Po miesiącu, czyli będzie o pracy, dojazdach i radiu.

Miesiąc za mną.
Jak pisałem na Facebooku, nigdy od czasów liceum nie musiałem wstawać na 8:00.
Ale to wcale nie jest najgorsze, nawet łatwo się do tego przyzwyczaiłem.
Słucham sobie radia po drodze do pracy i niestety muszę z przykrością stwierdzić, że chyba zaczynam rozumieć, dlaczego coraz mniej osób słucha radia w ogóle.
Oczywiście radio przegrywa w starciu z telewizją i Internetem ale szkoda, że oddaje też pola w miejscu gdzie absolutnie nie ma konkurencji. W samochodzie.
Właściwie to się dziwię, że jeszcze żadna stacja nie wprowadziła formatu radia dla kierowców. Ja taki format mam w głowie – gdyby ktoś był zainteresowany to proszę pisać.
Codzienne dojazdy też mnie czegoś uczą, przede wszystkim cierpliwości.
Kiedyś napisałbym, że dla ludzkiej głupoty, dziś po miesiącu chyba lepszym określeniem będzie „ludzka niedoskonałość”.
W sumie to smutne, ale taką mam obserwację, po czym poznać dojazdowych nowicjuszy – szaleją za kółkiem, bluźnią, gestykulują, są pełni emocji.
Ci co czas spędzony w korkach odmierzają już nie w godzinach czy dniach ale raczej w tygodniach i latach są bardziej opanowani.
W którym filmie była ta kwestia

Co zrobisz jak nic nie zrobisz

Idealnie oddaje sytuację korka samochodowego.
Jest radio.
Szkoda, że coraz częściej nic w nim ciekawego nie ma.
Ale radio to już nie moja sprawa, teraz mam inną pracę.
Kurwa, kogo ja chcę oszukać ?
Chciałbym wrócić do radia.