Nie chcę się pokłócić…

… ale zamknij się i słuchaj co mam do powiedzenia – grzmiał Natan.

- Jestem naprawdę, naprawdę bardzo zawiedziony, bo gdybyś zareagował wcześniej to jeszcze coś by się udało zaradzić…
+ Ale – próbował się bronić Sylwek
- MilczBo ja naprawdę nie zamierzam się kłócić ale to jest skrajnie nieodpowiedzialne z Twojej strony to co zrobiłeś, i wierz mi, jeszcze nie wiem kiedy, jeszcze nie wiem na kim ale się zemszczę.
Zabrzmiało groźnie.
A Sylwek wiedział, że wkrótce jego grono znajomych znacząco się uszczupli.
Zwłaszcza po tym, jak dowiedział się o sobie tego czego się dowiedział.

Wespół zespół… ale solista musi być.

A po czym poznać „dobrego” solistę ?

Ano po tym, że sam wie co dla wszystkich najlepsze.
Sam ustala prawa i dzieli przywilejami.
A jak się komuś coś nie podoba to jest snobem od jajeczka i sczeźnie na śmietniku historii.
To, że w sprawie łódzkiej Parady Równości wcześniej czy później środowisko zacznie się nawalać torebkami było więcej niż pewne.
O to, że cioty skoczą sobie do oczu wykrzykując przy tym kto ma prawo krytykować a kto nie – też byłbym się w stanie założyć.
- Bo ja to malowałem transparenty i poświęciłem kilka godzin na przygotowania, a Ty co – przyszedłeś na gotowe, przeszedłeś się ulicą i myślisz, że możesz krytykować ?
TAK – mogę krytykować.
A właściwie nie krytykować tylko wzbudzać dyskusję.
Bo brak środowiskowej dyskusji (bez względu na to gdzie ona się odbywa, czy fizycznie w KPH czy na branżowych blogach) skutkuje tym, że podczas Marszu nikt nie miał przygotowanych haseł do skandowania.
Przykro to mówić ale Weszpolacy byli zdecydowanie lepiej przygotowani.
Nie chcę już kopać leżącego ale o tegorocznej Paradzie dowiedziałem się z gazet… gdy przeczytałem artykuł o nadchodzących w weekend utrudnieniach w ruchu.
Zero informacji w mediach w jakim celu idzie Parada, co chcemy pokazać, czego się domagamy itd.
Już nie wspomnę, że zaproszenie do udziału zarówno w Paradzie jak i całym tygodniowym evencie dostałem od… Rzecznika Niezmotoryzowanych.
Ja się o to nie obrażam – bo nikt nie musi mi wysyłać specjalnego zaproszenia ale to pokazuje jak organizatorzy mają rozpracowane „branżowe środowisko” w sieci. A kilku tęczowych blogerów w tym mieście jest i spokojnie wsparli by oni całą inicjatywę… gdyby tylko o niej wiedzieli.
No cóż… powiedzmy sobie szczerze – jeśli chodzi o PR całości to ta kwestia leży i kwiczy.
Teresa podjęła się dyskusji na temat przyszłorocznej Parady.
Zasugerowała trasę oraz, co moim zdaniem dużo ważniejsze, wspólnie z Metką postanowiła przygotować merytoryczne zręby wydarzenia jakim miałaby być Parada 2013.
A wszystko po to by za rok nie skończyło się li tylko na spacerowaniu z balonikami wśród ruder.
Bo jeśli tak ma być – to już lepiej się wybrać na spacer na Zdrowie, co akurat Marszowi może tylko wyjść na dobre jeśli chodzi o frekwencje 
:-)

Są ?

Są takie dni, że w nic już nie wierzysz.

Zwłaszcza w siebie.
I marzysz by pojawiła się dobra wróżka, która powie Ci, że na przekór wszystkiemu i wszystkim będzie dobrze.
Lecz gdy już sobie wyobrażasz, jak ta wróżka będzie ubrana przypominasz sobie, że to nie jest film Disneya a Ty tak naprawdę nie wierzysz we wróżki.
Kuźwa… jest źle.
Naprawdę jest źle.
Dlaczego ja nie mogę znaleźć tej pieprzonej pracy ???

Łódź Równa Się

Czas już zaakceptować, że młodzież pewne rzeczy robi szybciej.

