Brighton Pride

Właściwie mógłbym tylko napisać WOW i zamieścić zdjęcia a i tak wierzcie mi, nie oddałyby one w pełni tego co tam się działo.

=== FOTO ===

To pierwszy pride na jakim kiedykolwiek byłem i jestem zachwycony.
Chciałbym, żeby podczas jakiejkolwiek polskiej parady miasto było choć w połowie tak do niej przygotowane i tak czerpało garściami z zasobności portfeli różowych turystów jak to miało miejsce w Brighton.
We wszystkich sklepowych witrynach były tęczowe flagi, pracownicy Somerfield obsługiwali klientów przyodziani w różowe boa i kapelusze z futerkiem a na policzkach mieli wymalowane tęczowe flagi.
Paradę przeżywało całe miasteczko.
No a faceci… uuu szyja mnie bolała od oglądania się.
Co jeden to lepszy.
Mała próbka poniżej.

=== FOTO ===

A wieczorem wszyscy doskonale bawią się na… ulicy.
I tak do rana.
My tym razem jednak grzecznie wróciliśmy do Londynu przed północą ale jeśli wybiorę się na paradę za rok to zdecydowanie z planem całonocnej zabawy.

Fotki pojawią się jak tylko ogarnę ten nowy program do ich obróbki… gdzieś mi się Photoshop zawieruszył

Grześki

Zawsze twierdziłem, że Strzelce to najlepszy znak zodiaku, no to teraz w London miałem tego potwierdzenie.
Na zaproszenie Miszala przyleciał do niego „it’s complicated friend” – Grześ.
Młodszy ode mnie dokładnie o 10 lat i 1 dzień.
Niesamowicie męski facet, który dodatkowo swoją dość konserwatywną postawą i poglądami w pewnych kwestiach zamiast odpychać wzbudzał tylko większe zainteresowanie i nakręcał sytuację. Brytyjczycy na tego rodzaju typ facetów mówią RAW i to w pełni oddaje ich naturę.
Dlatego rozumiem Miszala, że zafixował się na jego punkcie.
No i jak On zajebiście męsko całuje.
Nie pytajcie skąd wiem – czy mówiłem już coś o grach i zabawach towarzyskich ???

Takie tam wstępne podsumowanie i inne nie mniej ważkie przemyślenia…

Ilu gejów jest w Polsce ?
Mam wrażenie, że po każdym odlocie Ryanaira coraz mniej.
W tamtą stronę było na kim oko zawiesić w drodze powrotnej jakoś tak nieszczególnie.
Po tej wizycie London Stansted przesunął się na szczyt na mojej prywatnej liście zagranicznych lotnisk na których byłem najczęściej 3 przyloty – 4 odloty, minimalnie lepiej niż lotnisko na Majorce, gdzie byłem 3 razy.
Czy jest szansa na zmianę rankingu – raczej nie.
To znaczy ja bym chętnie gdzieś poleciał na wakacje ale boję się zajrzeć na wyciąg z karty kredytowej po szaleństwach w Londynie – oj będzie ból.
Na innej liście – najgłupszych nacji na świecie – po dzisiejszym przedarciu się z Victorii na Stansted, pierwsze miejsce obronili Włosi. 
I dodam, że jakoś nie widać na horyzoncie godnej dla nich konkurencji, bo tak durnego, głupiego i nierozgarniętego narodu Ziemia nie nosiła. 
Są zainteresowani tylko sobą, robiąc wokół siebie mnóstwo zamieszania, nigdy za nic nie przepraszają, nawet gdy przejadą Ci walizką po nogach a cisza jest ich wrogiem narodowym (jazgoczą non stop) no i przede wszystkim oni nie mówią, oni wrzeszczą.
A… jeszcze bym zapomniał, rozmawianie tfu, wrzeszczenie przez komórkę jest ich nowym sportem narodowym, mogą to robić symultanicznie z dwiema lub trzema innymi rozmowami przy okazji jeszcze obficie gestykulując.
Nie mówię już, że skojarzenie dwóch najprostszych faktów typu, ten autobus odjeżdża o 13:00, kolejny o 13:30 czy zatem skoro jadę tym autobusem to mam nadać bagaż na TEN autobus czy na następny ? 
Debile jakich mało.
Perfumowe zakupy na lotniskach zdecydowanie przestają się opłacać poza naprawdę VERY SPECIAL OFFER
Po kryzysowym, stymulacyjnym dla konsumpcji obniżeniu podatku VAT do 15% nie dość, że wrócił on teraz do poprzedniej stawki 17,5% to jeszcze nowy brytyjski rząd zapowiedział jej podniesienie od stycznia przyszłego roku do 20%.
A u nas płaczemy nad 1% podwyżką, choć jakoś tak mam wrażenie, że na tym jednym procencie się nie skończy, w końcu PO obiecywało nie podnosić podatków, no ale co robić w tym kraju jak się jest notorycznym kłamcą – nie pozostaje nic innego jak zostać politykiem (vide 3 miliony mieszkań, tysiące kilometrów autostrad i dróg ekspresowych)
Jak to szło o obiecankach-macankach…
A propos macanek.
Ostatni wieczór w Londynie należał do bardzo udanych… oj działo się, działo ale to temat na nową notkę.
Powiem tylko, że rozwijanie gier i zabaw towarzyskich idzie mi coraz lepiej i pewnie niedługo zdetronizuję Teresę na tym polu.
No i na koniec, bo dopiero wróciłem a starałem się nie śledzić żadnych mediów.
Nadal wszystkich w tym kraju strzyka w krzyżu ???

