Paliwo się wyczerpało, koniec trasy.

Dwa wpisy temu pytałem, trochę sam siebie, jak długo jeszcze można walczyć?
Dziś znam już odpowiedź na to pytanie.
Właśnie skończyły mi się wszelkie chęci.

Już mi się nie chce.
Już mam dość.

Gdy straciłem pracę, najpierw szukałem w swojej branży ale też myślałem o posadach bliżej urzędów, może coś z okolic PR.
Z każdym kolejnym miesiącem, coraz bardziej uświadamiałem sobie, że z mediami przyjdzie mi się pożegnać.
Dlatego taki ogromny entuzjazm ogarnął mnie gdy pojawił się Kraków.
No ale nie wyszło.
Iskra nadziei wybuchła gdy pojawiła się Nysa.
Też się nie udało.

Teraz już nie tylko żadnej iskierki nie ma, nie ma  nawet nadziei – a podobno ona umiera ostatnia.
Nie wiem kim chcę być.
Nie mam kompletnie żadnego pomysłu na siebie.
Sięgnąłem absolutnie dna – tylko jakoś na odbicie się od niego nie mam ani siły ani chęci.
Jako człowieka zupełnie mnie złamano.

Jestem jednak dziwnie spokojny, jakby pogodzony z tym, może dlatego, że zdaję sobie sprawę z tego, że przecież wszystko się kiedyś kończy.

Więc zamiast trwać i czekać na odległy koniec, gdzieś, tam, kiedyś; może warto samemu na własnych zasadach i w wybranym czasie, zdobyć się na postawienie kropki?

Piszę ten post będąc w najgorszym z możliwych stanów psychicznych.
Najchętniej położyłbym się spać i nigdy już się nie obudził.