Właściwie z wieloma tezami Abiekta się zgadzam… nieskromnie dodając, że połowę z tego co napisał to ja mu podsunąłem i wspólnie nad tym dywagowaliśmy RÓWNAJĄC krok z resztą paradujących w sobotę w Łodzi.
Na Paradę dotarłem lekko spóźniony, ale przypominam, że od kilku dni głośno powtarzam pytanie:
JAK ŻYĆ PANIE PREMIERZE, JAK ŻYĆ… BEZ SAMOCHODU !!!
Ale dołączyłem do maszerujących jeszcze na Wolborskiej.
Zmierzając na miejsce, z głębi Parku Śledzia widziałem jak ruszająca Parada spowodowała rozpierzchnięcie się i próbę ataku flanką przez grupy uczestników z konkurencyjnego pochodu natychmiast rozgonione przez policję na koniach.
Wyglądało to trochę jak regularna wojna jaką znamy z filmów dokumentalnych o starciach z policją.
Co do samej trasy przemarszu to pod przytoczonym w linku postem Abiekta wytłumaczył się z jej wyboru organizator przemarszu Damian Graczyk. Choć naprawdę szkoda, że zrobił to dopiero po przemarszu i jakby wywołany do tablicy.
No i z całym szacunkiem ale do mnie jako do rodowitego mieszkańca Łodzi to tłumaczenie nie przemawia.
Jedyny plus jaki widzę w spacerowaniu Pomorską to fakt, że jest to dość wąska ulica i do tego w miarę gęsto zabudowana, co tworzy dużo większe bezpieczeństwo dla maszerujących niźli szerokie ulice na których mogą grupować się przeciwnicy marszu.
Jeśli chodzi o kwestie estetyczno-widokowe na trasie przemarszu… cieszmy się, że nie szliśmy Wschodnią i Kilińskiego… albo, że nie skręciliśmy na północ w kierunku Bałuckiego Rynku :-)
Śmieję się teraz, ale mocno przez łzy, bo mam wrażenie, ze my łodzianie, na tyle przywykliśmy już do zewsząd otaczającego nasz syfu i brudu, że po prostu przestaliśmy na niego zwracać uwagę.
Kompletnie poronionym pomysłem było za to dochodzenie do Ronda Solidarności i… powrót.
Psychologicznie i ideologicznie była to totalna porażka… bo wyglądało to jakby parada (z jej hasłami) doszła do ściany i musiała zawrócić.
Jak wówczas w drodze powrotnej poważnie traktować hasło, że PARADA IDZIE DALEJ ?
Nie idzie dalej… po prostu wraca.
Żeby nie powiedzieć – zawraca.
A to już spora różnica. 
Dałoby się to jeszcze obronić gdybyśmy dochodzili do jakiegoś pomnika czy innego „ważnego miejsca” w którym możnaby, nie wiem, złożyć kwiaty czy nawet po prostu chwilę postać i poskandować hasła zwierając szyki i podnosząc morale uczestników marszu, niestety nic takiego nie miało miejsca. 
Frekwencyjnie też szału nie było… no ale skoro Ci, którzy szumnie od tygodnia się na FB zapowiadali nie dotarli to czemu się dziwić.
Dziwić się nie należy, że chwilami był to marsz zdecydowanie bardziej les niż gej.
No ale przecież Łódź jest miastem kobiet. 
Nawet niektóre hasła do tego nawiązywały.
Na pierwszej Paradzie – rok temu – nie byłem ale słyszałem, że była liczniejsza od tegorocznej.
To nie wróży dobrze, bo ile osób przyjdzie za rok ?
A trzeba pamiętać, że w tym roku bardzo sprzyjała pogoda, rozpadało się dopiero wieczorem.
Szczęśliwie jest sporo czasu by wyciągnąć wnioski z popełnionych w sobotę błędów… i nie powtarzać ich za rok.
Moim zdaniem przede wszystkim powinno się zdecydować co chce się Paradą osiągnąć ?
Czy ma być ideologicznie czy zabawowo.
Oczywiście jedno nie wyklucza drugiego… ale trudno „robić ideologię” przy tak nikłej frekwencji.
Może zatem postawić na „fun” i tym przyciągnąć ludzi… ale wtedy głośna samba (która szczerze powiedziawszy wkurwiała mnie już po kwadransie) to za mało.
A może podpatrzeć trochę tradycję zachodnią… i po Paradzie urządzić mały festyn-piknik w jakimś parku.
No tak, ale wtedy organizacja takiej imprezy to już prawdziwe wyzwanie.
I tu dochodzimy do kolejnej kwestii – dlaczego w całą akcje nie zaangażowały się łódzkie branżowe kluby gejowskie ?
W sobotę (po Paradzie) w Narra było ze trzy razy więcej ludzi niż na Paradzie w ciągu dnia.
Na dziś… wynik RÓWNANIA ciągle jest chyba niewiadomą.
Choć zdecydowanie mniejszą niż wcześniej.