Shrek Forever

Radix zaczął praktyki i niestety wbrew wcześniejszym przewidywaniom wykorzystywać go tam pewnie będą na maxa, lecz mimo to udało mi się go namówić na wspólne kino w poniedziałkowy wieczór.
Dołączyli Ge z Dexterem.
Wprawdzie, Ge narzekał, że pewnie będzie z tego filmu niezły gniot, bo nigdzie w sieci nie mógł znaleźć jakiejkolwiek recenzji, no ale jak się widziało wszystkie poprzednie części to nie wypada nie zobaczyć najnowszej, która ma być ostatnią.
Piszę ma być… bo to do końca nigdy nic nie wiadomo, czy komuś z marketingu DreamWorks za kilka lat nie strzeli do łba jakiś chory pomysł nakręcenia powiedzmy DZIECI SHREKA czy czegoś w tym guście.
Film mi się bardzo podobał i choć nie jest nawet w 1/10 tak śmieszny jak poprzednie części zupełnie to nie przeszkadza.
Z ultra śmiesznej animacji w pierwszych częściach Shrek wyewoluował na film z dość poważnym przesłaniem, jeśli oczywiście ktoś chce się tego przesłania dopatrzyć.
Pierwsza część serii powstała w 2001 roku i pewnie tworzyli ją wówczas młodzi ludzie, bez zobowiązań, chcący jeszcze się bawić życiem.
Teraz po prawie 10 latach Ci sami twórcy pewnie dorobili się już dzieci, żon, kochanek i nadwagi, dlatego też interesuje ich zupełnie co innego niż dawniej. To bardzo wyraźnie widać w najnowszym filmie.
Bo kto z Was czytelników po 30-stce mający na głowie cały ten majdan z rodziną, dziećmi i kredytami nie marzył choć raz by urwać się z życia i jeszcze raz zaszaleć jak w pięknych czasach złotej młodości-wolności. 
A no właśnie.
I o tym jest ten film.
Dlatego zupełnie nie dziwi mnie fakt, że Radix prawie cały seans przespał.
Szczęśliwie nie chrapał.
Po kinie całą ekipą wybraliśmy się do Fou Fou gdzie dopuściliśmy się wokalnego zmasakrowania kilku piosenek.
Tzn masakrowałem głównie ja i Ge, bo jak się okazuje Radixowi Bozia talentu nie poskąpiła i jak już znudzi się białym fartuchem to spokojnie odnajdzie się w show biznesie. 
Przy jego możliwościach wokalnych to Kasia Cerekwicka powinna się zacząć pakować.
Ogólnie wieczór należy uznać za niezwykle udany na co zresztą jest dokumentacje fotograficzna wykonana przez Ge.

