Święta 2011

Święta to dla mnie okres bardzo rodzinny.
Może dlatego, że przez całe życie blisko jestem związany z rodzicami i pewnie też po trosze z tego powodu nigdy nie udało mi się wyhodować tak bliskich przyjaźni, które te rodzinne więzy trochę by zastąpiły.
Ale nie narzekam.
Rok 2011 jest a właściwie po trosze już – był rokiem wielkich zmian (będzie o tym więcej w podsumowaniu roku)
Poznałem w tym roku wielu nowych, wspaniałych ludzi.
Z niektórymi z nich bardzo się zbliżyłem.
Lecz gdy nowi znajomi zaproponowali, że wspólna Wigilia będzie u mnie w domu przyznam szczerze… spanikowałem.
No bo jak to u mnie.
Przecież ja nigdy czegoś podobnego nie organizowałem.
Nie mam doświadczenia.
Nie umiem gotować.
Nie dam rady.
Nie, nie, nie.
Ale znajomi nie pytali o to czy ja chcę zorganizować Wigilię tylko czy może się ona odbyć u mnie.
Bo organizować ją będą wszyscy.
Każdy coś przyniesie albo wpadnie wcześniej by upiec, ugotować bądź podgrzać.
OK, pomyślałem – i się zgodziłem, myśląc, że będzie to kolejna imprezka przedświąteczna.
Im bliżej Wigilii tym bardzie wpadałem w popłoch i przerażenie, bo Ekipa oczekiwała nie kolejnej imprezki a… prawdziwej Wigilii.
Takiej za stołem z obrusem, siankiem, kolędami i całym świątecznym opakowaniem… ale na poważnie, bez żadnych żartów.
Powiem szczerze, że trochę pękałem, bo nie ze wszystkim byłem w stanie się wyrobić.
Choinkę  ubieraliśmy z jednym z gości na godzinę przed imprezą.
Ale myślę, że się udało i było miło.
Ja byłem bardzo zadowolony.
I na nowo uwierzyłem w magię Świąt, świątecznych spotkań do których nie wypada założyć nieodprasowanej koszuli, nawet jeśli jest biała.
No dobra ktoś powie… to szopka.
Owszem… ale w jakim znamienitym gronie.
I do tego tak wyczekiwana.
Kiedyś o tym, że były Święta świadczyło lepsze jedzenie i ubranie.
Dziś lepiej jemy i lepiej się ubieramy na co dzień.
To jak zatem rozpoznać wyjątkowość i odświętność Świąt ?
Moim zdaniem właśnie poprzez to, że wyczekujemy takich spotkań w nieco odmiennych okolicznościach. 
PS
Dzięki Ekipo za wspaniały czas u mnie.
A… i muszę Was jakoś zacząć nazywać na blogu bo tak bezoosobowo nie może być dłużej.

Czy Ty to Ty ?

Z poczty profilowej na branżowym portalu:


Czy to Ty „popełniasz” od lat bloga czy to tylko zbieżność nazw ?

Nie bój się już Cię nie czytam ale Ciebie można było strawić przez dłuższy czas a Twojego kumpla gejowskiego po pewnym okresie już nie można było czytać – wszystko zalewał żółcią.:) 

Powodzenia w poszukiwaniu szczęscia
Chyba wreszcie napiszę tę notkę o różnego rodzaju odniesieniach do tego bloga z jakimi się ostatnimi czasy spotykam.
Chyba najwyższa już pora…

Tarot prawdę Ci powie

Już mówiłem, że ja to jestem trochę jak agent Moulder.

