Podziękowałem, pytając czy może mi podać takie niepodarte.
Panienka dodała rozanielona, że to jest przecież najmodniejszy krój.
- Droga Pani, takie podarte spodnie to ja wyrzucam, a nie płacę za nie 150 zł bo są „modne”.
Dziewcze zaliczyło wyraz twarzy tęskniący za rozumem… a ja wyszedłem.
Moja noga z pewnością długo tam już nie postanie.

Zatem kochani, jeśli chcecie być modni, to się jakoś umówimy – w najbliższym czasie będę wyrzucał dwie pary jeansów bo się w kilku miejscach podarły. Ustalimy godziny i czatujcie w okolicach śmietnika.
Mogę nawet je jakoś specjalnie „dorżnąć” i obrand’ować że to jeansy xella jak kogoś to rusza.

*****

Właściwie na każdym warszawskim blogu było o tym głośno.
Mam nadzieję, że ta sprawa (choć ładniej byłoby napisać sprawka) żyła tylko na warszawskich łamach i reszta Polski kompletnie się tym nie zajmuje.
Oby.
Mowa oczywiście o podobno symbolicznym rzucaniu jajkiem w symbolicznego geja… czy jakoś tak.
Tutaj poczytać możecie więcej o co kaman.

Ręce opadają.
Ja chyba wbrew temu hasłu naprawdę zacznę się lękać… ale gejowskich działaczy.
W dupach się poprzewracało ?
Nie… to byłby dla nich zbyt wielki komplement.
Do prostych ludzi trzeba mówić prostym językiem:
POJEBAŁO WAS ???

Ktoś kto wymyślił tę akcje powinien czym prędzej zapaść się ze wstydu pod ziemię.
Długoletnią emigrację też uznam za adekwatną próbę zmazania winy.
O walorach wizualno-estetycznych samego plakatu litościwie nie wspomnę.

Może jestem starym, niemodnym, nie-warszawskim gejem ale o ile mnie pamięć nie myli to właśnie geje uchodzą wśród reszty społeczeństwa za estetów, być może chwilami przestylizowanych ale jednak ogólnie „tych z dobrym gustem”.
To kto zatem robił ten plakat ?
Roman Giertych ?

*****

Ogródkowa impreza u Teresy odwołana.
Za tydzień Bal w Grotnikach (muszę pomyśleć nad jakimś figlarnym prezentem)
Po imprezie Ka-Ko wybory.

A… no i Radix mnie nie chce.
Buu

Dużo się dzieje…

… zawodowo - bywało lepiej.
Rewolucje to jednak nie moja bajka.
Zobaczymy w którym kierunku to wszystko pójdzie.
Ale przecież ja tutaj nie piszę o swojej pracy.

… prywatnie – zakupy i pizza już średnio pomagają.
ale nadal twardo udaję, że nie mam żadnych problemów.
Zresztą chyba nawet nie mam ochoty na ten temat z kimkolwiek rozmawiać.

To ostatnimi czasy moja ulubiona czynność
Zresztą najchętniej w ogóle bym z domu nie wychodził.


II tura targowania się

Żeby było jasne.
Nikt przez najbliższe 2 tygodnie nie będzie tak dokładnie lizał rowa lewicy jak Jarosław Kaczyński.

Komorowski ma nas (mówie nas, bo sam głosowałem na Bernarda) totalnie w dupie.
Zresztą już to dosadnie powiedział: „Już dużo zrobiłem. Nic nie muszę obiecywać”
Komorowski jak i cała Platforma doskonale wiedzą, że wcale nie muszą się łasić do lewicy a już zwłaszcza do gejów.
Oni ze strachu przed Kaczyńskim i tak wybiorą Żyrandol bez wzgędu na to ile jeszcze gaf strzeli i jakim ciapciakiem się okaże.

Oczywiście to nie oznacza, że należy mu zrobić na złość i zagłosować za Kaczyńskim.
Ale mechanizm decyzji zaczął już działać.

Moim zdaniem to właśnie Kaczyński ma teraz większe szanse na zwycięstwo.

Dział planowania

Gdyby ktoś pytał o tzw. „narodowość mentalną” spokojnie mogę powiedzieć – 100% Polak.
No bo planowanie idzie mi wspaniale.
W Polsce tez przecież wszystko mamy doskonale zaplanowane.
Autostrady to już z 10 lat sa narysowane i zaplanowane.
Internet w kazdym domu też zaplanowany.
Rząd nawet zaplanował ile osób zginie w najbliższych latach na polskich drogach.
W tym ostatnim wypadku jak się plan nie ziści będą dodatkowo rozjeżdżać na chodnikach.

A tak bardziej na serio.
Pod poprzednią notką wpisało się m.in Dwóch Ważnych.
No i teraz po latach okazuje się, że gdybym to moje planowanie które najwidocznie mało widoczne było wówczas gdy bylismy razem uprawiał bardziej otwarcie to istniało by jakieś tam… nadal.

