Można i można

Jedną z najwspanialszych rzeczy na świecie jest… perspektywa.
Pozwala nam patrzeć na te same rzeczy w zupełnie różny sposób i dostrzegać w nich za każdym razem coś nowego. Bo wszystko tak naprawdę od niej zależy.

Przecież na moje obecne życie można spojrzeć i dostrzec zakompleksionego, pewnie już niezbyt przystojnego faceta w średnim wieku, którego właśnie chcą wyrzucić z pracy, który od trzech lat jest sam i który tak naprawdę ukrywa przed światem to, że niewiele w życiu dokonał i niewiele potrafi a do tego paraliżuje go strach przed przyszłością.

Ale równie dobrze można też zauważyć faceta, który kocha ludzi, uwielbia z nimi rozmawiać, stara się być duszą towarzystwa, umie wyśmiewać swoje kompleksy i wady, walczy z kretynami w pracy, jest dumny z tego jakie ma doświadczenia i co potrafi i codziennie uśmiecha się na myśl o nowym dniu.

Problem w tym, że każdy z powyższych opisów mnie jest… totalnie nieprawdziwy.
Prawdą jest dopiero to co wyjdzie z ich połączenia.

I to jest właśnie perspektywa, bo gdy zamykamy lewe oko, prawym widzimy tylko część obrazu, odwrotnie osiągniemy ten sam efekt, dopiero gdy spojrzymy na świat dwoma oczyma widzimy całą jego złożoność ale i piękno.

Wyznaję zasadę, że wszystko czemuś w życiu służy, że każde doświadczenie jakiego doznajemy nas ubogaca i wcześniej czy później wyciągniemy z niego wnioski i płynące zeń nauki. Nie twierdzę, że nie po fakcie, ale błądzić jest rzeczą ludzką.

Ostatni rok w mojej pracy to był koszmar. Zbyt to wszystko zawiłe by tutaj to tłumaczyć, ale w wielkim skrócie,  zarząd chce mnie zwolnić bo jestem dla nich niewygodny. Trochę w tym mojej winy bo gdybym kilka lat temu posłuchał rad przyjaciół to bym się pewnie nie wplątał w całą tą sytuację. Ale może tak właśnie miało być. Zawsze moja praca była dla mnie najważniejszą rzecz w życiu, była spełnieniem marzeń i może właśnie przez to nawet nie zauważyłem kiedy stała się… całym moim życiem.
Boszzzz radio to było moje życie i moja miłość w jednym.

Teraz po tym jak zostałem potraktowany przez szefów oraz fakt, że właściwie w jednej chwili ktoś może mi zabrać całe życie, zniszczyć mą miłość chcąc wyrzucić mnie z pracy tylko dlatego, że tak mu się podoba coś mi uświadomił.
Oj bolesna to była lekcja, która odbiła się na moim zdrowiu i psychice. Na przełomie roku było ze mną naprawdę źle. Dziś już wiem, że otarłem się o prawdziwą depresję ale nie mogło być inaczej bo był to przecież koniec bardzo poważnego związku, miłości mego życia czyli pracy.

Półroczne zwolnienie to doskonały czas by wiele się nauczyć.
O sobie, o znajomych i przyjaciołach. O tym kto cię rozumie, kto ma dla Ciebie czas a kto tylko wykorzystuje.
Takie totalne przewartościowanie tego co masz, gdzie jesteś i po co.
Przy okazji jest też trochę czasu na poznawanie nowych ludzi, a w myśl wspomnianej przeze mnie teorii każde doświadczenie nas ubogaca.

Ponad miesiąc temu poznałem pewnego bardzo przystojnego Davida. Okazało się wprawdzie, że z randkowania nici ale w trakcie sympatycznej rozmowy wyszło, że zna On tajniki numerologii, którą ja zawsze byłem zafascynowany.
Piszę o tym dlatego, że czasem w życiu potrzebni są na naszej drodze ludzie którzy powiedzą nam głośno i wprost to co gdzieś podskórnie sami wiemy albo się tylko domyślamy. Tak było i w tym przypadku.
Ktoś może powiedzieć, szarlataneria. Może ale ja niczym agent Moulder – want to believe.

No i co wyszło z tych cyferek, podliczeń i zestawień.
Wyszedłem ja, plus to, że czas na zmiany.
I to duże zmiany, że powoli dominować będzie u mnie w najbliższym czasie (kilka lat) zupełnie inne spojrzenie na świat. Bardziej refleksyjne, może nawet filozoficzne, podobno głębsze. To z kolei ma skutkować na wielu polach mego życia. Jednak nie należy się spodziewać żadnej rewolucji, raczej ewolucji w patrzeniu na świat, ludzi, znajomych, przyjaciół i życiowe cele. Zmieni mi się perspektywa, zacznę dostrzegać nowe szczegóły i detale.

