Ale ja tylko chcę, żebyś był szczęśliwy…

Kolejne imieniny za mną.
W dzisiejszych czasach, imieniny bardzo straciły na wartości… i stały się raczej „świętem” mocno rodzinnym.
Co prawdę powiedziawszy wcale mi nie przeszkadza.
Ale… od jakiegoś czasu zacząłem zauważać, że obojętnie z jakiej okazji, poza oczywiście pracą (przywilej bezrobotnego), cała rodzina z uporem maniaka życzy mi… żony i dzieci.
Dziwne to, bo był już okres takich życzeń… jakoś tak mniej więcej 10 lat temu… ale potem się uspokoiło.
Teraz powróciło.
Oczywiście prym w takich życzeniach wiodą babcie, które dodają do tego emocjonalny szantaż, że chciałyby wnuki zobaczyć przed śmiercią, a przecież One już właściwie nad grobem stoją…. od 15 lat :-)
Mała dygresja – moja 85 letnia babcia była ostatnio na badaniu krwi – ma lepsze wyniki niż ja.
I kto tu nad grobem stoi :-)

W sumie to może i dobrze, że rodzinka nie zabrała się za szukanie mi partnerki… albo partnera.
Bo mogło to wyglądać mniej więcej tak.

Kwestie partnera ogarnąć za to próbują znajomi, chyba lekko zaniepokojeni tym, że od 5 lat jestem singlem.
Na razie idzie im słabo… co najlepiej można zauważyć na spotkaniach u Ge, gdzie jestem jedynym singlem.
Powoli zaczynam się na tych spotkaniach czuć jak Bridget Jones na pamiętnej kolacji dla par.

No ale trzeba być dobrej myśli… wiosna idzie przecież.

Trochę taki jestem zdołowany

Podliczyłem… łącznie  15 razy startowałem w konkursach do różnych urzędów.
I choć być może w kilku wypadkach faktycznie byli lepsi to wiem o co najmniej trzech czy czterech przypadkach, że byłem najlepszym kandydatem.
I co z tego.
Wybrali kogoś innego.
To dość dołujące podsumowanie starań o posadę nie napawa mnie radością i chęcią do dalszej walki o pracę.
Bo jak długo jeszcze można walczyć ?