Hmmm.
Zastanówmy się czy faktycznie tak mogłoby być.
Mam jednak nieodparte wrażenie, że mój plan jest trochę inaczej operujący niźli Wasze.
Poza tym ja w swoim planie zakładam pewne poślizgi, których każdy z Was szczerze niecierpiał.
Zresztą between powiedział ostatnio gdy do mnie dzwonił i zamiast złapać mnie w połowie trasy do Krakowa zastał mnie jeszcze w domu – że dobrze, że w dzisiejszym szalonym i lekko zwariowanym świecie są rzeczy niezmienne.
Takie jak pory roku, kłamliwi politycy oraz fakt, ze ja zawsze wszędzie się spóźniam.

A może działa zasada którą kiedyś wyszeptał mi do ucha wcześniej zapiekły wróg – że ja dużo zyskuję po blizszym poznaniu.
Do tego stopnia, że można diametralnie zmienić o mnie zdanie.

Cholera zaraz wyjdzie, że po latach okazuję się, że moi exowie odkrywają mnie na nowo i przygotowują się do zaciętej walki o powrót.

Hej… to moze rozpiszemy to bardzo dokładnie i opchniemy jakiemuś TVN-owi jako nowy format telewizyjny.
Nowe reality show – ZAPLANUJ POWRÓT
Tylko koniecznie trzeba dopisać tajną klauzulę dotyczącą obsady, żeby mnie przypadkiem nie zagrał Paweł Deląg.
No i specjalnie dla betweena w roli hostessy musi wystąpić Magda Masny.
Nie pytajcie dlaczego
:-)

Bardzo spontaniczna niedziela

Bardzo często w moim życiu jest tak, że coś tam sobie planuję.

Właściwie to ja wszystko i zawsze planuję.
Nie zawsze trzymam się tych planów idealnie, bowiem mam coraz większe wrażenie, że czas jest dla mnie jak znaki drogowe.
To nie obligo – to tylko sugestia.
Finał zwykle jest taki, że rozwleczenia czasowe pewnych działań mogę już zacząć odmierzać miesiącami a nie za długo przejdę one w lata.
Najlepszym tłumaczeniem jest zawsze to o emeryturze – wtedy będę miał czas na wszytko :-)
Wracając do planów… dziś nic nie szło według planu.. ale i tak był to bardzo fajny dzień.
Oj bardzo fajny.
Dostałem na dziś zaproszenie od ParaBianic na Daczę. Oczywiście zaspałem i nie dotarłem.
Obiad u babci był jak zwykle pyszny… może dlatego, że był po 15:00 kiedy już się wyspałem.
Sprawa podmianki starego komputera dla rodziców wreszcie nabiera realnych kształtów – niestety nie czasowych. Houston mamy problem.
Za to wieczór był iście szalony.
Telefon od Radixa spowodował, że pobiłem światowy rekord sprzątania salonu na czas (czyt. przeniesieniu wszystkiego czego widzieć nie powinien by nie pomyślał sobie że jestem bałaganiarzem do sypialni i zamknięciu drzwi).
Jakieś 1,5 minuty.
Miałbym więcej czasu ale zapomniałem, że to młodziak i wskoczenie na moje 3 piętro zajmie mu kilka sekund a nie długość nowej Kylie jak mnie :-)
Godzinka w pracy + wypad do Art Caffe a potem Ganek.
Zostałem doinformowany, że blond-brand-new-one które zakotwiczyło na weekend u Ge jest oryginalnie z Zagłębia choć obecnie bardziej z Londynu.
W pełni zowie się SleezyScreenName czyli w skrócie SSN.
No i miałem okazję chwilę z Nim porozmawiać.
Miło.
W Ganku skompromitowałem się śpiewając Republikę.
Całe szczęście, że robiłem tylko wokalne tło dla Radixa, który jak się okazało fantastycznie śpiewa.
Zaczynam się obawiać o katalog jego zalet, których odkrycie jeszcze przede mną.
Póki co jestem bardzo pozytywnie zaskakiwany.
A… i jeszcze proszę odnotować fakt pojawienia a nawet pojawiania się tutaj nowych notek z większą niźli ostatnio częstotliwością.
Mam nadzieję utrzymać tempo.
A… i przeczytałem całego szafirowego.
Nie pamiętam już w którym miejscu archiwum, zalewając się ze śmiechu łzami prawie mu się oświadczyłem.
Uwielbiam jego styl.
Do poczytania w linkach – polecam gorąco.

Bernard ?

Zsiadłem z roweru i poszedłem zagłosować.
Choć czuję się jakbym nieco oszukiwał sam siebie.
Jakbym wmawiał sobie, że przecież nie było innego wyboru.
Nie czuje się z tym najlepiej.
Zastanawiam się czy w II turze nie skorzystać z jeszcze innej zdobyczy demokracji – czyli wstrzymania się od głosu.
Czyste sumienie jest chyba dla mnie cenniejsze niź krzyżyk postawiony ze strachu.