Świąteczna dyskoteka

… czyli jak w jednym miejscu zobaczyć prawie wszystkie byłe miłości życia :-)

Od lat z lubością chadzam na dyskoteki w pierwsze dni Świąt… czy to Bożego Narodzenia czy Wielkiej Nocy.
Dlaczego?
Dla znajomych… którzy na codzień budują dobrobyt Londynu, Dublina czy Warszawy a w ten świąteczny czas zwykle odwiedzają rodzinne domy z których wieczorem wymykają się do klubu poszleć na parkiecie.
Tegoroczne obserwacje:
* zdecydowanie mniej osób przyjechało z zagranicy, chyba prawdą jest, że bardziej cenimy Boże Narodzenie niźli Wielkanoc jako magnes do odwiedzin rodziny,
* część w bywalców klubu najwyraźniej pierwotnie nie planowała wizyty w Narra, gdyż nie zabrali ze sobą ciuchów na taką okazję, licząc być może, że przecież w rodzinnym domu jeszcze jakieś ich ciuchy z przeszłości zostały
owszem zostały, ale niektórzy mieli problem by się z nich dopiąć.
A poza tym… to bawiłem się doskonale.

Jajeczkowe przemyślenia

Człowiek naprawdę potrafi być kreatywny gdy w grę wchodzi sprzątanie mieszkania.
Dziś niby latam ze szmatą i odkurzaczem ale często gęsto zaglądam na kompa.

Nie to żebym się tego nie spodziewał, ale i tak reakcja mnie trochę zaskoczyła.
Mam profile na różnych branżowych serwisach randkowych, nie trudno mnie znaleźć.
Ostatnio jednak postanowiłem na jednym z nich zmienić fotkę na taką co to nic nie pokazuje i nicka.
Efekt… przeszedł najśmielsze oczekiwania.
Prawie wszyscy zarejestrowani użytkownicy z Łodzi i okolic odwiedzili mój profil w ciągu 12 godzin.
Niektórzy zagadali a Ci najbardziej odważni chcieli się nawet umówić.
Głód świeżego mięsa jest jednak w środowisku ogromny.
Wczoraj wieczorem zmieniłem fotkę na innym portalu.
Efekt – ponad 100 wejść w ciągu… 10 minut.
Chyba należałoby zweryfikować dane o najpopularniejszych przypadłościach seksualnych, bo z powyższego wynika, że to jednak voyeuryzm rządzi.
Przyszło też kilka maili a w nich m.in miłe słowa na temat bloga.
To podwójnie dobra wiadomość – raz, że jeszcze ludzie czytają, dwa że im się podoba.
Choć niektórzy nie wszystko rozumieją:
Od jakiegoś czasu czytam Twojego bloga… w sumie to nie wiem co napisać ale momentami mam takie same rozterki jak Ty, a czasami zupełnie Cię nie rozumiem ale przez samo czytanie bloga nie można przecież poznać człowieka…
Odpisałem, że moim zdaniem można poznać człowieka ale tylko pod warunkiem, że na blogu nie ściemnia, nie koloryzuje i nie uprawia kreacji.
Zabił mnie jednak mail następującej treści
Cześć. Fajny blog. Bardzo ładnie piszesz. Bez błędów + płynnie i szybko się to czyta. A to rzadkie umiejętności w narodzie. Super!:)
Tjaaa… choć to w sumie smutne, że jak ktoś pisze bez błędów (stylistycznych, ortograficznych czy interpunkcyjnych) to posiada rzadkie umiejętności. 
Cena normalności znów poszła w górę.
Wesołego… czego tam chcecie, mogą być i jajka.