I want to believe.
Gdy ostatni raz byłem u Marcina na tarocie poza różnymi mniej lub bardziej ważnymi rzeczami powiedział, że czeka mnie poważna kłótnia z kimś dla mnie ważnym, bardzo dobrym kolegą może nawet przyjacielem.
I że sprawa zakończy się mało ciekawie, bo prawdopodobnie pójdzie na noże i będzie to oznaczało albo poważny konflikt albo zerwanie znajomości a z pewnością utratę zaufania.
Ogólnie nie będzie miło.
Długo się zastanawiałem nad tą przepowiednią, bo utrzymuję dość dobre kontakty ze swoimi znajomymi a już z dobrymi znajomymi i przyjaciółmi to w ogóle bardzo dobre. Dlatego też zupełnie nie przychodziło mi do głowy z kim niby mógłbym się skłócić i aż tak ostro posprzeczać. 
Po naprawdę długich rozmyślaniach doszedłem do wniosku, że nie ma bata – karty musiały się pomylić bo na bank nie mam z kim i przede wszystkim o co się pokłócić.
Uznałem wręcz tę wróżbę za niepodważalny dowód tego, że mimo iż wszystko o czym do tej pory mówił Tarot się sprawdzało, to tym razem będzie fake. 
No bo po prostu nie ma takiej możliwości i koniec.
Życie jednak bywa totalnie zaskakujące.
Po raz kolejny okazało się, że im bardziej jesteś przekonany, że coś nie może się stać tym bardziej Cię to zaskoczy… bo stanie się na pewno.
Ale po kolei.
Gdy do Polski przyleciał Miszal i zaplanował sobie weekend w Warszawie, postanowiłem, że zabiorę się z nim a przenocuję u przyjaciół.
No teraz to już ex-przyjaciół.
Nie chcę pisać o kogo chodzi… bo to akurat nie ma najmniejszego znaczenia.
Nie dodzwoniłem się do nich, więc napisałem maila na FB.
W odpowiedzi dowiedziałem się, że nie mogę u nich nocować, gdyż… mąż przyjaciela jest na mnie zły i nie chce mnie widzieć pod swoim dachem.
AAAAAAAAAAAAAA
WTF ?
Drążąc sprawę uzyskałem trochę więcej szczegółów.
Rzekomo świadomie nie pomogłem im w szukaniu noclegu w polskich górach podczas długiego listopadowego weekendu gdy wracali z zagranicznego wypadu.
Absolutnie bez znaczenia jest oczywiście fakt, że szukanie noclegu miało się odbywać zdalnie, w miejscowości w której nigdy w życiu nie byłem, w sobotę w środku długiego weekendu około godziny 12:00.
No ale od czego mamy Internet i telefony.
Pech chciał, że w kilku znalezionych pensjonatach nikt nie podnosił słuchawki, przypominam, że mamy sobotę i środek długiego weekendu a tam gdzie się dodzwoniłem mieli komplet.
Nie udało mi się pomóc ale wówczas jeszcze przyjaciele powiedzieli przez telefon, że nie ma problemu i dadzą sobie jakoś radę.
Dziś wiem, że dali, bo na dworcu nie spali bo inni koledzy bądź przyjaciele okazali się bardziej wspierający i pomocni niźli ja, zły xell zostawiający na pastę losu, zimna i wilków przyjaciół w górach… w środku długiego weekendu.
Zatem pamiętajcie – gdy następnym razem Tarot przepowie Wam coś co będzie wydawało się totalnie niewiarygodne czy wręcz nie możliwe do spełnienia… na bank się spełni.
A rok 2011 kończę z jednym przyjacielem na koncie mniej.
Szkoda, bo kto jak kto ale On był jedną z bliższych mi osób.
Ale trudno.
Trzeba żyć dalej.

Urodzin nie będzie.

W tym roku postanowiłem nie urządzać urodzin w postaci imprezy dla ogółu.

Raz, że środowisko lekko skłócone, dwa, że jakoś nie mam weny na organizację imprezy.
Chyba moja depresja daje się we znaki.
Miszal zaskoczył mnie i został na 3 grudnia w Polsce jeszcze.
Zamiast imprezy dla ludności zrobię sobie wypad do Wawy celem pobalowania.
PS
Wypad okazał się być całkiem miły… choć nie do końca trzymaliśmy się założonego wcześniej planu.
Ale właśnie może dzięki temu było spontanicznie i oryginalnie.
Wnioski…
1) Można to przeżyć taniej.
2) Nigdy więcej hotelu PREMIERE CLASS

Idzie nowe… ale bardzo powoli

Blog się zmienia…

To znaczy nie mój ale sama platforma.
Za chwilę będzie można przejśc na coś nowszego.
Ale zanim się na to zdecyduję, postanowiłem skopiować wszystko co do tej pory zostało tutaj stworzone, specjalnie nie piszę, że tylko ja stworzyłem, bo Wasze komentarze również trafią do archiwum.
A że warto zachować to dla potomności to chyba nie trzeba nikogo przekonywać… w końcu to prawie 10 lat mojego życia.
Póki co zacząłem kopiować archwium, przy okazji czytając wpisy z 2002 roku.
Nie wiem czy to smutne ale… w kwestiach podstawowych niewiele się zmieniło.
Nadal się odchudzam, nadal jestem sam…
Czy zatem zmarnowałem te 10 lat… z pewnością NIE.
Dużo się nauczyłem a to zawsze jest bezcenne.