Wczoraj grill u Ge.
Było ciekawie, najbardziej gdy prawie pod koniec imprezy dowiedziałem się, że ów blond-brand-new-one to Slezzy coś tam z Londynu.
A…
Miło też było się spotkać z… no właśnie trzeba mu wreszcie wymyśleć jedną ksywkę.
Bo jak napiszę, że z Geo to 2/3 nie będą wiedziały o kim mowa.
Lodzperson to też już coraz odleglejsza historia.
Joli Bord tym bardziej może nie wszystkich naprowadzić poprawnie.
Łukasz jest zdecydowanie osobą o największej ilości symultanicznie istniejących i żyjących ksywek.
Czas zdecydować się na jedną proszę Pana.

Był też Radix co z początku bardzo mnie ucieszyło.
Nawet bardzo bardzo.
Ale to temat na inną notkę.

Jedzenie pyszne.
Goście zacni.
I nawet prawie nikt nie gadał o polityce.
Tzn może wcześniej tak – ale 2 godzinne spóźnienie ma czasem swoje dobre strony.

Narra na finał.
Pełne jak dawno nie.
I do tego pełne znajomych twarzy.
Znajomych z dawnych lat i tych z różnego rodzaju portali.
Po raz kolejny potwierdziło się, że najprzystojniejsi faceci są z Wrocławia.
Daniel… jesteś boski !!!

Szkoda tylko, że ja wczoraj miałem jakiś taki nieprzysiadalny humor.
Choć starałem się maskować uśmiechem jak mogłem.

Żyrandol jest passe

Za chwilę rozpocznie się cisza wyborcza.
Na blogach znajomych od jakiegoś czasu przewalały się wpisy na kogo głosować.
Ja specjalnie w tej kwestii milczałem.
Nie komentowałem też żadnych propozycji.

Powiedzmy sobie szczerze, wielkiego wyboru to ja przynajmniej nie mam.
Nienawidzę jakichkolwiek zachowań politycznych podszytych strachem.
TVN matrix straszy, że jak nie kupię w niedzielę żyrandola to przez najbliższe 5 lat będziemy żyli w Ciemnogrodzie.
Wkurza mnie jednak pycha z jaką Pan Myśliwy Wąsik już czuje się prezydentem.
Do tego stopnia mnie wkurza, że jestem w stanie rozważyć ukaranie tejże pychy.
Ciekawe czy tylko ja tak myślę ?
Polacy są bardzo przekornym narodem.
Będąc politykiem warto o tym pamiętać.

Z drugiej jednak strony głosowanie „na złość” też nie do końca mi odpowiada.
No i nie wierzę w przebieranki, bo wilk babcią nigdy nie będzie.

Trzecia noga z kolei jak to „trzecia noga” nie do końca wie jak się zachować.
I na co się zdecydować.
O Pałacu i tak może zapomnieć, zatem co… mam go wspierać w umocnieniu wewnątrz partii.
Nie moja partia, nie moje interesy.
I o ile partie liberałów można postrzegać jako spółki z nieogranioczną nieodpowiedzialnością zainteresowane tylko i wyłącznie skokiem na kasę o tyle partie lewicowe to dla mnie zawsze były wspólnoty poglądów a nie wspólnoty interesów.
Biorąc powyższe pod uwagę, gdyby TEN TRZECI miał wyrazisty program w który by wierzył to… byłby wyrazisttym politykiem.
Takich nie potrzeba umacniać a tak jest lukrowanym ciachem, które lepią inni specjaliści od pieczenia.
Owszem z ciacha może jeszcze coś wyrosnąć tylko, że nie za bardzo wiadomo czy nie wyjdzie z tego zakalec.

W niedzielę wybiorę się na rower.
Z premedytacją przejadę obok lokalu wyborczego… lecz dziś jeszcze nie wiem czy się zatrzymam.

Dobrze, że się igła nie złamała

Poszedłem do lekarza z zamiarem ostrego wykłócenia się o skierowanie mnie na badania krwi i moczu. Bo ostatni raz to byłem chyba tak jakoś po maturze… no i może z raz jak mi badania okresowe robili do pracy ze 3 lata temu.
Poszedłem nastawiony bojowo, bo wiadomo – u lekarza pierwszego kontaktu dostać skierowanie na jakiekolwiek badania które generują koszty to wielkie święto.
A tu proszę pan dochtór mnie zaskoczył.
Spojrzał tylko na datę urodzin, przewertował kartę i nie stwierdziwszy w niej żadnych wyników badań rzucił – OK., zapraszam jutro rano do naszego laboratorium.
Grzecznie rano zrobiłem siusiu do fiolki i stawiłem się na kłucie.
A że tego bardzo nie lubię to się spinam. 
W normalnych warunkach u mnie żadnej żyły nie znajdziesz a jak się już zepnę ze strachu… to już w ogóle podwójne zero szans.
No ale wreszcie po pół godzinie skapywania po kropelce uzbierało się tyle ile miało się uzbierać.
Wyniki odebrałem  po 3 dniach.
Morfologia – POWTÓRZYĆ (krew uległa zakrzepowi) – nie no zajebiście kuźwa !!!
Reszta badań – większość w normie tylko mam jakieś triglicerydy podwyższone.
Za cholerę nie wiem co to oznacza ale przynajmniej teraz mogę spokojnie z kimś o chorobach pogadać.
- A wie Pan, że mam triglicerydy podwyższone
+ Naprawdę… no nie do wiary