Być może zakocham się i coś z tego będzie na dłużej ale jeśli nawet nie to na bank poznam mnóstwo nowych fajnych, ciekawych  osób, bo ten nowy czas to też takie trochę otwarcie się na nowe rzeczy i przewartościowanie tych już istniejących.

Najważniejsze jest to by odrzucić strach przed zmianami i zamiast do upadłego bronić dzisiejszych szańców pozwolić czasem rzeczom biec własnym trybem, mimo iż może nas to nawet początkowo przerażać i paraliżować.

Dziś skończyło mi się zwolnienie lekarskie, wróciłem do pracy i gdy wchodziłem do budynku radia poczułem się tak jakoś odmieniony, jak ktoś kto już wie, że może żyć trochę inaczej niż przedtem.
Bo życie toczy się na wielu płaszczyznach i po prostu nie ma sensu samemu go sobie ograniczać.
Magia Świąt ?
Wiosna ?
A czy to ważne co…
Skoro wiem, że będzie dobrze. Musi być.

3 lata

Od 3 lat jestem singlem.
I prawdę powiedziawszy trochę nie wiem co dalej.
Nie wszystko mi się w tym stanie podoba ale są też niezaprzeczalne plusy.
I tylko czasem, przed wieczorem, jak teraz, te zalety najzwyczajniej się nudzą.
Dobranoc

Wszędzie daleko.

Ten temat i tak zawsze wypływa podczas spotkań towarzyskich.
Nie inaczej było na wspaniałym niedzielnym grillu na rodzinnych włościach Metki.
Pozostając w stylistyce dyskusji, prawie pod Poznaniem.

No to posiadając ostatnie chwile wolnego postanowiłem pobawić się mapą Google i sprawdzić rzecz dokładnie.
Do każdego z Was jeżdżę zwykle inna drogą więc pomiary oparte były na moich przyzwyczajeniach komunikacyjnych.
Odległości ode mnie z domu do:
Ge – 14 km
Teresy – 14 km
Jakisia – 13 km
Metki – 14 km
Egusia & Raanda – 11 km
Radixa – 10 km
Pabianic – 23 km

Czy coś z powyższych mnie zaskoczyło ? 
Owszem, zawsze sądziłem, że Radix mieszka właściwie rzut beretem ode mnie a tu się okazuje, że to prawie ten sam dystans co do Egusia i Raanda.

Za godzinę w coffee heaven

Notka dla potomności, tak żebym kiedyś umiał dokładniej niźli przy użyciu własnej pamięci określić czasoprzestrzeń wydarzeń.
Tych wydarzeń, you know what I mean :-)

No dobra, jeszcze nigdy w tak krótkim czasie nie robiłem się na bóstwo.
Gdy odkładałem słuchawkę zadowolony z umówionego spotkania
dobra BARDZO zadowolony
spojrzałem w wielkie lustra w przedpokoju i zamarłem.

Od czego tu zacząć ???
Czy wystarczy golenie, kąpiel i lekkie poprawki czy może lepiej zacząć od razu od emergency liposuction ?

Że nie lubię się golić, Ci którzy regularnie czytają doskonale wiedzą a dodatkowo teraz jak nigdzie nie wychodzą albo wychodzę z rzadka to pozwalam sobie w okolicach piątku wyglądać jak Rumcajs.
Chciałbym tylko nadmienić, że golenie Rumcajsa ….bez skojarzeń zboki… nie trwa ani szybko ani nie jest przyjemne.

Z racji szczupłości wsparcia technicznego (jedynym narzędziem do liposukcji w zasięgu wzroku był odkurzacz) wygrała opcja minimum i po mniej więcej 40 minutach opuszczałem dom uczesany, wykąpany, wypachniony czyli jednym słowem o krok od boskości.
Zgodnie z przewidywaniami w czasie przedostawania się przez miasto akurat mnie musiał się trafić bonus w postaci minimum tuzina baranów którzy podczas kierowania pojazdami próbują wymyślać szczepionkę na raka albo rozwiązywać kwestie światowej plagi głodu co skutkuje ich tempem poruszania się zgodnym z ich procesami myślowymi…. czyli permanentne ograniczenie do 40km/h.

Swoją drogą powinny istnieć przepisy umożliwiające odbieranie samochodów osobom które w ciągu roku nie przekroczyły prędkości 50 km/h… niech się przesiądą na motorynki.
Do kamieniołomów zsyłałbym również tych którzy ruszając ze skrzyżowania zauważyli na kolejnym skrzyżowaniu (to nie ważne że oddalonym o minimum 500 m) czerwone światło i postanowili od razu wrzucić na luz i się swobodnie dotoczyć. Move caw

W każdym razie zdążyłem.
Nagroda za mój trud była zacna, choć zgodnie z oczekiwaniami wzmogła tylko apetyt.
I co ja mam teraz biedny zrobić bo jak śpiewał Faithless – I want more