Justynów 2010

Z opóźnieniem ale jednak koniecznie trzeba coś napisać, zwłaszcza, że po pierwszej wizycie na daczy, blog milczał.
Parabianice zorganizowały w podłódzkiej daczy swoje lekko opóźnione imieniny, ale zdecydowanie należy im to opóźnienie wybaczyć, gdyż jak najbardziej chcieli się dostosować terminowo do panującego okresu urlopów, parad i innych wszelakich wyjazdów. 
Chwała im za to.

Początek o 20:00 i co do mnie zupełnie nie podobne… nie spóźniłem się ani minuty – byłem nawet przed czasem.
Na pokładzie przywiozłem Arka, Ge z brytyjskim nabytkiem zrejterował pod pozorem przewożenia dopiero co upieczonego ciasta.
Ci co mnie znają, doskonale wiedzą, że widok mnie pijącego jest mniej więcej tak częsty jak opady śniegu w maju, niby teoretycznie jest to możliwe ale jednak zdarza się nie często w porywach do wcale.
Tym razem jednak było inaczej, skuszony obietnicą noclegu, która jeszcze bardziej spodobała mi się gdy dowiedziałem się kto będzie nocować, zasmakowałem we wściekłych psach.
Niestety, bądź właśnie stety, z powodu porannego programu, musiałem w pewnym momencie zastopować, dzięki temu uniknąłem sytuacji znalezienia się wręcz w schronisku dla wściekłych psów co z grubsza objawia się pozycją mocno horyzontalną i ogólnym ujadaniem :-)

Współspacz oznajmił mi, że on ma w zwyczaju spanie tylko nago, lecz żywo zainteresowanych ciągiem dalszym tego wątku informuję, że nadmiar świeżego powietrza… tak z pewnością było to powietrze, uśpił nas wcześniej niż do czegokolwiek doszło.
Tak więc drodzy czytelnicy, cnota zarówno moja jak i współspacza została obroniona.

Z towarzyskich ciekawostek, Ge pojawił się ze swoim prywatnym bogiem seksu, tak przynajmniej przedstawiał go od kilku dni na swoim blogu.
Ma na imię Rafał, ale ja ochrzciłem go ksywką Dexter a to z racji fizycznego podobieństwa do głównego bohatera tego serialu.
Podobieństwo dotyczy raczej fizjonomii a nie koloru włosów – i dobrze, bo jak powszechnie wiadomo, rude to wredne a On ma już Ge za complicated-partnera, więc po co mu więcej nieszczęść na głowie.
Z tego co mi wiadomo, ksywka została przyjęta i już funkcjonuje.

Skandalu żadnego nie było, no może poza tym, że Ge czekał ze zjedzeniem kiełbaski aż zrobi się ciemno bo wtedy podobno nie widać kalorii.
No OK., wyzłośliwiam się ale muszę przyznać, że po odchudzaniu wygląda naprawdę dobrze, choć to ciągle Ge.

Do czego służy Ryanair ?

Głównie do tego by w trakcie lotu do Londynu napisać kilka zaległych notek blogowych, które po wylądowaniu u Miszala opublikuję.
Zafundowałem sobie micro-urlop w London gdzie zabawię do przyszłego wtorku.
W planach sobotnia parada w Brighton, Abercrombie, uniqlo, hmv i leniuchowanie.
Męża nie szukam bo… it’s complicated
A poza tym On mnie nie chce, co wyraźnie i głośno powiedział.
Choć to może trochę jest tak, że im głośnie się czemuś zaprzecza tym bardziej się tego chce.
Oby.
A dziś przed wylotem dowiedziałem się, że podobno nam kibicują… bo wedle znaków na niebie i ziemi pasujemy do siebie i byłaby z nas fajna para.
Ech głupi ja.

W nocy z poniedziałku na wtorek uciąłem sobie bardzo fajną Facebookową pogawędkę z Jakisiem.
Mam wrażenie, że On jest trochę w podobnej sytuacji do mnie.
Chciałbym, żeby im się ułożyło, bo jakoś tak mam podskórne wrażenie, że pasują do siebie.
Deja vu jakieś czy co ???
Ale trzymam kciuki.

PS
Boszszz jakie niewygodne są te fotele w tym cholernym irlandzkim tramwaju powietrznym.
PS 2
Ciekawe ilu gejów leciało ze mną w tym samolocie… może jakiś wpis na „widziałem Cię”