Pan Wskazany Reaktywacja

Chyba nie jest tak źle skoro jeszcze ze sobą gadamy.
I to póki co nie przez prawników :-)
No w końcu, kto się lubi ten się czubi.

Pan Wskazany przeprosił mnie za kilka rzeczy.
Ja też poczułem się w obowiązku przeprosić go za być może zbyt ostre słowa, które skierowałem pod jego adresem w poprzedniej notce.

Rzewna historia się z tego robi.
Jeszcze trochę i wylądujemy u Drzyzgi, potem napiszę o tym książkę i obskoczę wszystkie talk-show’y by skończyć na żenującym wywiadzie w jakiejś tam Pani Domu czy innym brukowcu.
Kingo Rusin bój się – moja historia będzie ciekawsza niż Twoje trzysta osiemdziesiąte czwarte roztrząsanie rozwodu z Lisem, choć przyznaję motyw z płakaniem na podłodze był chwytliwy.

A… i Pan Wskazany kazał mi napisać, że jest zajebisty.
Boszzz On mnie za to zabije :-)

Życiowe prawdy

Jak to szło w filmie Diabeł ubiera się u Prady:
„Gdy twoje życie prywatne legnie w gruzach, to znaczy, że czas na awans”
No i proszę, otwieram dziś skrzynkę mailową a tam same dobre wiadomości.

Thank you for completing your online assessments – you’re now successfully through to the next stage of the recruitment process.
This means you’ll be considered for any appropriate opportunities at [tajemnica jeszcze].

Ręce, ciosy i rozmowa

Czyli rzecz o otaczających mnie ludziach absolutnie bez nazwisk i ksywek.

No dobra… nie pisałem od miesiąca to i mogłem się spodziewać, że pierwsza notka wywoła odzew.
To była bardzo szczera notka, jedna z tych, które raczej pisze się do pamiętniczka w szufladzie niźli publikuje w sieci. Ale podobno każdy samobójca daje jakieś znaki przed ostatecznym rozwiązaniem.
Tylko, żeby była jasność, nie chodzi mi o wzbudzenie litości czy jakieś telefony pocieszające.
Bo tu nie pocieszanie jest potrzebne. Tu trzeba profesjonalnie zacząć działać.

Nie napiszę kto wyciągnął rękę jako pierwszy, choć musze zauważyć, że akurat z tej strony tej ręki bym się nie spodziewał. 
Zaskoczył mnie, bo chyba nie jest jakąś tajemnicą, że przyjaźń nasza raczej szorstką jest mimo tego, że jak podejrzewam żaden z nas nie pamięta już dlaczego.
Ale najwidoczniej przeczucie tej osoby co do symptomów jakie zdradzam i chłodna diagnoza pomogły, bo będę walczył, choć do tej pory zawsze sądziłem, że w takich sytuacjach samemu trzeba dawać sobie radę.
Dzięki, przede wszystkim za brak rozczulania się nade mną.

Ale żeby nie było różowo i wieczór się jakoś zbilansował dostałem kopa prosto w serce.
Jakiś czas temu jeden ze znajomych podesłał mi linka na fellow z tekstem, ze to chyba ktoś dla mnie.
Po kim jak po kim ale po Nim naprawdę bym się tego nie spodziewał. Wprawdzie kiedyś tam przebąkiwał, że nie może być tak, że ja już od tylu lat jestem sam ale od słów do czynów daleka droga.
A tu proszę.
Napisałem do Pana Wskazanego, bo fajny i przystojny i jak się okazało mądry.
No dobra, bardzo fajny i oczka mi się zaświeciły.
Do tego ma 30 lat, jest wolny i mieszka w Łodzi.
Tak wiem… kilkukrotnie sprawdzałem czy mi się to nie śni, bo przecież powyższe wskazuje na to, że ktoś taki nie powinien istnieć.
A jednak.
Niestety Pan Wskazany wyjechał w długą podróż co uniemożliwiło nam spotkanie się.
Ha – ale od czego jest Internet. Wymienialiśmy maile, z czasem dostałem nawet numer telefonu.
Rysowała się idylla, oczywiście ja już oczami wyobraźni widziałem nas na zawsze razem, wspólne wieczory, wakacje no i te szaleństwa w sypialni.
Dobra śmiejcie się – wiem, że patrząc na to chłodno wygląda to jak bym był zauroczoną nastolatką… ale walcie się – ja taki jestem.
Wszystko było dobrze do wczoraj – flirtowaliśmy sobie miło aż przyszedł czas rozmowy na GG.
Panu Wskazanemu wystarczyło kilka minut by dojść do wniosku, że ja nie pasuje do jego jak najbardziej konkretnych planów.
Ups, moja bajka legła w gruzach a On poblokował mnie wszędzie gdzie tylko mógł.
Gdy o Nim myślałem wydawał się być idealny, nawet zbyt idealny, zastanawiałem się gdzie jest haczyk, jaką mroczną tajemnicę kryje.
Dziś już wiem – jest po prostu konkretnym dupkiem, kolejnym z nieskończonej ilości dupków tego świata, który mam nadzieję skończy w nieszczęśliwym związku z facetem, który będzie go puszczał kantem przy każdej nadarzającej się okazji.
A może miał kogoś innego na oku i wykorzystał sytuację by mnie spławić ?
Mniejsza.
Jeśli to czytasz, Panie Wskazany to wiedz, że straciłeś szansę na coś prawdziwego.
Wal się ze swoją konkretnością.

Do końca tego tryptyku brakuje tylko porządnej, nocnej rozmowy o życiu.
Wczoraj taka była.
Fajna, męska i po prostu ciekawa.
Bez pocieszania, bez użalanie się wzajemnie nad sobą.
Za to w całej swej wymowie po prostu optymistyczna.
Dzięki za nią… bez nazwisk, bez nazwisk

No własnie, miało być bez nazwisk, więc muszę napisać tak, żeby nikt nie wiedział o kim mowa.
Jeden z moich najlepszych przyjaciół powiedział kiedyś o mnie, że ja nie cierpię zmian.
I to jest prawda.
Straszliwie się do wszystkiego przyzwyczajam.
Do ludzi, do grup znajomych, do przyjaciół, do pracy, do wszystkiego właściwie.
Taka konserwa ze mnie.
Boleśnie przeżywam każdą zmianę.
Najbardziej nie lubię takich sytuacji gdy wydaje się, że wszystko już okrzepło i po wsze czasy będzie tak jak w danej chwili i wreszcie mogę sobie trochę spocząć na laurach i cieszyć się zbudowaną sytuacją i wtedy na ogół wszystko zaczyna się rozpadać na moich oczach.
Rozsypują się układy, kontakty towarzyskie, sytuacje, związki a ja stoję bezradny nie umiejąc sobie z tym wszystkim nijak poradzić.

PS
Podobno jestem dużo lepszym przyjacielem niż facetem.
PS 2
Jestem sam od 2,5 roku, zaczyna mi to doskwierać coraz bardziej.

No dobra… powiedzmy to głośno…

… to wtedy może będzie mniej straszne.

JEST ŹLE.

JEST KURWA BARDZO ŹLE.

Nic mi się nie chce.
Nic mnie nie cieszy.
Nie mam marzeń.
Nie wiem po co żyję.
Właściwie nawet trudno to nazwać życiem raczej trwaniem bądź wegetacją.
Jem, piję, oddycham, sram, śpię… tylko jakoś nie widzę w tym wszystkim większego celu.
Byle do jutra.
I do tego jeszcze naiwnie wierzę, że jutro los się odmieni.

Byłem wczoraj na fantastycznym filmie.
Polskim.
CHRZEST.
Polecam.
Dołujący.
Ale otwiera oczy na pewne sprawy.

Idę spać… bo naprawdę mam dziś chujowy humor.